Prawo sto lat za imigrantami

opublikowano: 18-11-2021, 20:00

Nieprzewidywalną sytuację na granicy Polski z Białorusią dodatkowo komplikuje prawny dualizm, wszak to także granica Unii Europejskiej i strefy Schengen.

Oczywiście również Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, przy czym w przeciwdziałaniu nielegalnej migracji sojusz militarny znajduje się na nieco dalszym planie. Same agresywne zachowania wyrostków nacierających na zasieki nie mogą przecież być — dopóki na szczęście nikt nie używa broni palnej — powodem uruchomienia przez NATO ostrzegawczego art. 4 traktatu, natomiast działania służb państwa Białoruś, czyli w tle również Rosji, mogą być jak najbardziej.

Europa od wieków jest celem ludzkich migracji z państw biedniejszych. Integrująca się po wojnie wspólnota podjęła jednak temat ujednolicenia zasad udzielania azylu późno — dopiero w 1990 r. podpisana została konwencja dublińska. Po przekształceniu się EWG w UE przyjęte zostały dwa kolejne akty prawne — obecnie obowiązuje rozporządzenie Parlamentu Europejskiego (PE) i Rady UE nr 604/2013 z 26 czerwca 2013 r. Trzeba pamiętać, że wspólnotowe regulacje dotyczą wyłącznie problemu łamiących graniczne przepisy uchodźców. Migracje o charakterze ekonomicznym, legalne czy nawet nielegalne, pozostają w jurysdykcji państw członkowskich. Zachowują one prawo do decydowania o wielkości napływu osób spoza UE w poszukiwaniu pracy. W praktyce jednak nastąpiło zatarcie obu kategorii i tłumy imigrantów pragnących po prostu lepszego życia — najlepiej bez świadczenia pracy, na zasiłku — za wszelką cenę starają się o przyznanie im statusu uchodźców.

Ważna jest okoliczność, że ostatnia wersja rozporządzenia pochodzi z 2013 r. Reguluje ono wiele szczegółów, przede wszystkim najważniejszy: jeśli wnioskujący o udzielenie mu ochrony międzynarodowej (to prawne określenie azylu) przekroczył granicę nielegalnie, to odpowiedzialne za rozpatrzenie wniosku jest unijne państwo, do którego udało mu się dostać. Sporny problem powstaje wówczas, gdy np. złapany… nie chce składać wniosku, lecz wykrzykuje nazwę innego państwa UE — na przykład „Germany”. Generalnie jednak rozporządzenie dotyczy sytuacji uporządkowanej, gdy liczba zindywidualizowanych przypadków nielegalnych imigracji nie przekracza wydolności służb granicznych i azylowych. W 2015 r. na południowe rubieże UE uderzyło jednak tsunami, wobec którego wszelkie procedury się posypały. Dla unijnych prawodawców niewyobrażalne były wielotysięczne rzesze z determinacją podejmujące frontową ofensywę.

Po doświadczeniach z 2015 r. Unia Europejska instytucjonalnie nie zrobiła nic, by przygotować się na powtórkę inwazji wielotysięcznej rzeszy nielegalnych imigrantów. Fot. ARC

Po zaszpachlowaniu problemu i osłabieniu imigracyjnej fali unijne instytucje spały. Komisja Europejska pod wodzą Jeana-Claude’a Junckera do końca kadencji 2014-19 nie miała pomysłów legislacyjnych, poza alokacją tłumów, które już się wlały. Dopiero gabinet 2019-24 pod wodzą Ursuli von der Leyen we wrześniu 2020 r. zaproponował nowy pakt o azylu i migracji. Antykryzysowe rozporządzenie ma przeciwdziałać tzw. sile wyższej w dziedzinie migracji i azylu, tworząc mechanizm postępowania z masowym napływem obywateli państw trzecich do jakiegoś państwa unijnego. KE podjęła próbę skonstruowania systemu wspólnotowej solidarności. Projekt utknął jednak w fazie wstępnej, po zebraniu opinii parlamentów narodowych. Do uzgodnień między PE a Radą UE jeszcze mu bardzo daleko. Wiele wskazuje na to, że budowanie przez państwa finansowanych z własnych budżetów barier granicznych — postawiły je już m.in. Węgry, Grecja, Hiszpania (w enklawach afrykańskich), zaś obecnie wznoszą Polska, Litwa i Łotwa — jest szybsze i łatwiejsze niż prawne ujednolicenie przez 27 państw UE postępowania z imigracyjnymi rzeszami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane