Prawnicy radzą: pozew zbiorowy trzeba rozbroić

Jarosław Królak
opublikowano: 17-05-2010, 00:00

Firmy już powinny

Firmy już powinny

przygotowywać się

do odparcia ataku. Nie

chowajcie głowy w piasek

— radzą prawnicy.

Choć do wejścia w życie ustawy o pozwach zbiorowych (19 lipca) pozostały nieco ponad dwa miesiące, warto już minimalizować zagrożenie.

— Taki pozew może dotyczyć także zdarzeń sprzed wejścia w życie ustawy. Przedsiębiorcy, którzy czują pismo nosem, nie powinni czekać z założonymi rękami. Bezczynność może zbyt drogo kosztować — mówi Andrzej Tomaszek, adwokat z kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Partnerzy.

Organizacje biznesowe alarmują, że pozwy zbiorowe mogą doprowadzić do upadłości tysiące firm.

Źródła problemów

Pozew może zatruć życie firmie. Wystarczy, że skrzyknie się 10 niezadowolonych klientów, wezmą do pomocy prawnika, wpłacą 2 proc. żądanego odszkodowania (nie więcej niż 100 tys. zł). Grozi to każdemu przedsiębiorcy z każdej branży. Najbardziej zagrożeni są producenci towarów niebezpiecznych oraz przedsiębiorcy z branż: bankowej, ubezpieczeniowej, telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, transportowej, handlowej, deweloperskiej i turystycznej.

— Wystarczy sprawdzić, wobec kogo decyzje wydaje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, oraz przejrzeć rejestr klauzul niedozwolonych. Orzeczenia tego urzędu mogą być inspiracją wielu pozwów zbiorowych — mówi Marcin Lemkowski, prawnik z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

Z takim pozwem mogą występować także pracownicy wobec pracodawców. Może to być też dobre narzędzie dla firm, w które uderzyły opcje walutowe.

— Przedsiębiorcy powinni przeanalizować dotychczasowe kłopoty z klientami. W razie obaw już należy zacząć gromadzić dowody na swoją korzyść. Jeżeli doszło np. do wypadku drogowego, to w interesie przewoźnika będzie zgromadzenie dowodów o liczbie poszkodowanych, ich obrażeniach, kto i w jakich warunkach prowadził pojazd czy ktoś inny przyczynił się do wypadku itp. Wczesne zgromadzenie dowodów i dokumentacji ułatwi obronę w sądzie — mówi mecenas Andrzej Tomaszek.

Nie ma co czekać

Paweł Pietkiewicz, partner w kancelarii CMS Cameron McKenna, radzi, by wziąć się za bary z problemem.

— Warto dokonać audytu działalności firmy i wyłuskać sprawy problematyczne. Jeżeli nie da się naprawić zaszłości, to przynajmniej nie należy dawać pretekstów do nowych roszczeń. I tak, jeżeli np. firma telekomunikacyjna pobierała za wysokie opłaty, to powinna tak zmienić system rozliczeń, by zminimalizować przyszłe problemy. Producent wadliwych towarów powinien je naprawić — mówi Paweł Pietkiewicz.

Przestrzega przed bagatelizowaniem zagrożenia.

— Pozew 10 osób może się rozrosnąć do pozwu setek, a nawet tysięcy poszkodowanych. Może pojawić się efekt śnieżnej kuli. Nawet fikcyjny pozew może doprowadzić do bankructwa. Pozwana firma będzie musiała utworzyć rezerwy na roszczenia, co może negatywnie wpłynąć na jej cash flow i na kondycję finansową. Zalecałbym konsultacje z prawnikami. Inteligentna obrona może pomóc w ominięciu takiej rafy — mówi mecenas Pietkiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu