Produkty coraz częściej niebezpieczne

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-05-08 00:00

Dotkliwa kara za wadliwy produkt może się zdarzyć każdemu. Liczba decyzji o wycofaniu produktu z rynku z roku na rok rośnie.

Pewna firma kilka lat temu jako pierwsza zaczęła sprowadzać na polski rynek foteliki mocowane do rowerów, a produkowane przez włoski podmiot. Producent dał gwarancję, że fotelik jest bezpieczny i spełnia wszystkie normy prawa europejskiego. Jakież więc musiało być zdziwienie dystrybutora, kiedy zwrócił się do niego Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) z decyzją, że produkt jest niebezpieczny i trzeba go wycofać z rynku.

Bezzasadne zarzuty?

Zaczęło się od kontroli wojewódzkiej inspekcji handlowej w sklepie rowerowym, który sprzedawał wspomniane foteliki. Inspekcja uznała, że fotelik ma za niskie oparcie i niewystarczające mocowanie, a więc stwarza zagrożenie. Zgłosiła to do UOKiK. Dystrybutorów fotelika było już wielu. Urząd na stronę, wobec której wszczął postępowanie, wybrał pierwszego dystrybutora, który na polski rynek foteliki wprowadził.

— Dystrybutor się odwołał. UOKiK po ponownym rozpatrzeniu sprawy podtrzymał decyzję, że produkt jest niebezpieczny, zobowiązał firmę do wycofania go z rynku, ostrzeżenia wszystkich konsumentów i jeszcze nałożył karę pieniężną, ponieważ w trakcie postępowania dystrybutor cały czas wprowadzał foteliki na rynek, przekonany, że są bezpieczne— opowiada Agnieszka Braciszewska, prawnik w kancelarii Norton Rose. Dystrybutor uważał, że nie doszło do żadnego wypadku, w związku z produktem więc postępowanie było przedwczesne, że nie on powinien być jego stroną, tylko włoski producent. Bronił się też, że kontrole inspekcji handlowej nigdy nie były dokonywane w jego firmie, a więc nie mógł zgłaszać własnych dowodów, że akcja wycofania produktu z jego strony jest niemożliwa do wykonania, bo dawno je sprzedał innym dystrybutorom, i wreszcie, że nie on ponosi odpowiedzialność za wadliwość produktu, tylko producent. Niestety, sprawa skończyła się na etapie NSA, który… podtrzymał decyzję UOKiK. Zgodnie z prawem, nie musi dojść do wypadku, żeby nadzór mógł prowadzić postępowanie wobec potencjalnie niebezpiecznego produktu. UOKiK może też sam wybrać stronę, wobec której będzie prowadził postępowanie, a dystrybutor sam musi sprawdzić, czy produkt jest bezpieczny.

— Tylko zarzut, że obowiązek wycofania produktu z rynku albo od konsumentów może być nałożony wyłącznie na producenta, wydaje się zasadny. Tak mówi prawo — twierdzi Agnieszka Braciszewska. Ale UOKiK i tutaj nie popełnił błędu — taki obowiązek nałożony na dystrybutora oznacza, że musi on przestać oferować i prezentować produkt na rynku.

Miliony dolarów

Prawo jest więc bezwzględne. A koszty wycofania produktu z rynku mogą położyć niejedną firmę. Akcji z produktami niebezpiecznymi jest coraz więcej. — W Wielkiej Brytanii w 2012 r. całkowita liczba wycofań produktów wzrosła o 15 proc. w stosunku do 2011 r. — mówi Simon Weaver z Red24assist.

W 2011 r. w Unii Europejskiej odnotowano 1803 powiadomień o wycofaniu produktów ze wszystkich branż z wyłączeniem spożywczej. Najwięcej w branży odzieżowej, zabawek i motoryzacji. Sara Lee Corporation za problem z listerią w 1998 r. zapłaciła 76 mln USD. Dodatkowe 25 mln kosztowała odbudowa produkcji i wizerunku firmy. Firmę Con Agra Foods w 2007 r. zniszczenie masła orzechowego w związku z salmonellą kosztowało 78 mln USD. Kolejne 55 mln USD to utracone dochody.

— Jeśli chodzi o rynek polski, w ciągu 4 lat liczba decyzji UOKiK o wycofaniu produktu wzrosła prawie pięciokrotnie — mówi Adam Ilkiewicz, underwriter w ACE. Takich decyzji w 2012 r. było 78. To dużo czy mało? Adam Ilkiewicz podaje przykład ubezpieczeń od pożarów, na wypadek których standardowo ubezpieczają się firmy — w ubiegłym roku dużych pożarów było mniej niż decyzji o wycofaniu produktu. Natomiast o ubezpieczeniach na taką okoliczność przedsiębiorcy rynku myślą bardzo rzadko — również dlatego, że nie kosztują mało. Ubezpieczyciele wieszczą jednak wzrost zainteresowania ubezpieczeniem kosztów wycofania produktu z rynku.