Z technicznego punktu widzenia firmy są przygotowane do prowadzenia backupu. Gorzej z procedurami.
Trudno oszacować racjonalny poziom wydatków na ochronę danych. Praktyka jest oczywiście taka, że im większe przedsiębiorstwo, tym więcej inwestuje w podtrzymanie ciągłości pracy swoich systemów IT.
— Skala tych wydatków w każdej firmie wygląda inaczej. Pamiętać jednak należy, że nawet jeśli na podtrzymanie ciągłości pracy systemów IT wydaje się ogromne kwoty, to i całkowite budżety informatyczne takich przedsiębiorstw są ogromne — przypomina Robert Kowalewski, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing urządzeń pamięci masowej w Hewlett-Packard Polska.
Procedury u wielkich
Jego zdaniem, tylko w największych firmach decyzje o inwestycjach w systemy zapewnienia ciągłości pracy podejmowane są na podstawie rzeczowych analiz, a nie wyłącznie na podstawie słabo sformalizowanych procedur uwzględniających przede wszystkim intuicję.
— Właściwie to nic złego. Dla mniejszych firm przerwa w pracy systemu IT z reguły nie ma znaczenia tak krytycznego, jak np. dla operatora telekomunikacyjnego lub banku — mówi Robert Kowalewski.
— W mniejszych firmach produkcyjnych czy handlowych wyłączenie systemu informatycznego na kilka godzin czy nawet jeden dzień — to nie tragedia. Dane z tego okresu można wprowadzić do niego później. Straty związane z awarią są więc trudne do oszacowania — dodaje Krzysztof Milcarz, kierownik działu sprzedaży Lumeny.
Nie wszystko OK
Nie oznacza to jednak, że wszystko jest w porządku. Zdaniem przedstawicieli branży IT, świadomość konieczności zabezpieczenia danych przed utratą jest coraz powszechniejsza, ale zachowania spotykane w praktyce nadal budzą wiele zastrzeżeń.
— Z technicznego punktu widzenia wszystko jest już jak należy. Firmy mają odpowiedni sprzęt i z niego korzystają. W wielu przedsiębiorstwach nikt jednak nad tym nie panuje. Dane zgrywane są na lokalne napędy i z punktu widzenia firmy jako całości nikt nie wie, co właściwie jest archiwizowane — uważa Radosław Krasuski, konsultant ze Ster-Projektu.
— Pojawia się też inny problem. Zbyt dużo uwagi poświęca się temu, ile będzie trwało stworzenie, a nie odtworzenie kopii zapasowej. Wynika to z wewnętrznych problemów działów IT, które dysponując ograniczonym czasem muszą zdążyć stworzyć kopię zapasową w tzw. oknie backupowym. To proces regularny, nawet codzienny, podczas gdy konieczność odtworzenia systemu z tej kopii zdarza się jednak relatywnie rzadko. Nie należy jednak o takiej ewentualności zapominać — tłumaczy Robert Kowalewski.
