POWTÓRZONA-ANALIZA-Budżet to krok naprzód

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2001-11-23 08:37

Wojciech Moskwa

WARSZAWA (Reuters) - Przyjmując budżet na następny rok polski rząd zrobił poważny krok w kierunku uniknięcia kryzysu finansów publicznych. Jednak, aby gospodarka mogła się odrodzić rząd musi wykazać się silną wolą przy wprowadzaniu reform, uważają analitycy.

Przygotowanie właściwego budżetu było trudnym zadaniem dla ministra finansów Marka Belki, który musiał ukrócić wydatkowe zakusy nowych ministrów oraz podwyższyć podatki.

Wszystko to zostało dokonane przez miesiąc, mimo najsłabszego od blisko 10 lat tempa wzrostu i bardzo złej kondycji finansów publicznych.

Jednak zdaniem analityków koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) i PSL musi wykazać się silna wolą przy podejmowaniu działań, które pobudzą wzrost gospodarczy, zahamują wzrost bezrobocia i pozwolą Polsce przystąpić do Unii Europejskiej.

"Rząd nie powinien mieć problemów ze sfinansowaniem budżetu, jednak w perspektywie krótkoterminowej prognozy wzrostu gospodarczego są słabe" - powiedział Robert Beange, ekonomista z Lehman Brothers.

"Kluczowe pytanie brzmi, co będzie dalej? Jak zdobyć poparcie związków zawodowych dla reformy rynku pracy?" - dodał.

W piątek rząd będzie przewodził rozmowom między związkami zawodowymi, a przedstawicielami biznesu dotyczącym reformy kodeksu pracy.

Jest jednak za wcześnie by można było powiedzieć, czy próba budowy konsensusu opartego na dialogu między pracodawcami a pracownikami, który jest charakterystyczny dla Niemiec przyniesie efekty w Polsce.

Dotychczasowe doświadczenia na to nie wskazują.

"Najważniejsza jest wiarygodność, w takich warunkach na świecie potrzebujemy kredytu zaufania ze strony rynków" - powiedział jeden z przedstawicieli rządu.

"Jednak musimy działać szybko i przyjąć trudne ustawy teraz, ponieważ jeżeli sytuacja się pogorszy droga do dokonanie reform zostanie odcięta" - dodał.

PAKIET RATUNKOWY

Minister finansów Marek Belka z przekonia keynesista powiedział w czwartek, że gdy projekt jego budżetu znajdzie się w rękach parlamentarzystów, zamierza przygotować pakiet reform, które pobudzą wzrost gospodarczy.

"Obiecujemy, że do połowy lutego będzie przygotowany program działań gospodarczych, w tym zmian na rynku pracy" - powiedział Belka.

Przy przygotowywaniu programu Belka zamierza współpracować z ministerem gospodarki Jackiem Piechotą i Jerzym Hausnerem, ministrem pracy.

W tym roku tempo wzrostu gospodarczego w Polsce ma spaść do 1,2 procent i 1,0 procent w 2002 roku. W drugiej połowie lat 90-tych gospodarka rozwijała się w rocznym tempie ponad pięciu procent.

ZMIANA FILOZOFII

Belka powiedział, że przyszłoroczny budżet oznacza zmianę w filozofii budżetu, który po raz pierwszy nie skupia się na obniżeniu deficytu lecz na ograniczeniu wydatków.

"Do tej pory budżet na rok kolejny konstruowany był na zasadzie ustalenia możliwych wpływów, do tego dodawany był deficyt budżetowy na poziomie bezpiecznym do sfinansowania i wychodziło, że można wydać z kasy państwowej określoną ilość pieniędzy" - powiedział Belka.

Belka chce, aby teraz budżet był konstruowany tak, aby w polityce budżetowej zmienna była wielkość wydatków, a deficyt był wielkością wynikową. Deficyt zależeć będzie też od tego jaka będzie koniunktura gospodarcza.

"Chcemy zaproponować w najbliższych latach, aby wydatki budżetu zostały ustabilizowane na ścieżce bardzo umiarkowanego wzrostu, a ten wzrost to roczna inflacja plus jeden procent" - powiedział Belka.

Analitycy uważają, że choć Belka ma poparcie premiera Leszka Millera to jego ambitne plany mogą zostać zablokowane przez koalicyjnego partnera Sojuszu, PSL.

PSL nadal dąży do wprowadzenia kontrowersyjnego podatku importowego, aby wspomóc krajowych producentów. Belka jest temu przeciwny, jednak Miller nie wykluczył, że podatek ten może zostać wprowadzony, jeżeli sytuacja ulegnie pogorszeniu.

"Wciąż uważam, że podatek importowy jest mało prawdopodobny. Nawet jeżeli zostanie przyjęty to koalicja się nie rozpadnie. Ale może to kosztować fotel ministra finansów" - powiedział anonimowy przedstawiciel rządu.

BANK CENTRALNY CHCE WSPÓŁPRACOWAĆ?

Warunkiem ożywienia gospodarczego są zdaniem Belki niższe stopy procentowe, które realnie są jednymi z najwyższych w Europie.

Analitycy przypuszczają, że nowy rząd mógł porozumieć się z prezesem banku centralnego Leszkiem Balcerowiczem, dając mu kilka miesięcy na obniżkę stóp. W zamian za to parlament nie zmieni celów polityki banku.

Jednak Balcerowicz sprawia wrażenie nieugiętego, mimo że w ostatnich miesiącach tempo redukcji obniżek stóp wyraźnie wzrosło.

"Musimy być bardzo ostrożni w naszej polityce pieniężnej, by inflacja ustabilizowała się na obecnym niskim poziomie, a później spadała" - powiedział w czwartek Balcerowicz w Radiu Zet.

Belka oczekuje, że w ciągu kolejnych trzech miesięcy stopy zostaną obniżone łącznie o 300 punktów bazowych. Zdaniem analityków jego życzenie się spełni, gdy plan reform będzie wiarygodny.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))