„Niemal 80 proc. leków sprzedawanych w Europie ma w składzie substancję aktywną produkowaną przez chińskich lub hinduskich wytwórców" - zwracali uwagę u progu pandemii specjaliści PKO Banku Polskiego w raporcie o polskiej branży farmaceutycznej.
Minął rok i sytuacja znacząco się nie zmieniła. Kilkadziesiąt dużych firm, działających m.in. na bazie sprywatyzowanych Polf, ale też w fabrykach postawionych od zera w ostatnich kilkunastu latach, produkuje leki generyczne i innowacyjne, wykorzystując substancje czynne sprowadzane z Azji - i zastanawia się, co z tym zrobić.
- W warunkach kryzysowych rośnie znaczenie leków, które są potrzebne pacjentom w sytuacji zagrożenia życia. Znaczna część substancji czynnych jest produkowana w Azji, więc w pandemii cała branża natychmiast odczuła niedobory. Wydaje mi się, że żadna firma nie jest w stanie zbudować takich zapasów, by zabezpieczyć się kompletnie na wypadek takiej sytuacji. Bez wątpienia produkcja substancji czynnych musi być przesunięta bliżej odbiorców europejskich. Przeniesiono ją do Azji z przyczyn ekonomicznych, teraz te czynniki są nadal ważne, ale znacząco rośnie także znaczenie bezpieczeństwa - mówi Maciej Chmielowski, dyrektor zarządzający Freseniusa Kabi w Polsce i krajach bałtyckich.
Pandemiczne zmiany
Fresenius Kabi to polski oddział niemieckiego giganta farmaceutyczno-medycznego, który na giełdzie we Frankfurcie wyceniany jest na 21,9 mld EUR. Polski oddział, którego fundamentem jest duży zakład produkcyjny w Kutnie, miał w 2019 r. (ostatnie dostępne dane) 466 mln zł przychodów i 27,7 mln zł czystego zysku. Większość pochodziła ze sprzedaży krajowej.
Cała grupa Fresenius, w której oprócz Freseniusa Kabi jest też m.in. duży biznes związany z leczeniem chorób nerek, a także duży europejski operator prywatnych szpitali, miała w ubiegłym oku 36,3 mld EUR przychodów przy 1,8 mld EUR zysku netto.
- Pandemia była dla branży farmaceutycznej trudnym okresem - i sporo zmieniła w jej funkcjonowaniu. W pierwszej fali łańcuch dostaw okazał się niezbyt efektywny, a bezpieczeństwo lekowe kraju stanęło pod znakiem zapytania. Na szczęście ostatecznie okazało się, że nie jest tak źle. Przy drugiej fali wszyscy byli już przygotowani, zbudowano pewne zapasy, a metody zdalne wsparły komunikację przedstawicieli handlowych z lekarzami i szpitalami, dzięki czemu obsługa zamówień była płynna – mówi Maciej Chmielowski.

Fresenius Kabi sprzedaje w Polsce trzy grupy produktów - preparaty do żywienia klinicznego, płyny infuzyjne oraz leki dożylne. W tej grupie mieszczą się antybiotyki pozajelitowe, leki do intensywnej terapii, anestetyki i leki onkologiczne.
- Wchodzimy też intensywnie na rynek pozaszpitalny z żywnością specjalnego, medycznego przeznaczenia, głównie dla pacjentów onkologicznych i z chorobami przewlekłymi. Nasza firma wprowadza też na rynek leki biopodobne, np. przeznaczone dla pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi. Wchodzimy też w obszar nefrologii, czyli leki dla pacjentów z przewlekłymi chorobami nerek - wylicza Maciej Chmielowski.
Czekanie na rządowy plan
Rząd już pięć lat temu przedstawił pierwsze założenia tzw. refundacyjnego trybu rozwojowego (RTR), czyli preferencji w negocjacjach refundacyjnych dla firm farmaceutycznych, które produkują leki w Polsce lub zamierzają to robić. Na razie jednak długie dyskusje nie przerodziły się w konkretne przepisy.
- Wydawało się, że ta koncepcja jest bliska realizacji, ale na razie poza myśleniem życzeniowym nic się nie wydarzyło. Wsparcie publiczne dla firm produkcyjnych jest bez wątpienia potrzebne, dla nas byłaby to szansa na poprawę przewidywalności biznesu oraz bodziec do wzmacniania obecności na polskim rynku. Oczywiście teraz priorytetem jest walka z pandemią, ale mam nadzieję, że temat wróci, bo jeśli covid czegoś nas uczy, to tego, że dobrze mieć zasoby produkcyjne w kraju na wypadek sytuacji kryzysowej, gdy rwą się globalne łańcuchy dostaw - mówi Maciej Chmielowski.
W związku z pandemią i zaburzeniami łańcucha dostaw na pewno można spodziewać się impulsu ze strony Unii Europejskiej, by produkcja API, czyli substancji czynnych, była w większym stopniu prowadzona w krajach wspólnoty. To jednak wcale nie oznacza, że takie inwestycje będą lokowane w Polsce. Wszystkie kraje unijne, w tym największe, jak Niemcy, Francja czy Hiszpania, zachęcają do inwestycji u siebie i wprowadzają różne mechanizmy wsparcia. W Polsce tymczasem fundamentem polityki lekowej jest obniżanie cen leków - niezależnie od tego, czy ich producent inwestuje u nas, czy nie. Bez odpowiednich zachęt przemysł sam z siebie do nas nie przyjdzie, tymczasem refundacyjny tryb rozwojowy pozostaje od dawna w stanie śmierci klinicznej.
Inwestycje w produkcję
W zakładzie w Kutnie pracuje około 500 osób. W ostatnich latach wyraźnie się powiększył.
- Jesteśmy na etapie kończenia inwestycji o wartości 100 mln zł. Mamy nową halę, nowoczesną stację przygotowania wody oraz nową linię produkcyjną, jedną z najbardziej efektywnych w grupie. W Kutnie wciąż jest sporo przestrzeni do rozwoju, więc dla grupy jesteśmy miejscem, w którym w przyszłości mogą zostać ulokowane kolejne moce - tym bardziej, że pandemia zweryfikowała polski zakład pozytywnie - mówi Tomasz Halik, dyrektor zakładu produkcyjnego Freseniusa Kabi w Kutnie.
Krajowy rozwój
Poza inwestycjami w moce produkcyjne grupa rozwija też w Polsce centrum usług wspólnych we Wrocławiu i inwestuje we własną dystrybucję.
- Z końcem kwietnia rusza nasza hurtownia farmaceutyczna w gminie Stryków. 50 proc. produktów dostarczamy samodzielnie do szpitali, do tego dochodzą też bezpośrednie wysyłki do pacjentów domowych, do których raz na dwa miesiące idzie paleta leków. Inwestycje logistyczne są więc naturalne – mówi Maciej Chmielowski.
Po pełnym zaburzeń pandemicznym roku, w którym kolejne fale ograniczały płynność dostaw i przewidywalność zapotrzebowania na poszczególne produkty, w tym – wraz z powrotem do normalnego leczenia szpitalnego – Fresenius Kabi oczekuje stabilizacji i przewidywalności.
- Wzrost przychodów w tym roku na pewno będzie dynamiczny. Zakładamy, że potem rynkowa sytuacja się ustabilizuje, covid ustąpi, a popyt i ceny wrócą do stanu sprzed pandemii, więc dynamika w kolejnych okresach będzie mniejsza - mówi Maciej Chmielowski.
