Dystrybutor farmaceutyków zapowiada na ten rok 10-proc. wzrost sprzedaży. To realne, ale spółka już raz prognoz nie wykonała.
Farmacol liczy, że rok 2005 będzie lepszy od poprzedniego.
— Przychody grupy kapitałowej wzrosną co najmniej o 10 proc., a rentowność netto wyniesie nie mniej niż 2 proc. — deklaruje zarząd katowickiej spółki.
Niska baza
Realizacja prognoz oznacza, że sprzedaż Farmacolu powinna w tym roku osiągnąć poziom około 3 mld zł, a zysk ma szansę przekroczyć 60 mln zł — wobec 58,5 mln zł w ubiegłym roku.
— Te założenia są realne do wykonania. Trzeba jednak pamiętać, że Farmacol ma agresywny styl prognozowania. Spółka nie zakłada rezerw bezpieczeństwa i w 2003 r. nie udało jej się zrealizować zapowiedzi — komentuje Marcin Jabłczyński, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.
Specjalista podkreśla, że baza porównawcza jest relatywnie niska. 2004 r. nie był bowiem zbyt udany dla sektora dystrybucji. Zmiany w systemie refundowania sprawiły, że klienci zrobili spore zapasy jeszcze pod koniec 2003 r. Do tego ostatnia jesień nie sprzyjała sprzedaży leków na przeziębienia.
Specjaliści powszechnie spodziewają się, że rynek dystrybucji farmaceutyków w dłuższym okresie powinien rosnąć średnio o 8-9 proc. rocznie. Skoro w roku ubiegłym było mniej, to w tym może być ponad 10 proc.
— Ale tak duże spółki jak Farmacol czy PGF mogą rosnąć nieco wolniej — szacuje analityk.
Mniejsi się rozpychają
To efekt konserwatywnego podejścia do pozyskiwania nowych klientów. Mniejsi gracze jak Prosper czy Torfarm muszą się rozpychać na rynku i będą pewnie bardziej pobłażliwi dla aptek, które nie zawsze są w dobrej kondycji.
— Farmacol i PGF mają ugruntowaną bazę klientów. Mniejsi konkurenci muszą podejmować większe ryzyko — dodaje analityk.