Pożegnaliśmy recesję na rynku pracy

JKW
opublikowano: 2010-05-20 00:00

Kryzys pozbawił pracy co 55. pracownika. To niewiele, bo większość pracodawców rozłożyło nad nimi parasol.

Kryzys pozbawił pracy co 55. pracownika. To niewiele, bo większość pracodawców rozłożyło nad nimi parasol.

Firmy przestały ciąć miejsca pracy. Jak podał wczoraj GUS, w kwietniu roczna dynamika zatrudnienia wreszcie wyskoczyła z ujemnych poziomów. W sektorze przedsiębiorstw pracowało 5,31 mln osób — tyle samo co w tym samym miesiącu ubiegłego roku.

— Sytuacja na rynku pracy się uspokoiła. W najbliższych miesiącach zobaczymy stabilizację zatrudnienia, a nawet lekką poprawę. Koniec roku może przynieść już nawet dość wyraźny przyrost miejsc pracy — twierdzi Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

Choć światowy kryzys dość wyraźne piętno odcisnął na polskim rynku pracy, to i tak sytuacja jest lepsza, niż większość ekonomistów zapowiadało półtora roku temu. Od wybuchu kryzysu — upadku banku Lehman Brothers — liczba miejsc pracy w polskim sektorze przedsiębiorstw skurczyła się o 98 tys. czyli o 1,8 proc. Statystycznie pracę stracił więc tylko jeden z 55 pracowników (w tym sporo z nich przeszło na emerytury).

— Nasz rynek pracy został bardzo łagodnie potraktowany przez kryzys. Spadek zatrudnienia o 1,8 proc. to nie tragedia. Stabilny rynek pracy wspierał popyt konsumpcyjny, a więc podnosił wzrost gospodarczy i był jednym z czynników odpowiedzialnych za efekt zielonej wyspy — uważa Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

Ten wyjątkowy spokój polskich pracowników to przede wszystkim skutek dalekosiężnej polityki przedsiębiorców.

— Okazało się, że pracodawcy bardzo niechętnie zwalniają pracowników. Starali się utrzymać "przedkryzysowy" stan zatrudnienia, bo wiedzieli, że kryzys prędzej czy później się skończy i trzeba będzie znowu szukać specjalistów — tłumaczy Piotr Kalisz.

A w latach 2007-08 właśnie problem z rekrutacją pracowników był wskazywany jako jedna z najważniejszych barier w rozwoju firmy.

— Część pracodawców popełniło błąd, myśląc, że zyskali przewagę nad pracownikami i nie muszą troszczyć się o ich zdanie. Za takie myślenie po kryzysie trzeba będzie zapłacić — uważa Krzysztof Kwiecień, dyrektor personalny Deloitte.

Jego zdaniem, brutalna redukcja zatrudnienia niszczy reputację firmy jako pracodawcy zarówno wśród pracowników firmy, jak i potencjalnych kandydatów do pracy. Dlatego przedsiębiorcy postępujący w ten sposób mogą spotkać się niedługo z tzw. tsunami życiorysów.

— Kiedy koniunktura zacznie się poprawiać, na rynek mogą masowo wypływać CV pracowników takich firm. Rozglądać się za inną posadą mogą nawet ci pracownicy, którzy przed kryzysem dobrze oceniali swojego pracodawcę i nie myśleli o zmianie pracy — mówi Krzysztof Kwiecień.