Program partii programem narodu

opublikowano: 22-09-2014, 00:00

Z pradawnej epoki, dokładnie z 1979 r., pochodzi słynny skecz Kabaretu pod Egidą, w którym Jan Pietrzak i Piotr Fronczewski przestawiają na politycznej szachownicy figury i pionki, tworząc nowy rząd.

Wykonują roszadę, czyli rotację, pod hasłem „Rotuj się, kto w Boga wierzy” — Dupiak za Maliniaka, etc. Upłynęło 35 lat, niesłuszny ustrój dawno upadł, ale naprawdę trudno uniknąć wrażenia, że rotowanie partyjnych swojaków jest kanonem obowiązującym również w III Rzeczypospolitej.

Ewa Kopacz
Marek Wiśniewski

Pierwszy raz w jej dziejach powoływanie nowego rządu rozłożone zostało na raty.

Desygnowana premier Ewa Kopacz w piątek publicznie przedstawiła ministrów, a w poniedziałek odbiorą oni od prezydenta Bronisława Komorowskiego akty powołania oraz podpiszą przysięgę. Do tej pory kompletny rząd objawiał się dopiero po ustawieniu się pod żyrandolem w Sali Kolumnowej. Kiedyś udało mi się tam wyjrzeć z medialnej zagrody przez okno na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego i zobaczyłem, kto wysiada z autobusu — dzięki czemu kilka minut wcześniej „powziąłem wiadomość” o obsadzie resortów. Tym razem efekt zaskoczenia przeniesiony został na prezentację roboczą.

Miała ona nie tylko wyjątkowy charakter, lecz i lokalizację. Aula Politechniki Warszawskiej stała się od kilku lat symbolem zwycięstw Platformy Obywatelskiej. Notabene dokładnie z tego miejsca, z którego Ewa Kopacz tak lukrowała swoich ministrów, w 1948 r. Bolesław Bierut obwieszczał ludowi miast i wsi powstanie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej... W piątek nie usłyszeliśmy nawet pół zdania o programie rządu — temu poświęcone zostanie 1 października exposé. Absolutną żenadą wizerunkową było natomiast zepchnięcie przez panią premier na bok obu wicepremierów — jednego ludowego, drugiego prezydenckiego — i odprawianie liturgii partyjnej łączeniem rąk prezesa spółdzielni Cezarego Grabarczyka i amnestionowanego banity Grzegorza Schetyny. W UE tak straszny obciach na oficjalnym zdjęciu jest wręcz niewyobrażalny, o czym doskonale wie Donald Tusk, a zielonego pojęcia nie ma jeszcze Ewa Kopacz. Dopiero uroczystość u prezydenta będzie miała charakter państwowy i protokół zostanie zachowany.

Wyznaczona przez odchodzącego premiera następczyni przejęła zdecydowaną większość jego rządu — aż trzynastu na osiemnastuministrów. Z pozostałej piątki troje gdzieś się przenosi (Elżbieta Bieńkowska na komisarza, Radosław Sikorski na marszałka, Rafał Trzaskowski do służby zagranicznej), Bartłomiej Sienkiewicz odszedł z powodów oczywistych, zatem realnie Ewie Kopacz było nie po drodze tylko z Markiem Biernackim, który musiał oddać sprawiedliwość szefowi spółdzielni. Zaskakująco powołując kobiety nowa premier nawet nie ukrywa, że postawiła po prostu na zaufane kumpele. Kuriozum na skalę europejską, żywcem przeniesionym z kabaretu, jest objęcie przez Grzegorza Schetynę… MSZ. Przecież rehabilitacją znacznie prostszą byłby jego powrót na marszałka Sejmu, co oznaczałoby utrzymanie na ostatni rok ministra Sikorskiego. Ale logika państwowa musiała ustąpić partyjnej rotacji — w ciężkim okresie wyborczym twardy marszałek Radek ma proceduralnymi chwytami starać się dorżnąć watahę PiS, której gorący oddech czuje władza uciekająca rządowymi saniami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane