Pozytywne myślenie? Tylko nie to!

opublikowano: 15-10-2017, 22:00

Nazywanie wszystkich coachów szarlatanami byłoby krzywdzące dla rzetelnych przedstawicieli tego zawodu. Niemniej branża wymaga uzdrowienia

Wraz z transformacją ustrojową pojawiła się w Polsce moda na poradniki sukcesu, sesje motywacyjne i szkolenia z dziedziny rozwoju osobistego. Proponują one różne metody — od pozytywnego myślenia do wizualizacji, od afirmacji do zarządzania emocjami, od medytacji transcendentalnej do neurolingwistycznego programowania (NLP). Za tymi koncepcjami kryje się jednoznaczny przekaz: żyjemy, pracujemy i zarabiamy poniżej naszych możliwości, a stać nas na dużo więcej. Trzeba tylko obudzić w sobie olbrzyma, swoje prawdziwe ja lub wewnętrzne dziecko. Kto chce, niech wierzy. Tzw. techniki samopomocowe są zwykle nieskuteczne, a niekiedy nawet szkodliwe. Weźmy choćby osławione pozytywne myślenie, które można sprowadzić do przekonania „chcieć to móc”.

SKĄD OPÓR: Niechęć do szkoleń wynika z przekonania, że nic one nie dają. Raz jest to prawidłowa ocena jakości takich usług, innym razem przejaw arogancji. Niektórzy pracownicy myślą, że są zbyt doświadczeni, by jakiś psycholog, trener czy coach mógł ich czegoś nauczyć — mówi Michał Bukowski, doradca z firmy Sandler Training.
Zobacz więcej

SKĄD OPÓR: Niechęć do szkoleń wynika z przekonania, że nic one nie dają. Raz jest to prawidłowa ocena jakości takich usług, innym razem przejaw arogancji. Niektórzy pracownicy myślą, że są zbyt doświadczeni, by jakiś psycholog, trener czy coach mógł ich czegoś nauczyć — mówi Michał Bukowski, doradca z firmy Sandler Training. Fot. Marek Wiśniewski

Sprzedawcy złudzeń

Jeśli wyobrazimy sobie, że siedzimy w fotelu prezesa, i gorąco tego pragniemy, czy ten scenariusz się spełni? Badania pokazującoś przeciwnego: ci, którzy próbują siłą umysłu i woli przyciągnąć do siebie sukces, z początku przeżywają radość, entuzjazm, euforię. Co się jednak dzieje, gdy oczekiwany awans ich omija? Uniesienie zamienia się w rezygnację, bezsilność, depresję. Z nieba wpadają w najgłębsze czeluście emocjonalnego piekła. Dlaczego guru w rodzaju Briana Tracy’ego, Anthony’ego Robinsa i Nicka Vujicica przygotowują swoim wyznawcom tak bolesny upadek? Magdalena Trus, psycholog i trener biznesu, odziera ze złudzeń: pozytywne myślenie stało się intratnym biznesem. To opium dla ludu, dobra nowina dla korporacyjnych mas, które muszą wierzyć, że będą zdobywać i przenosić góry. Inaczej nie znajdą w sobie motywacji, by codziennie jeździć zatłoczonym tramwajem do Mordoru. Z uśmiechem, oczywiście. W optymistycznym nastawieniu — dodaje — nie ma nic złego. Musi on jednak iść w parze z wysiłkiem. Stawia na duet myślenia i działania. Działanie myśleniu nie szkodzi. A myślenie działaniu? Czasami tak — twierdzi specjalistka.

Zwłaszcza gdy zastępuje to działanie.

— Z pozytywnym myśleniem jest jak z wujkiem Heńkiem, który rozkręca rodzinne imprezy. Wszyscy na niego czekają. Wujek przychodzi, sypie dowcipami, poprawia nam powierzchownie humor. A gdy wychodzi, trzeba posprzątać i pozmywać po gościach. Czyli wrócić do codzienności, która jest bledsza niż żarciki wujka. Więc czekamy na kolejną imprezkę z wujkiem Heńkiem. Co pomiędzy? Nie da się być w permanentnym dobrostanie — tłumaczy Magdalena Trus.

Współczesne opium dla mas

Pozytywnemu myśleniu towarzyszy złudzenie własnej wszechmocy i kontrolowania sytuacji. Czasem tej iluzji ulegają nawet firmy — jak General Motors (GM), który na przełomie tysiącleci ekspresowo tracił klientów i zyski. Zarząd ogłosił plan odzyskania 29 proc. amerykańskiego rynku. Liczba 29 pojawiała się wszędzie — w dokumentach spółki, podczas zebrań załogi i na małych złotych szpilkach, które kierownicy wpinali w klapy swoich marynarek. Cel był oczywisty: zintegrować cały zespół GM — od sprzedawców przez inżynierów do specjalistów PR — wokół idei powrotu na ścieżkę wzrostu. Nic to nie dało. W 2009 r. motoryzacyjny gigant ogłosił bankructwo i przeszedł w stan upadłości.

Dopiero trzy lata później, po wykupieniu przez Departament Skarbu USA, producent zaczął wychodzić na prostą. Większość poradników i mów motywacyjnych łączy założenie, że wszystko zależy tylko — lub głównie — od nas. Tak samo sprawę stawiają przysłowia: „każdy jest kowalem swojego losu”, „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Tymczasem Michał Gembal, dyrektor marketingu Arcusa, twierdzi, że wielu jest kowali, którzy wpływają na nasz los, i nie mniejsza liczba tych, którzy ścielą nam łóżka. — Życie jest jak piłka nożna. Wynik meczu zależy zarówno od umiejętności, formy, sprytu danego zawodnika, jak i dyspozycji całego zespołu. Nawet genialny Robert Lewandowski nic by nie wskórał, gdyby koledzy z reprezentacji nie umieli współpracować z nim na boisku — obrazowo tłumaczy Michał Gembal. Natomiast Michał Bukowski, konsultant i coach z firmy Sandler Training, dodaje, że także szkolenia są sportem zespołowym — ich efektywność zależy zarówno od profesjonalizmu trenera, jak i od podejścia uczestników.

— Niektórzy uważają szkolenia za stratę czasu. Nerwowo patrzą na zegar i odliczają minuty, które dzielą ich od powrotu do codziennych zadań. Takie nastawienie ma charakter samospełniającej się przepowiedni. Rzeczywiście, pracownicy niczego nie wynoszą z takich zajęć, choćby były wartościowe — argumentuje Michał Bukowski.

Zawód gorszego sortu

W książce „Coaching odczarowany” Robert Grzybek, trener i partner zarządzający GM Solutions, pisze m.in. o modzie na „grillowanie coachów, pozytywnego myślenia i psychologii sukcesu”, z której znani są niektórzy dziennikarze. Apeluje, by nie utożsamiać masowych, odmóżdżających seminariów motywacyjnych z coachingiem. Według autora jest to krzywdzące dla osób, które wykonują ten zawód rzetelnie. Odradza jednak swoim kolegom po fachu walki z krytykami branży rozwoju osobistego. Tym bardziej że część psychologów, trenerów i coachów sumiennie pracuje na swoją złą opinię. Co proponuje Robert Grzybek? „Trzeba posprzątać swoje podwórko i dobrze robić swoją robotę”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pozytywne myślenie? Tylko nie to!