Zasady dopuszczania do użytkowania wind i dźwigów ulegają obecnie zaostrzeniu. Jest to związane z wdrażaniem do polskiego prawa Dyrektywy Rady i Parlamentu Europejskiego w sprawie zbliżenia praw państw członkowskich dotyczących dźwigów. Dyrektywa dźwigowa zacznie w Polsce obowiązywać, z chwilą uzyskania przez nasz kraj członkostwa w Unii Europejskiej.
Dyrektywa definiuje pojęcie dźwigu i określa wymagania jakościowe oraz konieczne certyfikaty, bez których produktu nie można wprowadzić na rynek. Podstawowym i koniecznym elementem będzie zatem oznakowanie CE zarówno dla dźwigu, jak i wszystkich urządzeń zabezpieczających. Dokładnie określone zostały natomiast zasady bezpieczeństwa konstrukcji takich urządzeń oraz prowadzenia prac montażowych i konserwatorskich.
— Dyrektywa wprowadza kilka ważnych zmian, związanych z bezpieczeństwem pracy oraz użytkowaniem dźwigów, m.in. konieczność montażu drzwi kabinowych. Mając na uwadze bezpieczeństwo osób korzystających z dźwigów, przepisy powinny nawet pójść dalej w kierunku obowiązku montażu drzwi kabinowych w już istniejących starych dźwigach — twierdzi Anna Wrona, kierownik ds. marketingu i komunikacji spółki Otis.
Spośród innych wymogów bezpieczeństwa dyrektywa wprowadza obowiązek zastosowania alternatywnych zabezpieczeń ochronnych przed wciągnięciem niepożądanych elementów w prześwity. Wprowadzony zostaje również system rygla dwustopniowego, który zabezpiecza przed ruchem kabiny przy otwartych drzwiach.
— Dla konserwatorów duże znaczenie ma obowiązek montażu przez producenta wyłącznika STOP w podszybiu czy kasety rewizyjnej na dachu kabiny. Wprowadzona zostaje konieczność montażu osłon do wszystkich części w maszynowni, np. kotła linowego. W ten sposób poprawia się bezpieczeństwo pracy konserwatorów i monterów — dodaje Anna Wrona.
Branżę cieszy fakt zaostrzenia zasad bezpieczeństwa w dziedzinie dopuszczenia do użytkowania wind i dźwigów. Nic dziwnego, w Polsce około 50 tys. urządzeń to stare windy, które wymagają natychmiastowej modernizacji lub wymiany. Tymczasem koszt dostosowania do wymagań dyrektywy podstawowych elementów jednej windy wynosi około 50 tys. zł.
— To bardzo korzystna dla nas zmiana. Przede wszystkim należy jednak docenić wzrost bezpieczeństwa użytkowania wind. W naszym kraju wiele dźwigów osobowych wymaga natychmiastowej modernizacji, tymczasem właścicielom budynków — np. spółdzielniom mieszkaniowym — zwyczajnie brakuje na to środków. Uważam, że należałoby wyznaczyć jakieś okresy przejściowe na modernizację takich urządzeń. Z drugiej strony warto byłoby powołać bank, który udzielałby tanich kredytów na wymianę bądź modernizację wind. W końcu środki na ten cel można by było uzyskać z samej Unii Europejskiej — mówi Marek Bronikowski, dyrektor generalny Kone Elevators Poland.
Do produkcji, sprzedaży i montażu wind i dźwigów zgodnie z zasadami bezpieczeństwa wyznaczonymi przez dyrektywę dźwigową od dawna przygotowane są zachodnie spółki działające w Polsce.
— Wszystkie urządzenia dźwigowe produkowane przez Otis spełniają wymagania dyrektywy i są wykonywane według norm EN 81.1, 81.2 i 115. Część naszych fabryk znajduje się na terenie Unii lub produkuje dźwigi czy schody ruchome na unijne rynki, stąd też dyrektywa ta nie jest dla nas czymś nowym. Spodziewamy się jednak, że znacznie uprości ona sprzedaż urządzeń na polskim rynku, w związku z wzajemnym uznawaniem certyfikatów przez kraje członkowskie — mówi Anna Wrona.
Do wprowadzenia nowych zasad przygotowany jest też polski producent wind i dźwigów — katowickie Przedsiębiorstwo Urządzeń Dźwigowych ZREMB.
— Jesteśmy przygotowani do wprowadzenia nowych zasad bezpieczeństwa. Nie obawiamy się spadku zainteresowania naszymi produktami. Zachodnia konkurencja już dawno wkroczyła na nasz rynek i wszyscy znają swoje miejsce. Zagraniczni producenci oferują droższe produkty, w które wyposażane są np. obiekty hotelowe. ZREMB interesują duże inwestycje. Naszym rynkiem są inwestycje, w przypadku których organizowane są przetargi. Wówczas wygrywają z reguły tańsze rozwiązania i tutaj nasze windy okazują się odpowiednie. Klientami ZREMB-u są więc spółdzielnie mieszkaniowe, deweloperzy, placówki służby zdrowia czy obiekty z windami dla niepełnosprawnych — wylicza Maria Gandor, prezes Przedsiębiorstwa Urządzeń Dźwigowych ZREMB.
Przedstawiciele branży są zdania, że europejski system zapewniania bezpieczeństwa windom i dźwigom przyczyni się do selekcji na rynku. Dla kogo zabraknie na nim miejsca?
— Przede wszystkim znikną małe firmy, zajmujące się konserwacją wind i dźwigów. Aby prowadzić taką działalność, trzeba będzie mieć stosowne certyfikaty, a ich zdobycie może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Samodzielni konserwatorzy, aby móc dalej prowadzić działalność, prawdopodobnie przejdą do autoryzowanych komórek konserwatorskich i montażowych znanych dużych firm — twierdzi Marek Bronikowski.