Puławy, które w czerwcu mają trafić na giełdę, próbują sprzedać niepotrzebne aktywa. Na razie idzie im to jak po grudzie.
Pod koniec lutego doradca Zakładów Azotowych Puławy, producenta nawozów i melaminy, przedstawi wstępne rekomendacje dotyczące czerwcowej publicznej oferty. Mimo że prace nad debiutem idą pełną parą, to firma nie jest w pełni gotowa. To powód do niepokoju, bo inwestorzy — pomni tego, że w 2001 r. spółka poniosła porażkę próbując wejść na parkiet — będą ze zdwojoną ostrożnością analizować jej ofertę.
Tymczasem Puławy nie pozbyły się jeszcze tzw. zbędnego majątku skomasowanego w 11 spółkach usługowych. Chociaż na sprzedaż wystawiono 10 z nich, nie sprzedano ani jednej. Przedstawiciele Puław podkreślają jednak, że przynajmniej część z nich trafi niedługo w ręce inwestorów. Ich łączny kapitał zakładowy wynosi 19,6 mln zł.
— W przypadku połowy spółek negocjacje są bliskie finału. Jaki będzie los pozostałych, zobaczymy. Jeżeli nie uda się ich wkrótce sprzedać, rozpoczniemy znów procedurę przetargową — mówi Marcin Buczkowski, członek zarządu Puław.
Spółki zależne Azotów zatrudniają 1300 osób. Nic dziwnego, że silne związki zawodowe bacznie przyglądają się procesowi.
— Nie jesteśmy przeciwni sprzedaży firm usługowych. Musi się to jednak odbywać na jasnych i uczciwych zasadach oraz z korzyścią dla ich załóg — podkreśla Sławomir Wręga, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego.
Dla większości tych spółek Azoty są głównym klientem.
— Zawieramy z nimi umowy na zasadach rynkowych. Część spółek dobrze radzi sobie na rynku zewnętrznym — twierdzi Marcin Buczkowski.
Jego zdaniem, także pozostałe spółki generują dodatni wynik netto. Puławy pracują pełną parą, korzystając z koniunktury w branży.
— Nie mamy planów tworzenia nowych spółek na bazie majątku produkcyjnego firmy — podsumowuje Marcin Buczkowski.