- Zwolennicy awantur politycznych okazali się w mniejszości - skomentował premier Leszek Miller odrzucenie przez posłów propozycji wprowadzenia pod obrady obecnego posiedzenia Sejmu projektu uchwały autorstwa PiS wzywającej go do podania się do dymisji. Za rozszerzeniem porządku obrad było 202 posłów. Przeciwko głosowało 221.
- Większość sejmowa dała wyraźny sygnał, że chce koncentrować się na działalności ustawodawczej, pracując nad ustawami, na które czekają obywatele Rzeczypospolitej. To bardzo optymistyczny sygnał - powiedział premier po środowym głosowaniu w Sejmie.
Wcześniej w radiowej Trójce premier Miller oświadczył, że nie poda się do dymisji, nawet gdyby Sejm przyjął uchwałę wzywająca go do ustąpienia z funkcji szefa rządu.
Tłumaczył, że przyjęcie takiej uchwały nie ma konstytucyjnego charakteru. Ustawa zasadnicza przewiduje bowiem tylko jeden wariant odwołania rządu - konstruktywne wotum nieufności. Oznacza to uzyskanie poparcia sejmowej większości dla konkretnego kandydata na szefa nowego rządu.
- To w tym Sejmie nie jest możliwe – powiedział premier.
Miller mówił, że kierowany przez niego rząd ma jeszcze dużo do zrobienia. Zapewniał, że posiada wiele możliwości realizacji projektów legislacyjnych. Potwierdził, że SLD-UP szuka nadal możliwości uzyskania większościowego poparcia w Sejmie. Nie chciał jednak wyjawić z kim w tej sprawie prowadzone są rozmowy.
W czasie środowego głosowania przeciwko wprowadzeniu głosowania projektu uchwały PiS do porzadku obrad poza SLD-UP opowiedziało się 4 posłów koła Partii Ludowo-Demokratycznej i 7 niezrzeszonych.
MD, PAP, IAR