Pożegnanie z węglem

opublikowano: 12-01-2017, 22:00

Węgiel i stal pomogły zbudować potęgę Śląska. Tak było wczoraj. Ale jutro potrzebuje nowoczesnych branż, innowacji i otwartych ludzi. Inaczej region umrze

O ile zmiany w hutnictwie przeprowadzono szybko, w dużej mierze dzięki prywatyzacji, o tyle z górnictwem nie radzą sobie kolejne rządy. Bo nie potrafią lub nie chcą powiedzieć, że czas węgla się kończy, wydobycie i zatrudnienie będzie spadać. Za to deklarują, że będziemy stawiać na węgiel lub że mamy złoża, które wystarczą na 200 lat.

Górnicy z Makoszów nie muszą się bać. Mają zagwarantowaną pracę w innych kopalniach. Natomiast Śląsk musi budować swoją przyszłość poza górnictwem.
Zobacz więcej

WYZWANIE:

Górnicy z Makoszów nie muszą się bać. Mają zagwarantowaną pracę w innych kopalniach. Natomiast Śląsk musi budować swoją przyszłość poza górnictwem. [FOT. BLOOMBERG]

Schyłkowa branża

Europa od ponad 20 lat żegna się z górnictwem. Wtedy wszystkie kopalnie zamknęła Belgia. We Francji ostatni węgiel wyjechał w 2004 r., a w Wielkiej Brytanii z kopalni Kellingley Colliery dwa lata temu. Niemcy już dawno wyznaczyli termin zakończenia wydobycia — 2018 r. Uważają, że nie stać ich na dopłaty. Podobny los czeka ostatnią kopalnię we Włoszech i niektóre w Hiszpanii. Również w Czechach trwa likwidacja.

Dlaczego? Przyczyna jest ta sama. Koszty. Najpłytsze i najtańsze pokłady węgla już dawno zostały wyeksploatowane. Schodzono coraz głębiej i głębiej, przez co wydobycie było coraz droższe. Podobnie jest w Polsce. Kopalnia Makoszowy w Zabrzu 30 grudnia minionego roku zakończyła wydobycie po 110 latach. O związkach z węglem będzie nadal przypominała nazwa pierwszoligowego zespołu piłkarskiego Górnik Zabrze.

— W 2015 r. od maja budżet dopłacił do wydobycia niecałe 70 mln zł. W 2016 r. przy wydobyciu 664 tys. ton ze sprzedaży uzyskano 129 mln zł, a dopłata do strat produkcyjnych wyniosła 138 mln zł — mówi Witold Jajszczok, rzecznik Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK), w której funkcjonują Makoszowy. Przez wiele miesięcy SRK szukała inwestora. Możliwość przejęcia zakładu analizowały spółki Węglokoks Kraj i Polska Grupa Energetyczna.

Nie zdecydowały się jednak na złożenie oferty. Na ogłoszony przetarg o sprzedaży pojawiła się jedna firma, która nie spełniała warunków zabezpieczenia finansowego. W listopadzie sąd zarejestrował Spółdzielnię Gwarectwo Makoszowy. Wniosek o jej rejestrację złożyło 10 górników.Wpisowe wynosiło 50 zł, a udział 100 zł. Z wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że spółdzielnia ma zajmować się wydobywaniem węgla i gazu, działalnością usługową wspomagającą eksploatację ropy naftowej, wytwarzaniem i przesyłaniem energii, a także handlem paliwami gazowymi. Spółdzielnia nie zamierzała szukać inwestora. Kiedyś udało się to związkowcom z kopalni Silesia.

— Chodziło nam głównie o skupienie pracowników wokół kopalni i przełamanie antagonizmów wśród załogi, do których przyczyniły się niektóre związki zawodowe — przyznaje Marek Jóźwiak, prezes spółdzielni.

Pracy pod dostatkiem

Górnicy o pracę nie muszą się martwić. Z 1349 osób załogi 950 zadeklarowało, że chce przejść do innych kopalni. Największym zainteresowaniem cieszy się kopalnia Knurów-Szczygłowice należąca do Jastrzębskiej Spółki Węglowej ( JSW). Znajdzie tam zajęcie około 630 pracowników likwidowanych Makoszów, w tym 500 pracowników dołowych (górników, elektryków, ślusarzy), 70 zatrudnionych pod ziemią osób dozoru ruchu różnych specjalności i 60 pracowników zakładu przeróbki mechanicznej węgla. Trzeba pamiętać, że w JSW trwa przenoszenie pracowników kopalni Krupiński, która ma wstrzymać wydobycie i trafić do SRK przed końcem marca.

— Przy likwidacji Makoszów zatrudnionych zostanie 320 pracowników — mówi Witold Jajszczok. Polska Grupa Górnicza (PGG) pierwszych górników przyjęła jeszcze przed świętami. Następnych w kolejnych dniach.

— Łącznie akces do podjęcia zatrudnienia zgłosiło 447 pracowników Makoszów, w tym około 150 z powierzchni — informuje Tomasz Głogowski, rzecznik prasowy PGG. Trzeba też zauważyć, że stopa bezrobocia na Śląsku w listopadzie wynosiła zaledwie 6,6 proc. W wielu firmach już brakuje rąk do pracy. Najtrudniej jest w Katowicach (bezrobocie 2,9 proc.), w Tychach i Bielsku-Białej (3,4 proc.) i w Gliwicach (4,3 proc.).

Pierwszy był Opel

Restrukturyzację regionu śląskiego przez przyciąganie inwestycji tworzących nowoczesne miejsca pracy w zamian za kurczące się górnictwo i hutnictwo miała wspierać Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (KSSE). Powołano ją 18 czerwca 1996 r. Strefa dysponowała 800 ha. Koszt ich uzbrojenia, by spełniały wymagania przyszłych inwestorów, oszacowano na ponad 200 mln zł, a kapitał zakładowy spółki wynosił wtedy... 800 tys. zł. Nieoceniona okazała się pomoc lokalnych władz, które zdecydowały się zainwestować w tereny przemysłowe.

— Nie tylko my widzieliśmy potencjał tych gruntów. Gliwice czy Tychy były gotowe podjąć ryzyko, które, jak widać dzisiaj, się opłaciło — mówi Piotr Wojaczek, prezes KSSE od początku. Największy udział w pozyskaniu w 1998 r. pierwszego inwestora katowickiej strefy, czyli General Motors w Gliwicach, miały starania ówczesnego ministra przemysłu i handlu Klemensa Ścierskiego. Istotną rolę odegrali także samorząd gliwicki i prezydent Zygmunt Frankiewicz.

Wiele osób jeszcze pamięta, jak wieszano psy na prezydencie Gliwic, że chce wydać z miejskiej kasy pieniądze na drogi prowadzące do nikąd, czyli do przyszłej działki GM. Udział KSSE w wynikach polskich stref to ponad 20 proc. wartości nakładów i 18,5 proc. liczby miejsc pracy. Dziś KSSE, po ostatnim poszerzeniu 30 grudnia, zajmuje ponad 2614 ha w województwach śląskim, opolskim i małopolskim. Biorąc pod uwagę wysokość nakładów, to ponad 60 proc. inwestycji i 55 proc. stworzonych miejsc pracy jest związanych z motoryzacją.

Kierunek Śląskie 3.0

Kilka dni temu marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa przedstawił program rozwoju województwa na najbliższe lata. Przy opracowywaniu strategii wykorzystano opinie, pomysły i przedsięwzięcia zaproponowane przez mieszkańców. Spośród 137 zgłoszonych projektów wybrano 30, które wpisano do dokumentu.

— „Kierunek Śląskie 3.0” jest rezultatem dialogu ludzi z różnych środowisk i branż. Jest inicjatywą i zachętą do rozmowy na temat przyszłości naszego województwa. To nowe podejście do myślenia o regionie i planowania jego przyszłości na taki, gdzie ludzie, którzy tu mieszkają, mogą aktywnie wpływać na jego kształt — mówi Wojciech Saługa.

Największym wyzwaniem jest rewitalizacja regionu i odejście od górnictwa. Ważne dziedziny to m.in. przyjazny transport i przyjazna energetyka (rozwój w oparciu o OZE). Działania związane z ograniczaniem niskiej emisji i założenia uchwały antysmogowej, nad którą pracują władze regionu. Kolejnym punktem jest wsparcie stypendialne najbardziej uzdolnionych uczniów i absolwentów oraz dostosowanie oferty edukacyjnej do zmieniających się potrzeb na regionalnym rynku pracy.

Planowane jest wsparcie rozwoju transportu: drogowego i publicznego — tu dokument wskazuje budowę połączeń drogowych m.in. Drogowej Trasy Średnicowej, na odcinku Katowice –Dąbrowa Górnicza/ Jaworzno i obwodnicy autostradowej Metropolii Górnośląskiej (A4), i rozwój transportu szynowego wraz z połączeniem kolejowym Katowice — Pyrzowice.

Dokument zakłada też rozbudowę Międzynarodowego Portu Lotniczego Katowice w Pyrzowicach. W programie zapisano też metropolizację aglomeracji górnośląskiej oraz wykorzystanie różnorodności i bogactwa kulturowego regionu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Ekologia / Pożegnanie z węglem