Private equity czarną magią dla Gazel Biznesu

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 16-04-2014, 00:00

Tylko 2 proc. przedsiębiorców ma na koncie współpracę z funduszem. Aż 39 proc. nie wie, jak one działają

Półtora roku temu „PB” przeprowadził badanie, które sprawdzało poziom współpracy Gazel Biznesu, czyli najdynamiczniejszych polskich małych i średnich, z funduszami private equity. Wyniki pokazywały, że prawie jej nie było — transakcji jak na lekarstwo, a wiedza przedsiębiorców na ten temat również pozostawiała wiele do życzenia. Minęło trochę czasu, gospodarka ożywiła się i wzrosło zapotrzebowanie firm na zewnętrzne finansowanie, więc postanowiliśmy powtórzyć to badanie.

Słucham? Prywatne? Co?

Niestety, właściwie żadnej poprawy nie widać. Wyniki najnowszej edycji badania są niemal identyczne.

Podobnie jak półtora roku temu, tylko 2 proc. przebadanych przedsiębiorców deklaruje, że ma na koncie jakąś formę współpracy z funduszem private equity. Ponad jedna trzecia ankietowanych (39 proc. wobec 42 proc. półtora roku temu) przyznaje, że nawet nie wie, czym są i jak działają takie fundusze.

— Z jednej strony ta niska świadomość martwi, bo przedsiębiorcy w niewielkim stopniu korzystają z pomocy, jaką mogą dać im inwestorzy private equity. Z drugiej strony — te wyniki są w pewnym sensie budujące, bo pokazują, jak duży jest potencjał rozwoju tej działalności w Polsce — mówi Paweł Bajno, radca prawny, partner w kancelarii Norton Rose Fulbright Piotr Strawa and Partners. Badanie pokazuje też, że wielu przedsiębiorców ma mylne wyobrażenie o tym, jak działają fundusze. Wielu ankietowanych traktuje inwestorów private equity jako dostawców kapitału. Na pytanie „jakiego wsparcia mógłby udzielić pana/pani firmie fundusz?” najczęściej pada odpowiedź „finansowego”. Odpowiada tak 45 proc. przedsiębiorców. Drugi najczęściej wymieniany motyw ewentualnej współpracy to „pomoc w znalezieniu zewnętrznego finansowania” — odpowiada tak 24 proc. badanych.

— Traktowanie funduszy jak banku to błędne rozumowanie. Te instytucje niemal nigdy nie wchodzą do firmy tylko po to, aby po prostu dać jej pieniądze. Oczekują, że będą miały znaczący wkład w działalność biznesu — mówi Paweł Bajno.

Wyjść i zostać

Tymczasem przedsiębiorcy, którzy w naszym badaniu zadeklarowali, że chętnie podjęliby współpracę z funduszem, twierdzą, że najchętniej sprzedaliby mu jedynie mniejszościowy pakiet udziałów. Tylko jeden na czterech mówi, że chciałby spieniężyć pakiet kontrolny.

— Ta niechęć do oddawania funduszom kontroli nad firmą to częsta psychologicznabariera. Przedsiębiorcy postrzegają firmy jako dzieła życia i trudno im pogodzić się z tym, że jacyś ludzie z zewnątrz będą podejmować decyzje — mówi Paweł Bajno. Dlatego receptą na sukces jest zwykle znalezienie złotego środka: przedsiębiorca pozostaje w firmie, ale oddaje część władzy funduszowi i ufa jego wiedzy menedżerskiej.

— Przekazanie kontroli nad spółką inwestorom zewnętrznym było ważną i niełatwą decyzją, ale trzeba było ją podjąć, żeby firma mogła się dynamicznie rozwijać — mówi Piotr Gerber, prezes i założyciel EMC Instytut Medyczny — firmy, która najpierw weszła na giełdę, a potem wpuściła dwóch inwestorów (fundusze Penta oraz PZU), oddając im pakiet kontrolny. Nie żałuje tamtego kroku.

— Bez tego firma nie mogłaby tak szybko się rozwijać. Inwestorzy nie tylko angażują kapitał, ale też służą jako cenny doradca — mówi Piotr Gerber.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu