Prezes podejrzany, prospekt z lukami

opublikowano: 12-06-2006, 00:00

Cash Flow jest na giełdzie miesiąc, a prezesowi i dwóm członkom rady nadzorczej prokuratura przedstawi zarzuty.

Kiedy 16 maja 2006 r. spółka windykacyjna Cash Flow wchodziła na Giełdę Papierów Wartościowych, opublikowaliśmy w „PB” tekst o nieprawidłowościach w gliwickiej spółce Montochem, zadając pytanie, czy to giełdowy debiutant i jego ludzie za nie odpowiadają. Znamy już odpowiedź. Udzieliła jej prokuratura.

— Wydaliśmy postanowienia o przedstawieniu zarzutów aż siedmiu osobom: czterem kolejnym prezesom Montochemu z lat 2002--03 oraz wszystkim trzem ówczesnym członkom rady nadzorczej. Chodzi o przestępstwa z art. 296 (wyrządzenie spółce szkody majątkowej) i 218 (naruszanie praw pracowniczych) kodeksu karnego oraz z art. 585 (działanie na szkodę spółki) i 586 (niezgłoszenie wniosku o upadłość mimo takiego obowiązku) kodeksu spółek handlowych. Jesteśmy w trakcie przedstawiania zarzutów. Więcej informacji udzielimy po zakończeniu tych czynności — mówi Renata Szołtysek, szefowa Prokuratory Rejonowej Gliwice-Zachód.

Trójka z Cash Flow

Co to ma wspólnego z Cash Flow? W tej siódemce znajdują się Igor Kazimierski, prezes i największy akcjonariusz giełdowej spółki, Adam Kazimierski (ojciec Igora), szef jej rady nadzorczej, i Michał Pastuszka, członek rady. Ten ostatni był prezesem Montochemu od lipca do listopada 2002 r., a dwaj pierwsi — członkami rady nadzorczej gliwickiej spółki. Obok nich w radzie zasiadał też Piotr Kowacki, ówczesny członek zarządu Cash Flow (odszedł ze spółki w marcu 2003 r.), też objęty prokuratorskimi zarzutami. Co na to władze windykatora?

— Nie mamy żadnych informacji o jakichś zarzutach w sprawie Montochemu. Nie ma więc czego komentować — ucina Tomasz Halabowski, rzecznik Cash Flow.

Montochem to niegdysiejszy potentat, który od lat 50. budował, wyposażał i rozbudowywał zakłady chemiczne (m.in. w Tarnowie, Kędzierzynie-Koźlu czy w Puławach). Firmę, w najlepszym okresie zatrudniającą ponad 4 tys. osób, w 1990 r. przejęła spółka pracownicza. Początkowo wszystko szło dobrze, ale koniec lat 90. oznaczał dla Montochemu mniejsze zamówienia i coraz poważniejsze problemy z płynnością. W 2000 r. spółka musiała ułożyć się z wierzycielami.

Podejrzany outsourcing

Układ okazał się nieskuteczny. W lutym 2003 r. Montochem był winien ponad 300 wierzycielom prawie 20 mln zł, lecz długu nie spłacał. Sąd ogłosił jego upadłość, władzę przejął syndyk. I okazało się, że tuż przed upadłością w Montochemie działy się dziwne rzeczy. Głównie — za sprawą tajemniczej spółki Outsourcing Services (OS) z Warszawy. W czerwcu 2002 r. przejęła ona 60 proc. akcji Montochemu, co jednak nie zaspokoiło jej apetytu. OS chciał też przejąć wszystkie wartościowe składniki majątku spółki z Gliwic.

Zaczęło się od tajemniczego zaginięcia wartych ponad 500 tys. zł weksli wystawionych przez Montochem. OS od ręki, na podstawie umowy, przejął też należności gliwickiej spółki, warte — według naszych informacji — ponad 3,4 mln zł (dłużnicy Montochemu zaczęli wpłacać należne jej pieniądze na konto OS). Od pracowników księgowości wyznaczone przez OS władze Montochemu domagały się sprzedania warszawskiej spółce samochodów należących do firmy z Gliwic. I to mimo że był na nich zastaw skarbowy. Nakazały też zmieniać na fakturach numery kont: z należących do Montochemu na te, których właścicielem był OS. Montochem miał więc wykonywać prace, ale zapłatę — odbierać OS. Kiedy główna księgowa odmówiła, nazajutrz otrzymała zwolnienie dyscyplinarne.

OS stał też za utworzeniem spółki Montochem-Finanse, do której wniesiono aport — w postaci znaku towarowego „Montochem”. Ciekawe, bo w Montochemie-Finanse większościowe udziały nie należały do Montochemu. Gliwicka spółka sprzedała też za 460 tys. zł OS ośrodek wypoczynkowy w Węgorzewie. Mimo że Montochem musiał zapłacić opłaty notarialne (zwyczajowo robi to nabywca), do dziś ze sprzedaży ośrodka nie wpłynęła do jego kasy ani złotówka.

Gdzie ten majątek?

Znów pojawia się pytanie: co to wszystko ma wspólnego z Cash Flow? Zdaniem byłych pracowników i syndyka Montochemu, OS była „spółką słupem” (pisma kierowane do niej wracały z adnotacją: brak adresata), sterowaną z Dąbrowy Górniczej, z siedziby Cash Flow. Przed miesiącem pytaliśmy, czy to prawda? Dziś już wiemy, że tak.

Zajrzeliśmy do akt rejestrowych OS. Spółka powstała w sierpniu 2000 r., a od lipca 2001 r. jedynym jej udziałowcem był Igor Kazimierski (jednocześnie pełnił funkcję samoistnego prokurenta). Prezesem spółki był zaś Piotr Kowacki. To nie wszystko. Opłata za wpis OS do Krajowego Rejestru Sądowego wpłynęła z konta Cash Flow, a adres korespondencyjny warszawskiej firmy to: ul. Perla 14, Dąbrowa Górnicza. Siedziba Cash Flow!

Do momentu przejęcia wierzytelności od Montochemu OS rzeczywiście był słupem, osiągając przychody na śmiesznie niskim poziomie kilku-kilkunastu tysięcy złotych rocznie. A teraz? Nie wiadomo. Spółka od 2003 r. nie składa sprawozdań finansowych, a w jej aktach rejestrowych panuje bałagan. Trudno więc ustalić, co się stało z aktywami przejętymi od Montochemu.

O tym sza!

Natknęliśmy się na protokół walnego zgromadzenia wspólników z 30 marca 2003 r., zgodnie z którym prezesem spółki był wtedy nie Piotr Kowacki, lecz Igor Kazimierski. Obecnie zaś, od września 2003 r. (sąd wpisał tę zmianę dwa lata później), szefem OS jest Julian Oleniacz z Rzeszowa, który ma też 10 proc. jej udziałów. Zgodnie z aktami rejestrowymi, pozostałe 90 proc. wciąż należy do Igora Kazimierskiego.

I tu się pojawiają poważne kontrowersje. W prospekcie emisyjnym Cash Flow, zgodnie z wymogami prawa, jest tabela zatytułowana: „Dane dotyczące wiedzy i doświadczenia członków zarządu i osób zarządzających wyższego szczebla”. Zgodnie z nią Igor Kazimierski poza szefowaniem spółce Cash Flow był wspólnikiem firmy Later Real i członkiem rady nadzorczej Montochemu. Nie ma tam ani słowa o jego działalności w spółce Outsourcing Services. A powinno być, bo nawet jeśli w 2003 r. nie był jej prezesem, to był i jest jej wspólnikiem (odpowiednia rubryka brzmi: „Spółki, w których osoba była członkiem organów albo wspólnikiem w okresie ostatnich 5 lat”). Czy władze Cash Flow pominęły te informacje celowo? Ostatnie decyzje prokuratury zdają się to sugerować.

Pikanterii sprawie dodaje przy tym fakt, że to nie jedyne kontrowersje dotyczące danych z prospektu emisyjnego Cash Flow. Do naszej redakcji docierają — niepotwierdzone na razie — informacje podważające rzetelność rozdziału prospektu mówiącego o czynnikach ryzyka. Czy to prawda? Obiecujemy, że o tej sprawie napiszemy wkrótce.

Okiem eksperta

Zgodnie z literą prawa

Komisja nadzoruje wypełnianie przez spółki obowiązków informacyjnych. Jeśli stwierdzi, że doszło do ich naruszenia przez firmę notowaną na giełdzie, przepisy prawa przewidują karę pieniężną, a w przypadku rażącego naruszenia nawet wykluczenie z obrotu, ale to już ostateczność. Kiedy dojdzie do ustalenia, że dana spółka zataiła w prospekcie czynniki ryzyka, grozi za to odpowiedzialność karna: grzywna do 1 mln zł i więzienie.

Łukasz Dajnowicz

rzecznik

KPWiG

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu