Tytułowego prawa ostatniej nocy daremnie szukać by w klasycznych leksykonach, które odnotowują tylko jego średniowieczny pierwowzór (ius primae noctis). Jednak sprawdza się ono bardzo dobrze w Unii Europejskiej. Już niejeden raz skuteczna okazywała się taktyka odkładania najtrudniejszych wspólnych decyzji na ostatnią chwilę i podejmowania ich w niedoczasie, gdy alternatywą było wstanie zmęczonych szefów unijnych państw i rządów od negocjacyjnego stołu z niczym.
Na ostatnim szczycie (Bruksela, 25 października) Rada Europejska przełamała impas decyzyjny w sprawach rolniczych, ale jednocześnie uzgodniła dosyć twarde stanowisko polityczne wobec państw kandydackich w obszarze budżet i finanse. Wczoraj zostało ono doprecyzowane. „Piętnastka” stoi na fundamentalnym stanowisku, iż żaden jej członek (ani stary, ani nowy) nie powinien nawet marzyć o obniżeniu składki członkowskiej. Rabatowy wyjątek, poczyniony przez UE dla Wielkiej Brytanii, da się racjonalnie wytłumaczyć tylko wyjątkowością byłej premier Margaret Thatcher. Aż do rozstrzygającego szczytu RE w Kopenhadze (12-13 grudnia, z możliwością przedłużenia na 14 i nawet na 15 grudnia) żaden przedstawiciel Komisji Europejskiej i żaden przywódca państwa członkowskiego nie dokona w unijnym froncie najmniejszego wyłomu.
Tymczasem Polska ocenia finansową ofertę Brukseli jako dalece niewystarczającą. W ubiegłym tygodniu Rada Ministrów skorygowała stanowisko rządu Jerzego Buzka sprzed trzech lat (patrz wykres). W procentach korekta ta wygląda na czysto techniczną, ważniejsze jest skrócenie składkowego okresu przejściowego do trzech lat. Oczywiście i dawne, i nowe stanowisko Polski zderza się ze ścianą Unii Europejskiej, w której im bliżej końca negocjacji, tym bardziej otwartość polityków ustępuje miejsca mentalności księgowych.
Skoro Bruksela bezdyskusyjnie oczekuje pełnych wpłat Polski do budżetu ogólnego UE, to może chociaż zgodziłaby się na ekwiwalentną do zaproponowanej redukcji składki rekompensatę po stronie wydatków. Zdecydowanie poprawiłoby to sytuację naszego budżetu krajowego, albowiem mechanizm proponowany obecnie jest dla niego wręcz zabójczy. Comiesięczna transza naszej składki obciąży bezpośrednio centralny rachunek państwa, natomiast środki pomocowe trafią do różnych adresatów na jego obszarze. Poza tym jest publiczną tajemnicą, że średni poziom ich wykorzystania nie przekracza 70 proc. nawet w państwach członkowskich z najdłuższym stażem.
Do kopenhaskiego szczytu pozostały dwa tygodnie. Wszyscy wiedzą, że faktycznymi unijnymi decydentami są przywódcy wielkiej trójki — Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Ze względu na prezydencję szczególną rolę w tych dniach odgrywa oczywiście również Dania. Dlatego to naturalne, że decydenci polscy postanowili wykonać ofensywę dyplomatyczną ostatniej szansy. Dzisiaj premier Leszek Miller odbywa robocze rozmowy z kolegami po fachu: premierem brytyjskim — Tonym Blairem oraz duńskim — Andersem Rasmussenem. Wkrótce spotka się z kanclerzem Gerhardem Schröderem. Z kolei prezydent Aleksander Kwaśniewski w tej samej intencji odwiedzi prezydenta Jacquesa Chiraca.
Historia uczy, że ius primae noctis bywało niewykorzystane z powodu niemocy feudała. Pozostańmy przy nadziei, że współcześni władcy europejscy zechcą w Kopenhadze skorzystać jednak z przysługującego im prawa ostatniej nocy — ku pożytkowi całego kontynentu.