Niedawny prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego będzie znakomitym testem prawdziwych intencji władz wobec przedsiębiorców. Reakcja rządu i parlamentu pokaże, czy pięknie brzmiące deklaracje dotyczące woli ułatwienia życia pracodawcom są prawdziwe, czy też można je włożyć głębiej niż między bajki.
Jak bardzo uciążliwe i zakłócające normalną pracę przedsiębiorstw są kontrole różnych instytucji — to wiedzą tylko ci, którzy podjęli ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. Trwające miesiącami „wizyty” inspektorów ZUS, Urzędu Skarbowego, Inspekcji Pracy, Urzędu Kontroli Skarbowej itd. wykończyły niejedną już firmę i niejednego przedsiębiorczego Polaka. Aby ukrócić urzędniczą samowolę, w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej umieszczono zapis o obowiązujących limitach trwania kontroli. I tak: „czas trwania wszystkich kontroli organu kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym” nie może przekraczać od 12 dni roboczych u mikroprzedsiębiorcy do 48 dni w największych firmach. Oczywistym zamierzeniem tzw. ustawodawcy była ochrona firm przed zgubnymi skutkami niekończącego się kontrolowania. Obowiązuje określony w ustawie limit i ani dnia dłużej.
Taki też był tok myślenia — jak relacjonuje jedna z codziennych gazet — pewnego banku, któremu najpierw przez 36 dni siedział na karku Urząd Skarbowy, a zaraz potem z „przyjacielską wizytą” wpadli inspektorzy Urzędu Kontroli Skarbowej. Ponieważ się zasiedzieli, zdaniem bankowców zdecydowanie za długo, postanowili oni przypomnieć szefowi UKS, że zgodnie z ustawą są skłonni gościć jego pracowników nie dłużej niż 12 dni. Dyrektor Urzędu odpowiedział im na to, że on jest innym organem kontroli niż dyrektor Urzędu Skarbowego, więc i jemu należy się ustawowe 48 dni. Jego stanowisko poparli najpierw Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej, później Wojewódzki Sąd Administracyjny i w końcu Naczelny Sąd Administracyjny. Pani sędzia stwierdziła — cytuję za wspomnianym dziennikiem — że w ustawie „mowa jest nie o czasie trwania wszystkich kontroli, ale organu kontroli. Ustawodawca posłużył się liczbą pojedynczą, a nie mnogą”. Dzięki takiej zatem interpretacji art. 83, ust. 1 ustawy każda instytucja mająca prawo kontrolowania firm będzie mogła sobie — np. w takim dużym przedsiębiorstwie — posiedzieć przez 48 dni. Biorąc pod uwagę liczbę funkcjonujących w naszym państwie „organów kontroli”, parę miesięcy nieprzerwanego kontrolowania przedsiębiorcy mają jak w banku. I tak zamierzenia ustawodawcy oraz jego dobre intencje szlag trafił. Chyba, że prawdziwe intencje rządu, parlamentu i najwyższych urzędników w państwie przedstawiały się zupełnie inaczej, a przedsiębiorców udało się wykiwać.
Panie premierze, panie wicepremierze, drodzy ministrowie i parlamentarzyści! Od razu po wakacjach mogą Państwo dowieść swoich prawdziwych intencji wobec przedsiębiorców. Wystarczy tylko złożyć w sejmie projekt nowelizacji ustawy o swobodzie działalności gospodarczej i w art. 83, ust. 1 zamiast „organu kontroli” wpisać „organów kontroli”. Ta prosta zamiana liczby pojedynczej na mnogą zdecydowanie uwiarygodni Wasze dobre intencje.