Prawo wspólnoty tworzą państwa (KOMENTARZ)

opublikowano: 16-11-2020, 09:16

Podobnie jak Polska, wszystkie państwa Unii Europejskiej (UE) sparaliżowane są powtórnym uderzeniem SARS-CoV-2.

Pozostając jednak przy nadziei na pokonanie koronawirusa, wspólnota musi pilnie podjąć strategiczne decyzje o dystrybucji ogromnych pieniędzy, m.in. służących przeciwdziałaniu epidemii. W niedoczasie zbiło się kilka ścieżek legislacyjnych. Bardzo opóźnione proceduralnie są wieloletnie ramy finansowe (WRF) 2021-27, od nich uzależniony jest roczny budżet 2021. Do WRF doklejony został nieznany traktatowo koronafundusz Next Generation European Union (NGEU), o jasnym przesłaniu ratunkowym, ale ciemnych źródłach finansowania. Wcześniej jednak większość państw członkowskich oczekuje prawnego powiązania wydawania wspólnych pieniędzy z przestrzeganiem przez beneficjentów traktatowych wartości i zasad praworządności.

W tej sprawie nic jeszcze nie zostało doprecyzowane, ale już odezwały się nożyce. Rządy Polski i Węgier z góry założyły, że niedookreślone przepisy mogą zostać wykorzystane przeciwko nim, a konkretnie – postępującemu utrwalaniu przez rządzące partie ich władzy na wieczny czas. Dwaj premierzy grożą zawetowaniem finalnej wersji budżetowej siedmiolatki WRF. Faktycznie, na szczytach Rady Europejskiej (RE) każdy prezydent/premier, od potężnych Niemiec po maleńką Maltę, dysponuje równym głosem, zaś przyjęcie konkluzji wymaga – z nielicznymi traktatowymi wyjątkami – jednomyślności. Jednak RE jako kolegialna głowa wspólnoty podejmuje decyzje wyłącznie polityczne. Jej konkluzje przetwarzane są przez dwie izby prawodawcze, czyli 751-osobowy Parlament Europejski (PE)

Ursula von der Leyen i Charles Michel proponują i organizują, ale finalnie to nie oni są prawnymi decydentami.  Fot. EU
Ursula von der Leyen i Charles Michel proponują i organizują, ale finalnie to nie oni są prawnymi decydentami. Fot. EU

oraz 27-osobową Radę UE, obradującą w 10 branżowych składach ministerialnych. Głosowania PE liczone są prosto, każdy europoseł ma jeden głos. Zupełnie inaczej przebiega to w Radzie UE, gdzie zapis głosowania obejmuje dwa parametry – liczbę państw oraz przypisanie każdemu z nich procentowej wagi głosu uzależnionej od ludności. Niemcy mają 18,54, Francja 14,98, natomiast aż osiem niewielkich państw ma decyzyjność poniżej 1 proc., na końcu znajdują się zupełne maluchy – Luksemburg 0,14, Malta 0,11. Polska zajmuje miejsce piąte z udziałem 8,49 (notabene Hiszpania, kiedyś tworząca z Polską parę, odjechała nam ludnościowo aż do 10,49), zaś reszta Grupy Wyszehradzkiej to płotki – Czechy 2,35, Węgry 2,18, Słowacja 1,22. W niektórych kwestiach Rada UE decyduje większością zwykłą (obecnie 14 z 27), a rzadko jednomyślnie. Generalnie w głosowaniach legislacyjnych wymagana jest większość kwalifikowana co najmniej 55 proc. państw (obecnie 15 z 27), reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności UE. A zatem dyrektywę czy rozporządzenie skutecznie zatrzymuje niezgoda państw reprezentujących ponad 35 proc. ludności UE.

Przypomniałem unijny elementarz prawny, ponieważ u nas rządowy aparat propagandowy rozkręcił kolejną spiralę fałszywek. Upowszechniana jest niedorzeczność, jakoby wraże rozporządzenie o powiązaniu praworządności z pieniędzmi narzucała jakaś lewacka Bruksela wraz z uzurpatorską prezydencją Niemiec, które w tym półroczu kierują Radą UE. Jak w każdym organie kolegialnym przewodniczący faktycznie ma wpływ na procedury, ale posiada tylko jeden głos. Zawsze głosuje 27 równych stanem państw, natomiast system na zimno zlicza ich traktatową wagę. Unijnych praw nie ustanawiają jakieś eurokrasnoludki z brukselskiego ronda Schumana, lecz wybierani bezpośrednio przez obywateli 27 państw europosłowie oraz 27 niezależnych od siebie rządów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane