Podpisanie umowy UE z Rosją, walka z biurokracją i korupcją, a przede wszystkim traktat konstytucyjny — oto główne cele Berlina.
Po tym przewodnictwie można się wiele spodziewać. Sami Niemcy niewiele jednak mówią o szczegółach półrocznej prezydencji w Unii, którą obejmą 1 stycznia. Z ogólnych zapowiedzi, które od kilku miesięcy można było usłyszeć z ust polityków, wynika, że priorytetem ma być wyjaśnienie przyszłości traktatu konstytucyjnego dla Europy, który nieoczekiwanie odrzuciły Francja i Holandia.
— Jesteśmy realistami i wiemy, że tej kwestii nie uda się rozstrzygnąć przed majowymi wyborami we Francji — podkreśla Frank Walter Steinmeier, minister spraw zagranicznych Niemiec.
Taki scenariusz da Berlinowi trochę czasu na opracowanie dokładnych planów i przeforsowanie ich na czerwcowym szczycie zamykającym przewodnictwo. Niemcy chcą także zreformować instytucje unijne, udrożnić komunikację instytucji europejskich z obywatelami państw UE i walczyć z korupcją.
Co z rozszerzeniem
Przewodzenie Unii rozpoczną od przyjęcia w jej poczet Bułgarii i Rumunii. Przy tej okazji pojawi się pytanie o kolejne rozszerze- nie o państwa bałkańskie. Niemcy zapowiadają także chęć poprawy relacji ze wschodnimi sąsiadami, a także oddalonymi państwami Azji Środkowej np. Kazachstanem.
Berlin zmierzy się ze schedą po przewodnictwie Finów, którym w związku z wetem Polski nie udało się negocjować umowy handlowej UE — Rosja. Angela Merkel, kanclerz Niemiec, musi przekonać Kreml do odblokowania granicy dla polskiego mięsa.
Cudów nie będzie
Berlin stanie też pod ścianą w kwestii akcesji tureckiej. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych sześciu miesiącach Unia zdecyduje się otworzyć co najmniej dwa rozdziały negocjacyjne z Ankarą.
Frank Walter Steinmeier podkreśla, że w pół roku nie da się dokonać cudów, bo i tak spora część agendy może być zdominowana przez wydarzenia, których nikt nie jest w stanie przewidzieć.