Program Rodzina na swoim coraz bliżej finiszu

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 2012-09-25 00:00

1 października po raz ostatni zmienią się limity w Rodzinie na swoim. Deweloperzy przewidują, że będą niższe.

Od kilku kwartałów limity w rządowym programie dopłat Rodzina na swoim (RnS) stopniowo spadają. To pozwala przypuszczać, że 1 października dojdzie do kolejnych obniżek.

— Rząd wygasza Rodzinę na swoim przez sukcesywne obniżanie limitów cen. Korekty wprowadzone 1 października mogą w praktyce oznaczać zakończenie programu w większych miastach, ponieważ żadne lokale nie będą się kwalifikowały do programu — uważa Małgorzata Ostrowska, dyrektor pionu handlowego J.W. Construction Holding.

Data zakończenia programu (31 grudnia 2012 r.) zbliża się nieuchronnie i motywuje klientów do szybkiego kupna lokalu, zwłaszcza na rynku pierwotnym, bo tam łatwiej o mieszkanie z dopłatą. Nie wszyscy jednak dają się ogarnąć gorączce, więc odraczają decyzje o podpisaniu umowy z deweloperem w nadziei na jeszcze większy spadek cen w ostatnim kwartale obowiązywania programu. Czy słusznie? Deweloperzy, chcąc sprzedać jak najwięcej mieszkań przed zakończeniem programu, wykazują dużą gotowość do ustępstw na rzecz klienta i obniżają ceny, by kupujący mogli skorzystać z dopłat.

— Klienci zdecydowanie najchętniej wybierają mieszkania, które kwalifikują się do dopłat. Dlatego obniżyliśmy ceny części lokali na Osiedlu Lazurowa na warszawskim Bemowie, żeby umożliwić klientom zaciągnięcie kredytu z dopłatą. Niestety zostały już tylko dwa ostatnie lokale, na które można uzyskać taki kredyt — mówi Andrzej Ołdakowski, prezes PBM Południe Development.

Większy wybór jest w ofercie Home Brokera.

— Celem Home Brokera w III i IV kwartale 2012 r. jest stworzenie w każdym dużym mieście oferty mieszań deweloperskich, które można kupić na kredyt z dopłatami. Udało się nam przekonać budujących do obniżek — zaznacza Katarzyna Siwek, dyrektor działu analiz i komunikacji Home Brokera. Bogatą ofertę przygotowała też spółka J.W. Construction. Na preferencyjnych warunkach można nabyć np. lokale budowane w centrum Łodzi, na warszawskiej Białołęce lub w poznańskim Piątkowie.

Według Mariusza Kani, prezesa Metrohouse, ostatni kwartał może przynieść kolejne obniżki, o ile limity spadną.

— Ceny mogą się dostosować do limitów po 1 października w Poznaniu i w Łodzi, bo tam nadal można znaleźć sporo ofert spełniających warunki programu — twierdzi Mariusz Kania. Wiele osób nie wie, że aby skorzystać z dopłat w programie wystarczy złożyć wniosek o Rodzinę na swoim do końca roku 2012. Kredyt nie musi być uruchomiony w tym roku.

— Oznacza to, że w przypadku mieszkań, których budowa dopiero się rozpoczyna, faktyczna wypłata kredytu w RnS będzie dopiero w 2013, a nawet w 2014 r. — zaznacza Katarzyna Siwek. Taka możliwość może spowodować wysyp ofert w ostatnim kwartale obowiązywania programu.

— Zainteresowanie w dalszym ciągu jest wysokie, ale wzmożone to zbyt mocno powiedziane. Prawdopodobnie w IV kwartale, zwłaszcza pod koniec roku, może wzrosnąć liczba wniosków. Na razie tendencja jest stabilna. W tym roku co miesiąc wpływało około 3,2 tysięcy wniosków — twierdzi Dariusz Daniluk, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

Wycofanie się państwa z dofinansowania rynku mieszkaniowego znacząco zmniejszy szansę na szybkie rozwiązanie problemu niemal 1,5-milionowego deficytu lokali. Zdaniem Radosława Bielińskiego, eksperta ds. komunikacji i marketingu w Dom Development, większy wpływ niż zakończenie programu RnS na spadek liczby sprzedawanych mieszkań może mieć zaostrzanie przez banki polityki kredytowej.

— Bardziej znaczące dla sprzedaży są wszelkie rekomendacje, które ograniczają klientom dostęp do kredytowania, ponieważ wciąż większość mieszkań na rynku pierwotnym kupuje się z wykorzystaniem kredytu hipotecznego — uważa Radosław Bieliński. Zakończenie programu nie oznacza jednak braku dopłat do mieszkań.

— Wiemy, że minister budownictwa pracuje nad nowymi koncepcjami. Jednym z pomysłów jest, poddany konsultacji społecznej, projekt ustawy o społecznych grupach mieszkaniowych — mówi Dariusz Daniluk.

Oferta byłaby przewidziana dla ludzi, którzy mają 30-50-procentowy wkład własny, lecz brakuje im zdolności kredytowej. Po wpłaceniu wkładu, uczestnicy programu spłacaliby mieszkanie w czynszu.