Powrót specjalisty od białych rycerzy

Janusz Guy, były prezes Polfy Kutno i Biotonu, zjadł zęby na inwestycyjnych szachach. Teraz ma pomóc Sygnity w rozgrywce z Asseco

W zeszłym tygodniu, tuż po tym, jak Asseco ogłosiło plany wrogiego przejęcia Sygnity, w radzie nadzorczej znajdującej się w defensywie spółki znalazł się Janusz R. Guy, o którym przez ostatnie dwa lata, po tym jak zrezygnował z szefowania Biotonowi, mało kto słyszał.

Janusz Guy, fot. MW (Puls Biznesu)
Zobacz więcej

Janusz Guy, fot. MW (Puls Biznesu)

Do nadzoru Sygnity rekomendował go największy akcjonariusz spółki — Legg Mason.

Janusz Guy w rozmowie z „Pulsem Biznesu” twierdzi, że Sygnity nie wyrwało go z błogiego lenistwa. A Sygnity? Poradzi sobie bez Asseco.

Świetność powraca

— Cel dla Sygnity to przekonanie rynku, że restrukturyzacja jest trwała i da długoterminowy wzrost wartości. W 2011 r. zarząd pokazał, że Sygnity może zarabiać, ale wielu jest przekonanych, że ta spółka najlepsze lata ma za sobą. Ja uważam inaczej. Świetność Sygnity może powrócić i powraca — przekonuje 56-letni menedżer.

Co Janusz Guy robił po odejściu z Biotonu? Pracował dla funduszy private equity. Teraz w imieniu jednej ze spółek z amerykańskiej giełdy sonduje możliwość inwestycji w przemysł farmaceutyczny w Europie.

— Mam podwójne obywatelstwo, spędziłem dużo czasu w Stanach Zjednoczonych, pracowałem i pracuję dla wielu amerykańskich firm — tłumaczy główny zainteresowany, który pierwszy tytuł naukowy — inżyniera budownictwa — zdobył w latach 80. w… Moskwie.

Inżynier z MBA z Georgia University przekonuje, że w Sygnity nie miał być spadochroniarzem przysłanym do rozpoznania pola walki wobec agresywnych planów Asseco.

— Gdy zaproponowano mi funkcję w radzie nadzorczej, nie było jeszcze wezwania — wyjaśnia Janusz Guy.

Mało kto pamięta, że to właśnie Janusz Guy był w centrum wydarzeń podczas jednej z pierwszych prób wrogiego przejęcia na GPW. To on szefował Polfie Kutno, gdy w 2004 r. włoski Recordati próbował ją przejąć za niemal 300 mln zł. Prezes odparł atak, znalazł białego rycerza, który podbił stawkę. To wtedy też Janusz Guy zaczął być szerzej rozpoznawalny przez śmietankę polskiego biznesu.

Bagaż Biotonu

Po tym jak w końcu PRL wraz z rodziną wyjechał do Houston w Teksasie, przebył długą drogę: od lokalnych firm budowlanych po centralę Coca-Coli w Atlancie. W 1993 r. został dyrektorem generalnym Coca-Cola Poland.

Potem kierował m.in. rozwojem marki we Włoszech, budował siłę Benckisera w Rosji, zaczął też pośredniczyć w amerykańskich inwestycjach w Polsce. Po przygodzie z Polfą współpracował m.in. z Enterprise Investors, szefował też oddziałowi potężnego funduszu The Carlyle Group.

— Mam już swój bagaż porażek i sukcesów — przyznaje menedżer. Kilka lat temu przygotowywał do sprzedaży m.in. Polpharmę i inne aktywa Jerzego Staraka.

Po porażce projektu trafił do stojącego na granicy bankructwa Biotonu. Oddłużył go, dźwignął kurs, podpisał umowę dystrybucyjną z Bayerem. I po niecałym roku odszedł.

— Pozyskałem wielu nowych akcjonariuszy, którym m.in. zastrzegłem, że nie będzie dalszego rozwadniania akcji spółki. Jak zobaczyłem, że mam ograniczoną kontrolę nad wieloma sprawami i nie byłem w stanie tej sytuacji zmienić, musiałem odejść — zastrzega Janusz Guy.

Co sądzi o dzisiejszych szansach i aspiracjach Biotonu? Fajerwerków nie widzi.

— Dobrym wykładnikiem wartości spółki jest jej aktualna wycena giełdowa. Kontrakt z Bayerem jest dobry, tylko trzeba go konsekwentnie wyegzekwować, mieć po swojej stronie ludzi godnych bycia partnerami do współpracy z globalnymi graczami — twierdzi menedżer.

Tekst pochodzi z dziennika "Puls Biznesu" (opublikowany 4 kwietnia)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Powrót specjalisty od białych rycerzy