Błyskawiczne zaakceptowanie przez Andrzeja Dudę sztandarowej ustawy PiS nie mogło być żadną niespodzianką. W dotychczasowej historii bardzo nielicznych odmów podpisu głównym i absolutnie najważniejszym dla prezydenta powodem było naruszanie jakimiś przepisami jego uprawnień. Zniewagi własnego urzędu nie darowuje, takie były przyczyny m.in. skierowania do zamrażarki Trybunału Konstytucyjnego (TK) nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, której wejście w życie według rządu miałoby odblokować unijne pieniądze finansujące pocovidowy KPO – Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności. Notabene koniecznie trzeba pamiętać, że Polska uczestniczy we wspólnotowej zrzutce dłużnej na ten cel – zostało to ratyfikowane ustawowo – ale ani eurocenta nie dostajemy. KPO jako pozycja zasilana przez UE nie był elementem budżetów na lata 2022 i 2023, żadne transfery unijne oczywiście nie znajdą się również w projekcie na 2024 r. Przy czym zupełnie już nieważny staje się spór prezydencko-premierowski przed sparaliżowanym trybunałem Julii Przyłębskiej o ustawę wspomnianą wyżej. Ta najnowsza o czerezwyczajnej (nadzwyczajnej) komisji do spraw skazania na polityczną banicję Donalda Tuska wysadza w powietrze wcześniejsze tzw. kamienie milowe w obszarze praworządności i zrywa długo negocjowane, trudne porozumienie rządowo-unijne. Podczas wakacji czerezwyczajka będzie w anormalnym tempie przygotowywała pierwszy raport, który ma uderzyć personalnie w Donalda Tuska i cały bilans rządów 2007-15 dokładnie 17 września, czyli miesiąc przed wyborami (niemal pewny ich termin to 15 października). Mniej więcej w tym samym czasie Komisja Europejska będzie formalizowała przeznaczenie miliardów teoretycznie należnych Polsce, może rozda je innym potrzebującym?

Ustawa o czerezwyczajce nie tyka kompetencji prezydenta, zatem weto z definicji nie mogło jej dotyczyć. Notabene Andrzej Duda zaakcentował jej prawdziwy sens, czyli bezpośrednie wykorzystanie propagandowe w nadchodzącej kampanii, bardziej otwarcie niż robiło to nawet PiS podczas forsowania w Sejmie. Przy okazji trzeba uwypuklić kosmiczną wręcz różnicę między kierowaniem przez prezydenta ustawy do TK przed podpisaniem w trybie prewencyjnym, a podpisywaniem i składaniem wniosku dopiero w trybie następczym po jej wejściu w życie. W tym pierwszym wariancie głowa państwa jest konstytucyjnym mocarzem decyzyjnym, natomiast w drugim zniża się do roli zaledwie petenta TK, jednego z podmiotów na długiej taśmie (wymienionych ustawowo z nazwy jest osiem, zaś cała masa spełnia kryteria ogólnie określone kategoriami) uprawnionych do wnioskowania.
Wszyscy oburzeni podpisem powinni zadać sobie pytanie retoryczne – a czego się naiwnie spodziewaliście? Poza absolutnymi wyjątkami, których genezę wspomniałem, Andrzej Duda co do zasady prowadzi usługi podpisowe dla macierzystej partii. Gdy wcześniej to uzgodniła, podpis składał dosłownie w godziny, czuł się urażony jedynie, gdy przyspieszony termin nie został z nim przez PiS uzgodniony, ale żądany. Emerytowany profesor administratywista Jan Zimmermann, promotor doktoratu Andrzeja Dudy na Jagiellonce, już osiem lat odżegnuje się i wstydzi za zagrywki wychowanka właśnie w obszarze prawnym. Ustawa o czerezwyczajce niszczy tyle kanonów prawa, że gdyby niektóre jej ułomności student Andrzej Duda ćwierć wieku temu preferował na egzaminach – nigdy by Jagiellonki nie ukończył.
