Producenci quasi-mleka protestują w sprawie VAT

Nisza, która służy osobom z nietolerancjami, nie może być dyskryminowana — przekonuje branża producentów i dystrybutorów napojów roślinnych.

Napoje sojowe, migdałowe, ryżowe czy owsiane, których — zgodnie z prawem — nie można nazywać mlekami, choć potocznie tak bywają określane, trafiały dotąd na medialne czołówki z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, w mediach piszących o stylu życia jako nieodzowny atrybut każdego hipstera (pod postacią kawy na sojowym). Po drugie, w mediach biznesowych jako przykład ciekawego biznesu przejętego za miliardy — gdy światowy gigant Danone kupował za 12 mld USD spółkę WhiteWave Foods, producenta m.in. tego typu napojów pod szyldem Alpro.

Dzisiaj Komisja Finansów Publicznych wraca do rozmów o stawce na roślinne
zamienniki dla mleka. Zgodnie z projektem nowej matrycy VAT stawka miałaby
wzrosnąć z 5 do 23 proc.
Zobacz więcej

PRACE:

Dzisiaj Komisja Finansów Publicznych wraca do rozmów o stawce na roślinne zamienniki dla mleka. Zgodnie z projektem nowej matrycy VAT stawka miałaby wzrosnąć z 5 do 23 proc. Fot. Fotolia

Tymczasem producenci, dystrybutorzy i eksperci od dietetyki głos podnoszą właśnie teraz. Bowiem w nowej matrycy VAT, w sprawie której niejedna branża już protestowała, właśnie te zamienniki mleka mają zostać obłożone podwyżką z obecnych 5 proc. do 23 proc. Podwyżka ta — jak podkreślają — nie uderzy w hipsterów, ale w konsumentów, którzy z powodów zdrowotnych nie są w stanie spożywać mleka krowiego i koziego.

Niewielki rynek

Wczoraj podczas Komisji Finansów Publicznych poprawkę do matrycy, która oznacza utrzymanie stawki na dotychczasowym poziomie, zgłosił Paweł Grabowski z Kukiz 15. Poprawkę przygotowała również Dorota Niedziela z PO. Oboje zgodnie przekonywali, że napoje roślinne to ekwiwalent mleka krowiego dla chorych.

— Ich konsumentami są dzieci i dorośli, którzy nie są w stanie tolerować mleka krowiego. Za te produkty już i tak płacą kilkakrotnie więcej niż za mleko, więc to oznacza jeszcze wyższy koszt — mówi Dorota Niedziela.

Ewa Gayny, kierownik ds. relacji zewnętrznych i komunikacji na Polskę i Kraje Bałtyckie w Danone, przekonywała podczas komisji, że to na tyle mały rynek, że zmiana w VAT nie przyniesie widocznego efektu dla budżetu państwa. Mowa bowiem o 120-126 mln zł, które w skali roku wydawane są w Polsce na tego typu napoje roślinne.

— Przy takiej skali nie będzie to miało dużego wpływu na budżet państwa, ale będzie miało wpływ na budżet tych poszczególnych osób, które potrzebują takich napojów w celach zdrowotnych — tłumaczyła podczas komisji Ewa Gayny.

Latte ma wyższy VAT

W branży spożywczej słychać było o przepychankach z politykami o te napoje w kontekście tego, kim są odbiorcy, i że to kwestia dotowania hipsterów.

— Rzeczywiście w rozmowach, które toczyliśmy, padł argument, że to przecież produkt dla hipsterów. Ale my handlujemy napojami roślinnymi od 20 lat i taki produkt jako dodatek do kawy dystrybuowany do restauracji czy kawiarni pojawił się na polskim rynku 3-4 lata temu i stanowi niewielką część sprzedaży. Zaś jeśliby rzeczywiście analizować hipstera z sojową latte, to taka kawa opodatkowana jest stawką 23 proc., więc ów klient płaci za nią wyższą stawkę — wyjaśnia w rozmowie z PB Wojciech Kowalski, współwłaściciel Sante.

W oficjalnych materiałach np. z interpelacji rozważana jest kwestia konieczności jednakowego traktowania napojów roślinnych i mleka (produkty mleczne obłożone mają być stawką 5 proc.) w kontekście przestrzegania zasady neutralności i zakazu różnicowania traktowania towarów podobnych na gruncie dyrektywy VAT. W odpowiedzi na interpelację Filip Świtała, wiceministerfinansów (odwołany ze stanowiska przed miesiącem), tłumaczył m.in., że choć zastosowanie bywa podobne, to nie są to towary podobne ze względu np. na skład, zapach czy konsystencje.

Przykład weterynarzy

Komisja Finansów Publicznych zdecydowała, że zajmie się ponownie sprawą stawek na napoje roślinne dzisiaj. Przypomnijmy, że projekt matrycy trafił do Komisji Finansów Publicznych m.in. po to, aby przywrócić niższą stawkę innej kategorii produktowej — napojom owocowym (które miała czekać podobna podwyżka jak roślinne zamienniki mleka). O projekcie „PB” donosił w grudniu zeszłego roku — wówczas przetwórcy owoców i sadownicy zgodnie podnieśli larum, że wyższy podatek zabije tę część produkcji, która bazuje na lokalnych, specyficznych dla nas owocach, jak porzeczka i aronia. Projekt wpłynął do Sejmu 5 marca, 15 marca miało odbyć się pierwsze czytanie, ale go nie dokończono. Branża odetchnęła. Przez kolejne miesiące i jeszcze na początku czerwca Polska Agencja Prasowa donosiła, że Centrum Informacyjne Sejmu zadeklarowało, że prace nad projektem przewidującym nową matrycę VAT nie są kontynuowane. Gdyby zaś były, to powrót do projektu miał rozpocząć się od przegłosowania wniosku o jego odrzucenie w pierwszym czytaniu. Stało się jednak inaczej. Sejm wrócił do czytania projektu na początku lipca, a posłowie skierowali ten projekt do Komisji Finansów Publicznych. Wcześniej udało się znieść planowaną podwyżkę VAT na leki weterynaryjne. Wówczas protestowali m.in. weterynarze oraz producenci i importerzy tych leków, alarmując, że to kwestia wyższych kosztów dla właścicieli 15 mln psów i kotów oraz hodowców bydła czy trzody chlewnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy