Pracodawcy znowu otwierają sakiewki

Dorota Czerwińska
02-08-2010, 10:13

Koniec zaciskania pasa. Niemal dwie trzecie polskich firm zapowiada w tym roku podwyżki.

Jeśli wynagrodzenie pracownika nie zadowala, to już się nie boi zmienić pracy.

W 2009 r. wiele firm w Polsce zamroziło budżety, a tym samym i płace. Wobec napływających ze świata doniesień o skutkach kryzysu nie wywołało to fali odejść z pracy, ani strajków. Okazało się jednak, że polska gospodarka dobrze sobie poradziła i nastroje na rynku pracy znowu się poprawiły. Według najnowszego "Raportu Płacowego" firmy Advisory Group TEST Human Resources, aż 65 proc. pracodawców planuje w tym roku podwyżki. Dla porównania — w ubiegłym roku podwyżki planowała niecała połowa badanych firm (44 proc.). Najwięcej procentowo powinni zyskać specjaliści i pracownicy szeregowi.

Jeśli wynagrodzenie pracownika nie zadowala, to już się nie boi zmienić pracy.
Zobacz więcej

Jeśli wynagrodzenie pracownika nie zadowala, to już się nie boi zmienić pracy.

Nawet do 10 proc.

— Firmy w różnym stopniu ucierpiały na kryzysie, ale w większości nie mają już argumentów za tym, by utrzymywać płace na poziomie z ubiegłego roku — mówi Krzysztof Bujak, menedżer projektu w dziale analiz i raportów płacowych Advisory Group TEST Human Resources.

Najbardziej spadek wynagrodzenia odczuli ci, których płace są powiązane z wynikami przedsiębiorstwa lub działu. Dziś ich płace idą w górę. Z badania Advisory Group Test Human Resources wynika, że firmy planują w tym roku podwyżki średnio o 4 proc. Ale są takie, który zaplanowały 10-procentowy wzrost wynagrodzeń. Na największe podwyżki mogą liczyć pracownicy IT. Najniższe dostaną zatrudnieni w branży FMCG.

Niesatysfakcjonująca pensja to znowu jedna z głównych przyczyn decyzji o zmianie pracy. Podwyżki są zatem sposobem na utrzymanie cennych dla firmy specjalistów i niezbędnych do sprawnego funkcjonowania przedsiębiorstwa pracowników szeregowych.

Finansowa satysfakcja

Jak twierdzi Dorota Grzegorczyk z Advisory Group Test Human Resources, w związku z poprawą sytuacji na rynku pracy może wzrosnąć wskaźnik fluktuacji, czyli odsetek osób, które dobrowolnie odchodzą z firm.

— W 2009 roku ten wskaźnik spadł do niecałych 5 proc., gdy jeszcze w drugiej połowie 2008 roku wynosił 10,63 proc. — wskazuje Dorota Grzegorczyk.

Gdy czasy były gorsze, pracownicy woleli się trzymać swoich posad. Zmiana pracy podczas recesji jest bowiem bardzo ryzykowna.

— Pierwsze osoby do zwolnienia w gorszych czasach to przeważnie pracownicy o najkrótszym stażu w firmie. Dlatego bali się zmiany pracy. Teraz można się spodziewać, że odsetek firm, które będą podwyższały płace w kolejnych latach, będzie się utrzymywał na obecnym lub wyższym poziomie — uważa Krzysztof Bujak.

W czasie kryzysu niewiele firm zdecydowało się na obniżenie wynagrodzenia. Pensje były raczej zamrażane. Przedsiębiorstwa częściej za to likwidowały lub ograniczały niektóre dodatkowe, pozapłacowe składniki wynagrodzenia, np. ryczałty samochodowe, limity rozmów ze służbowych telefonów komórkowych, czy abonamenty medyczne. Zdaniem Krzysztofa Bujaka teraz pracodawcom będzie już trudno uzasadnić utrzymywanie tych cięć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Pracodawcy znowu otwierają sakiewki