Pragmatyzm i frajda

Ustawodawca podał Polakowi kierownicę do motocykla. Polak ją chwycił. Bardzo mocno.

Znacie to? — Jestem głodny! — To zrób sobie kanapkę! — A nie, to nie jestem głodny. Z motocyklami w Polsce jest tak samo. Znaczy, było do połowy 2014 r. Wówczas ustawodawca „nakarmił” głodnych motocykli Polaków, podając im „ustawę kanapkę”. Z nami tak to już jest. Gotować? Nie za bardzo. Pałaszować podane? A i owszem.

Wyświetl galerię [1/3]

Świat sportu. Segment „stodwudziestekpiątek” jest niezwykle bogaty. Oto ciekawostka: znana rodzina supersportowych motocykli Suzuki GSX-R została uzupełniona o „małą” odmianę. Dzięki czerpaniu z doświadczeń „ścigaczy” można doznać sportowych uniesień, a dzięki silnikowi o pojemności 124 ccm, nie trzeba do tego prawa jazdy kategorii A. Fot. ARC

Chce, ale nie chce

Wiosna i lato sprzyjają snuciu planów. Słońce, perspektywa wakacji i dużo naturalnej witaminy D wprawiają w dobry nastrój. Wtedy najczęściej planujemy zakup auta bez dachu albo biwak w lesie przy ognisku „jak za starych, dobrych czasów”. A czasem zaczynamy chcieć motocykla. Najczęściej kończy się na przejrzeniu ofert.

Niemniej to rozmarzenie jest miłe. W przypadku motocykli do połowy 2014 r. jednym z powodów nieprzekuwania zamysłu w czyn była konieczność posiadania prawa jazdy kategorii A. Bez niego mogłeś wybrać skuter albo inną maszynkę ze słabym silniczkiem (pojemność do 50 ccm) i nieprzystającą do twojego dorosłego „ego” mocą kilku koni mechanicznych. Do tego te pogardliwe spojrzenia „prawdziwych” motocyklistów (znaczy takich z doświadczeniem i kategorią A albo tylko z kategorią A). I do tego konieczność przekonania ukochanej, by dała zgodę na zakup nowego pojazdu.

— Niech „pięćdziesiątkami” jeżdżą sobie 17-latkowie i dostawcy jedzenia — myślisz, porzucając pomysł przeskoczenia latem na dwa zmotoryzowane kółka. Prawda, pojawia się przebłysk: „A może zrobię to prawko? Przekonam małżonkę!”. Ale umówmy się: pierwsze wymaga zachodu, a na zachody nie masz czasu. Mierzi cię też konieczność odbycia kursu i zdawania egzaminów. Poza tym nie do twarzy ci w jaskrawozielonej kamizelce z „elką” na plecach. Drugie wymaga nie mniejszych podchodów i robi się tak jak z głodem. Znika. No chyba, że ktoś tę kanapkę dla ciebie przygotuje. I poda. To jak? Skusisz się na kęs?

Prorocy zła

Gdy w drugiej połowie 2014 r. weszły w życie przepisy, które umożliwiają posiadaczom prawa jazdy kategorii B od co najmniej trzech lat jazdę motocyklem (o maksymalnej pojemności silnika 125 ccm i mocy 15 KM), pojawiły się głosy o rychłej śmierci setek wariatów, którzy dzięki nowemu prawu kupią taki motocykl. Pesymiści straszyli, że w odróżnieniu od motorowerów „stodwudziestkipiątki” to już poważne maszyny. Że mogą osiągać prędkości ponad 100 km/h, więc szybko staną się „rumakami śmierci” i zamiast do celu zawiozą niedoświadczonego jeźdźca wprost do kostnicy, ewentualnie na OIOM. Tymczasem nic takiego się nie stało.

— Mogę ocenić liberalizację przepisów tylko pozytywnie. To ogromne udogodnienie dla polskich miłośników motocykli i skuterów. A przy okazji także pozytywny impuls dla rodzimej branży i całej gospodarki — twierdzi Mikołaj Sibora, prezes Almot, dystrybutora marek Junak i Triumph Motorcycles w Polsce. Podobnego zdania jest Paweł Iwanicki, dyrektor generalny ds. sprzedaży motocykli w Suzuki Motor Poland.

— Gdy na skutek zmiany przepisów nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania segmentem 125 ccm, wiele osób zapowiadało lawinowy wzrost wypadków Nic takiego się nie wydarzyło — mówi Paweł Iwanicki. Co oznacza gwałtowny wzrost zainteresowania? O ile do końca lipca 2014 r. dynamika rynku motocyklowego była zerowa, o tyle po tej dacie zaczęła rosnąć jak bambus na sterydach.

„Uwolnienie stodwudziestekpiątek” zaowocowało kolejkami w salonach. Między lipcem a listopadem 2014 r. zarejestrowano niemal 2,7 tys. takich motocykli. To o 300 proc. więcej niż rok wcześniej. W całym 2014 r. wyprzedziły mocny segment 750, by z rynkowym udziałem 40 proc. stać się ulubionym motosegmentem Polaków. Wzrost byłby nawet większy, gdyby nie kłopoty z dostępnością sprzętu. Producenci zakładali zwiększony ruch w salonach. Ale nie zakładali szturmu na nie.

Kanapka pod nos

Zmiana przepisów znacznie odmieniła rynek. Już zapowiedź zmian legislacyjnych sprawiła, że wszelkie dane statystyczne stanęły na głowie.

— Nikogo nie dziwiły trzycyfrowe wzrosty, braki w salonach i puste komisy. Do przewidzenia jednak było, że w pewnym momencie nastąpi korekta i stabilizacja sprzedaży, którą obserwujemy od 2016 r. Nie bez znaczenia są także zmiany przepisów dotyczących norm emisji spalin dla motocykli. Nowe wymagania sprawiły, że salonowe pojazdy podrożały o 20 proc. rok do roku. Przez to część klientów albo rezygnuje z zakupu, albo wybiera rynek wtórny, wolny od nadgorliwych wymagań — tłumaczy Mikołaj Sibora.

Niemniej „125” trzymają się świetnie. W 2017 r. zarejestrowano aż 19 136 nowych maszyn z silnikami do 125 cm sześc., 8,3 proc. więcej niż w 2016 r. Ich udział w rynku to już 74 proc. Mikołaj Sibora uważa, że w ciągu pięciu lat wielkość sprzedaży wiele się nie zmieni. Ze statystyk zaś wyłania się obraz Polaka leniuszka, który był głodny motocykla, ale niekoniecznie zainteresowany żmudnymi przygotowaniami do zajęcia miejsca za kierownicą.

— Z naszego doświadczenia wynika, że najczęściej „stodwudziestkipiątki” wybierają dotychczasowi użytkownicy motorowerów. W drugiej, nie mniejszej grupie są pragmatycy, którzy w sezonie wiosenno-letnim zamienili samochód na motocykl i tym sposobem oszczędzają czas i pieniądze. Są oczywiście także pasjonaci, którzy zawsze marzyli o własnym jednośladzie, jednak zabrakło im determinacji do uzyskania dodatkowej kategorii prawa jazdy — mówi Mikołaj Sibora.

Paweł Iwanicki dodaje, że chociaż „stodwudziestkapiątka” jest często pierwszym motocyklem, to wybierający ją klienci nie są niebezpieczni na drogach. — Powodów jest kilka, m.in. ustawodawca zaznaczył, że te pojazdy mogą prowadzić doświadczeni posiadacze prawa jazdy kategorii B. Wielu producentów, w tym Suzuki, oferuje im szkolenia z jazdy na motocyklach i klienci chętnie z nich korzystają — opowiada Paweł Iwanicki.

Pokusa zakupu własnych dwóch kółek rośnie? Poczekaj! Jeszcze w 2014 r. oferta jednośladów 125 ccm była skromna, a w salonach brakowało motocykli. Dzisiaj wybór i dostępność są ogromne — od skuterów po tzw. streety czy supermoto. Nie brakuje modeli w stylu retro lub niemal pełnoprawnych enduro.

— Tylko w naszej ofercie jest kilka modeli 125 ccm. Vanvan — to dla indywidualistów ceniących styl vintage. Jest też luksusowy skuter Burgman 125. Tegoroczną nowością jest GSX-R125 — do miasta, ale wygląda jak prawdziwy sportowy motocykl — wylicza Paweł Iwanicki.

Argument dla żony

Namówiony? Prawka już nie trzeba zdobywać, lato jest w  pełni, w zasadzie wystarczy decyzja, dobry kask, szkolenie i jazda! A, jeszcze jedno. Żonę trzeba przekonać. Służę pomocą. Oto dwa argumenty dla oblubienicy: koszty (nie płacisz za parkowanie w centrum miasta i mniej zużywasz paliwa), czas (Korki? Jakie korki?). Ale uważaj. Żony doskonale wiedzą, że wybierasz motocykl także dla radości z jazdy. Przecież i ty, i ja też wiemy, że chcemy motocykla nie tylko dlatego, by skrócić czas dojazdu do pracy. Jeśli użyjesz argumentu „kupuję tylko dlatego, że mam dosyć stania w korkach”, to kup też pełny kask. W otwartym będzie widać szelmowski uśmieszek kłamczuszka. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN BOŁTRYK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pragmatyzm i frajda