Pożyczkowy start-up roztrwonił pieniądze

opublikowano: 12-06-2019, 22:00

Szczodre wynagrodzenia, luksusowy biurowiec, rodzinna atmosfera — tak wyglądała praca w Liber Finance. Z marzeń o polskiej Dolinie Krzemowej zostały zgliszcza. Spółki nie ma nawet z czego windykować

Liber Finance to norwesko- -polski pośrednik pożyczkowy — właściciel platform internetowych Compareking.pl i Bankomatonline.pl. Powstał około 4 lat temu. Biznes operacyjnie ruszył w 2016 r. i prężnie się rozwijał W maju 2018 r. fintech pochwalił się na łamach „PB” nowym projektem dotyczącym polskiego rynku. Platforma LiberX miała agregować nie tylko kredyty konsumenckie, ale również ubezpieczenia, a w przyszłości też ofertę dostawców gazu i telekomów. Jednak plany te spaliły na panewce. W zeszłym roku wycofał się potencjalny inwestor.

Krzysztof Woźniczko, członek zarządu Liber Technology Poland, pilotujący likwidację spółki, nie chowa głowy w piasek i przyznaje się do błędów biznesowych. Ma nadzieję, że historia wzlotu i upadku firmy, którą budował wspólnie z norweskim wspólnikiem, będzie przestrogą dla zbyt rozrzutnych start-upów
Zobacz więcej

MANNA Z NIEBA:

Krzysztof Woźniczko, członek zarządu Liber Technology Poland, pilotujący likwidację spółki, nie chowa głowy w piasek i przyznaje się do błędów biznesowych. Ma nadzieję, że historia wzlotu i upadku firmy, którą budował wspólnie z norweskim wspólnikiem, będzie przestrogą dla zbyt rozrzutnych start-upów Fot. Marek Wiśniewski

— Liber Finance nie prowadzi działalności, a Liber Technology Poland jest w stanie likwidacji. Wspólnie z likwidatorem usiłujemy wypracować rozwiązanie, które przedstawimy wierzycielom — mówi Rene Skaflestad, prezes Liber Finance Europe Holding, właściciela polskich spółek.

Partnerzy, których nie było

Co poszło nie tak? Rok temu, gdy zapowiadano polski projekt, spółka chwaliła się pierwszymi partnerami biznesowymi na lokalnym rynku — m.in. PKO BP, Aliorem, BGŻ BNP Paribas (obecnie BNP Paribas), Eurobankiem, Aventusem (właścicielem marek Rata na Plus, Smart Pożyczka), Capital Service (właścicielem Kredytu OK), czy Solvenem (właścicielem marki Solven Finanse).

— Serwis Compareking.pl brał udział w programie partnerskim PKO Banku Polskiego prowadzonym przez Awin (wcześniej Zanox), jedną z największych globalnych sieci afiliacyjnych skupiających witryny internetowe z całego świata. Umowa współpracy wygasła w marcu ubiegłego roku, a to oznacza, że zakończyliśmy również współpracę z właścicielami witryn, blogów, serwisów społecznościowych oraz sieci afiliacyjnych skupionymi przez tę sieć — wyjaśnia Iwona Radomska z biura prasowego PKO BP.

Pozostałe banki o rzekomej współpracy dowiedziały się od redakcji „PB”.

— Nigdy nie współpracowaliśmy z Liber Finance — zaprzecza Marcin Herman, rzecznik prasowy Aliora.

— Nie współpracowaliśmy z Liber Finance, zamierzamy podjąć właściwe kroki prawne w związku z bezprawnym wykorzystaniem marki banku — informuje Izabela Tworzydło, rzecznik prasowy BNP Paribas.

Kolejka wierzycieli

Teraz o pieniądze od likwidowanej spółki upominają się urzędy, dostawcy leasingowanego sprzętu, zaopatrzeniowcy biura i pracownicy. Firma nie ma majątku, jej konta świecą pustkami.

— Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, kiedy i czy wierzyciele otrzymają pieniądze. Suma zobowiązań firmy jest znacząca. Niestety nie mogę więcej powiedzieć, bo sprawy są w sądach. Syndyk nie ma czym zarządzać, bo spółka nie ma żadnego majątku, co jest naturalne w środowisku startupowym, ani pieniędzy na kontach, które zostały zajęte przez urzędy — mówi Krzysztof Woźniczko, likwidator Liber Technology Poland, który zasiadał w zarządach wszystkich polskich spółek z Grupy.

Niektórzy pracownicy walczą w sądach.

— Pracę w Liberze zacząłem w maju zeszłego roku, po tym, jak otrzymałem ofertę nie do odrzucenia. Firma płaciła znacznie więcej niż konkurencyjne firmy w Polsce. Pod koniec października ponad 30 osób dostało wypowiedzenia, również ja. Do dzisiaj nie dostałem wynagrodzenia za dwa miesiące pracy i jednomiesięcznej odprawy. Wynająłem adwokata i pozwałem byłego pracodawcę. Sąd zawyrokował na moją korzyść, wydając nakaz zapłaty opiewający na kwotę blisko 50 tys. zł. Jest to dwumiesięczne wynagrodzenie brutto wraz z odsetkami za zwłokę. Teraz zamierzam pozwać o zapłatę odprawy. Nie zrobiłem tego za jednym zamachem, aby nie ponosić zbyt wysokich kosztów sądowych — mówi były pracownik Liber Technology Poland, zastrzegający sobie anonimowość.

Trudną sytuację firmy opisują również na internetowych forach.

„Z czym przesadzamy? Że firma co miesiąc spóźniała się z wypłatami, a mimo to wynajęła 2 piętra w Warsaw Spire (200k PLN/miesiąc każde) dla 40 osób? Że z dnia na dzień zwolnili większość osób i mimo obietnic nie zapłacili? Że zatrudniali ludzi z całego świata, żeby po tygodniu wyrzucić ich na zbity pysk? Że dwóch członków zarządu uciekło z podkulonym ogonem z Polski, a trzecia ofiara losu mówi, że on nic nie wie, że on po nich tylko sprząta i udaje niewiniątko? Jeśli masz inne informacje, to podziel się, chętnie wszyscy posłuchamy” — pisze Dawidek, użytkownik forum GoWork.pl (post z 9 kwietnia 2019 r.).

Wzlot...

— Liber Finance zbudował system, który pozwalał pośredniczyć przy pożyczaniu pieniędzy przez internet w czasie rzeczywistym. Cztery lata temu to była nowość na rynku. Klient mógł wziąć kredyt w kilka minut bez opuszczania okna przeglądarki. W pierwszej kolejności weszliśmy z naszymi usługami i know-how na rynki skandynawskie, ponieważ łatwiej nam było zintegrować się z tamtejszymi bankami — mówi Krzysztof Woźniczko.

Według niego biznes rozwijał się bardzo dynamicznie. W szczytowym momencie za pośrednictwem platform pożyczek udzielało około 70 proc. skandynawskich banków.

— Pozyskiwaliśmy kolejnych partnerów biznesowych i klientów. Potrzebowaliśmy pracowników znających języki skandynawskie do obsługi klientów przez call center, ale też księgowych, specjalistów od marketingu, kadrowych, do działu finansowego i IT. Zatrudnialiśmy głównie obcokrajowców, jednak w firmie pracowali również Polacy. Pensje były wyższe niż średnie rynkowe w Polsce, ponieważ byli to pracownicy dedykowani na tamtejsze rynki i stamtąd pozyskiwani. W firmie panowała rodzinna atmosfera — zapewnia likwidator Liber Finance.

Biuro mieściło się w wieży C budynku Warsaw Spire. Pracownikom udostępniono atrakcyjne pakiety prywatnej opieki medycznej, karty na siłownie, w każdy piątek serwowano darmową pizzę, napoje bezalkoholowe, były też strefy relaksu. Według likwidatora prezes chciał stworzyć skandynawskie warunki pracy, a firma była rentowna. Na przełomie 2016 i 2017 wszedł pierwszy inwestor typu seed, czyli inwestujący w start- -up na wczesnym etapie rozwoju i oczekujący w związku z tym wyższej stopy zwrotu. Liber nie ujawnia, kto nim był. Tempo wzrostu spółki skłoniło zarząd do przeprowadzenia drugiej rundy finansowania. Poszukiwania kapitału szły jak z płatka. Wiosną 2018 r. spółka podpisała list intencyjny z funduszem venture capital, którego nazwy nie ujawnia, osłaniając się umową poufności, a w sierpniu 2018 r. norweski oddział firmy doradczej EY przeprowadził audyt. Zanim spółka otrzymała pieniądze od inwestora, zdecydowała się na zmianę siedziby centrali. W kwietniu ubiegłego roku pochwaliła się, że podpisała pięcioletnią umowę najmu dwóch pięter — 6 i 7 (3,3 tys. metrów kwadratowych powierzchni biurowej) — w głównej wieży Warsaw Spire. Transakcję pilotował Cushman & Wakefield, firma świadcząca usługi doradcze na rynku nieruchomości komercyjnych. Cytowany w komunikacie Rene Skaflestad powiedział, że decyzja ta była „logicznym krokiem w naszej strategii rozwoju biznesu”. Do nowego biura jednak się nie przeniósł.

…i upadek

Wczesną jesienią okazało się, że inwestor się wycofał. Spółka nie wyjaśnia jednak, dlaczego tak się stało.

— Gdy inwestycja się nie powiodła, musieliśmy zmniejszyć skalę działalności w Warszawie. Wszystkich bardzo to rozczarowało. Wierzę, że stolica Polski jest wspaniałym miejscem dla start-upów — tłumaczy Rene Skaflestad.

Cushman & Wakefield nie ujawnia szczegółów współpracy ze start-upem oraz czy pociągnie go do odpowiedzialności. Natomiast twierdzi, że biuro, do którego miał wprowadzić się Liber Finance, bez problemu wynajęto innym podmiotom.

— Wierzyłem w start-up do tego stopnia, że sam zainwestowałem w niego prywatne pieniądze. Zostałem likwidatorem spółki, bo czuję się za nią odpowiedzialny — przekonuje Krzysztof Woźniczko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy