Prezydent może przyjść z odsieczą

Lesław Kretowicz
26-11-2001, 00:00

W środę Sejm zmienił zasady wynagradzania prezesa i wiceprezesów Narodowego Banku Polskiego. Stało się to przy okazji zamrożenia na najbliższe dwa lata płac osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. Dotychczas jednak pensje szefów NBP były naliczane inaczej niż w „erce”. Kwota bazowa, która jest podstawą pensji dla urzędników państwowych, jest zapisywana w ustawie budżetowej i w 2001 r. wynosi 1603,56 zł. Pensje w NBP natomiast są wyliczane w oparciu o średnią w sektorze bankowym, która obecnie przekracza 3400 zł. Kwoty te następnie mnoży się przez wskaźniki ustalane przez prezydenta. Po zmianie ustawy stawka bazowa będzie zunifikowana i dla wszystkich będzie to kwota 1603,56 zł. Oznacza to ponad 50-proc. spadek wynagrodzeń kierownictwa NBP.

Wydaje się jednak, że intencją parlamentarzystów nie było zmniejszenie uposażeń szefów banku centralnego. Należy pamiętać, że zgodnie z ustawą, pensje wiceprezesów są podstawą do wyliczenia wynagrodzeń członków Rady Polityki Pieniężnej. Po prostu są takie same. Sejm obniżając kwotę bazową dla kierownictwa NBP, w rzeczywistości uderza w RPP. Skoro nie udało się podporządkować rady drogą oficjalną, politycy postanowili zrobić to stosując okrężną, ale równie skuteczną metodę: uderzyć ich po kieszeni. Droga ta może okazać się skuteczna — niektórzy członkowie RPP nerwowo zareagowali na decyzję parlamentu, pojawiły się nawet głosy o dymisjach.

Teraz wszystko w rękach prezydenta. Aleksander Kwaśniewski, będąc strażnikiem konstytucji, nie powinien pozwolić na ingerencję w niezależność banku centralnego i RPP. Prezydent otrzymał od posłów taką szansę — to on ustala wskaźnik, przez który mnoży się kwotę 1603,56 zł. Obecnie wynosi on 5,5, ale Aleksander Kwaśniewski może go podnieść do poziomu gwarantującego utrzymanie obecnych zarobków. Więcej, może nawet podnieść wynagrodzenia w banku centralnym. Płace prezesów NBP nie zostały zamrożone, gdyż wtedy nie można by ich obniżyć. Paradoksalnie pozwala to jednak prezydentowi ustalić taki wskaźnik, by pensje w NBP wzrosły.

Ciekawie zapowiada się teraz rozgrywka pomiędzy parlamentarzystami i prezydentem, a pośrednio także NBP. Prezydent ma jeszcze asa w rękawie — w Sejmie leży jego projekt ustawy, w myśl której pensje posłów i senatorów zostaną obniżone o 1900 zł. Negocjacje mogą być długie i skomplikowane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Lesław Kretowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Prezydent może przyjść z odsieczą