Ukraiński rząd potwierdził w piątek, że odsunął firmę RosUkrEnergo (RUE) od tranzytu gazu przez Ukrainę. RUE pośredniczy w eksporcie paliwa z Azji Środkowej i Rosji do państw Unii Europejskiej, w tym do Polski, na Węgry i do Rumunii. W 2007 r. spółka ta sprzedała tam 10,2 mld m sześc. surowca.
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) łączy z RUE umowa, na mocy której spółka do końca 2009 r. powinna dostarczać do Polski ponad 2,3 mld m sześc. gazu rocznie. To około 16 proc. proc. rocznego zużycia paliwa w Polsce.
Michał Szubski, prezes PGNiG uspokaja, że gazu w Polsce po 1 kwietnia nie zabraknie.
- Na bieżąco obserwujemy negocjacje ukraińsko-rosyjskie. Jesteśmy w kontakcie ze wszystkim stronami i w zależności od rozwoju sytuacji podejmiemy takie działania, które zapewnią niezakłóconą współpracę z dostawcami gazu – podkreśla Michał Szubski.
Dodaje jednocześnie, że zarząd PGNiG nie będzie czekać z reakcją na decyzje ukraińskiego rządu do 1 kwietnia. Nie chciał jednak ujawnić szczegółów. Niewykluczone jednak, że w grę może wchodzić cesja umowy z RUE na Naftogaz. Chyba, że RUE odkupi gaz od Naftogazu na granicy polsko – ukraińskiej, co dopuszcza ukraiński rząd.
-Niezależnie od tego, jakie rozwiązania formalno - prawne przyjmiemy, gaz będzie płyną do Polski bez zakłóceń – zapewnia Michał Szubski.
W przyszłości dostawami środkowoazjatyckiego gazu na Ukrainę i do krajów UE zamiast RUE miałby się zająć Gazprom Export, spółka- córka Gazpromu odpowiadająca za handel paliwem.
Dotychczas wyłącznym importerem surowca na Ukrainę była UkrGazEnergo (UGE), spółka Naftohazu oraz RosUkrEnergo. Rezygnacji z usług tych pośredników od dłuższego czasu domagała się Julia Tymoszenko premier Ukrainy. Naftohaz wystąpił już do sądu administracyjnego w Kijowie o likwidację UGE.