Deklaracje Maksymiliana Klanka, prezesa Kompanii Węglowej, dotyczące likwidacji nierentownych kopalni oraz zerwania raz na zawsze z dopłatami podatników do węgla, zostały przyjęte ze sporym zrozumieniem. Nawet związkowcy nie negują potrzeby zmian w branży.
Największe emocje wzbudziła deklaracja dotycząca konieczności likwidacji kopalni. Maksymilian Klank, prezes Kompanii Węglowej, postawił sprawę jednoznacznie: nie ma wyboru, koncern musi ograniczyć wydobycie węgla, a będzie to możliwe dzięki likwidacji nierentownych kopalni. Czas odkładania decyzji już się skończył.
— Zmniejszenie liczby kopalni nie musi oznaczać drastycznego ograniczenia zatrudnienia. Przypomnę, że w latach 1995-97, kiedy w resorcie gospodarki odpowiadałem za reformę górnictwa, zlikwidowałem 12 kopalni, zmniejszyłem zatrudnienie w branży w ciągu dwóch lat o 54 tys. osób i nie wzrosły w tym czasie wskaźniki bezrobocia na Śląsku. Należy umiejętnie wykorzystać pożyczkę Banku Światowego na modernizację branży i podniesienie jej efektywności — mówi Jerzy Markowski, senator SLD.
— Dla nas nie jest problemem zamykanie kopalni, ale utrzymanie miejsc pracy. Liczymy, że małymi krokami porozumiemy się z zarządem Kompanii Węglowej w atmosferze spokoju społecznego — mówi Andrzej Chwiluk, przewodniczący Rady Krajowej Związku Zawodowego Górników w Polsce.
— Górnictwo nie powinno sprzedawać węgla poniżej kosztów wydobycia, bo to jest chora ekonomia. Dlaczego tak się dzieje? Nie dlatego, że w Polsce produkujemy drogo węgiel, ale dlatego, że sprzedawany jest on przez pośredników z różnymi dziwnymi upustami — twierdzi Jerzy Markowski.
Podobną opinię wyraża Wiesław Blaschke, kierownik Zespołu Ekonomiki i Badań Rynku Paliw Energetycznych PAN.
— Ceny węgla nie mogą być niższe niż koszty wydobycia. Utrzymywanie tego stanu musi doprowadzić do upadłości. Cieszy mnie, że nareszcie przedstawiciel branży mówi o rachunku ekonomicznym. Najwyższa pora — podkreśla Wiesław Blaschke.