Projektanci nie chcą przetargów
Niektóre firmy nie zgadzają się z warunkami stawianymi przez klientów
NA KRÓTKĄ METĘ: Dla niektórych klientów jedynym kryterium wyboru oferenta jest cena. Tak więc mając do wyboru firmę, która od razu przy przetargu chce pieniędzy i tę, która może wstępny projekt zrobić za darmo, bez zastanowienia decydują się na drugą ewentualność — wyjaśnia Małgorzata Leniarska, dyrektor Dragon Rouge Haas. fot. Grzegorz Kawecki
Większe firmy, projektujące opakowania i zajmujące się tworzeniem tożsamości wizualnej, nie biorą udziału w konkursach i przetargach. Sądzą, że tworzenie znaku firmowego czy logo firmy nie może odbywać się wyłącznie na zasadzie wyboru ładniejszego obrazka.
W Polsce większość firm zlecających zaprojektowanie opakowania lub swojej tożsamości wizualnej organizuje bezpłatny konkurs. Zwykle zaprasza do niego kilka firm. Później — na podstawie prac przez nie przedstawionych — wybiera jedną. W tego typu konkursach nie biorą jednak udziału większe firmy projektowe.
— Na Zachodzie przetargi są rzadkością. Biorą w nich udział tylko mniejsze, dopiero wchodzące na rynek agencje projektowe. Żadna szanująca się firma nie będzie za darmo traciła na to czasu. Na Zachodzie klienci wybierają agencję przeglądając jej portfolio. Niestety, nie wystarcza to polskim firmom — wyjaśnia Małgorzata Leniarska, dyrektor Dragon Rouge Haas, firmy projektującej opakowania.
Przyznaje, że często ich przedstawiciele są zdziwieni, gdy tłumaczy im, dlaczego nie chce wystartować w darmowym konkursie. Często nie akceptują tych wyjaśnień.
Szkoda czasu
Zdaniem Sławomira Kluziaka z Siebert Head, przygotowując projekt do konkursu firma wykonuje 70 proc. całości pracy.
— Najpierw dokładnie analizujemy rynek. Nie wystarczy ustalony na wyczucie pomysł, który przelewa się na kartkę w formie pięknego obrazka. Ten pierwszy etap, podczas którego ustala się strategię komunikacji wizualnej oraz różne sposoby jej realizacji, jest najdroższy i długotrwały. Potem pozostają już tylko szlify i korekty projektu. Dlatego nie startujemy w darmowych konkursach — wyjaśnia Sławomir Kluziak.
Twierdzi, że Siebert Head przystępuje do przetargów tylko wtedy, gdy klient zobowiąże się zapłacić za pierwszy etap.
— Zdarza się, że klienci organizujący darmowe przetargi nie traktują poważnie startujących w nich firm. Po przygotowaniu przez nie projektów potrafią się rozmyślić i w ogóle odwołać konkurs — mówi Sławomir Kluziak.
Marek Weiland, dyrektor działu sprzedaży w Grupie A5, przyznaje, że część klientów godzi się na warunki stawiane przez firmy projektowe i — zapraszając kilka podmiotów do przetargu — płaci za pracę wszystkich.
— Zostaliśmy poproszeni o zrobienie pierwszej części identyfikacji wizualnej firmy — przygotowania insygniów wizualnych. Równolegle z nami pracowały nad tym inne firmy. Klient wybrał projekt jednej firmy, która kontynuowała pracę. Zapłacił jednak również za odrzucone projekty — twierdzi Marek Weiland.
Niepewny rynek
Zdaniem Sławomira Kluziaka, klienci — zapraszając do przetargu kilka firm — tracą czas i pieniądze. Konkursy dają im jednak złudne poczucie bezpieczeństwa wynikające z możliwości wyboru.
— Później długo nie mogą się zdecydować, który projekt wybrać. W tym celu muszą zrobić nawet dodatkowe badania rynkowe — dodaje Sławomir Kluziak.
Dorota Kałowska z firmy Studio DN Design Group uważa, że rynek firm projektujących opakowania i tożsamość wizualną jest wciąż niedojrzały. Funkcjonuje na nim wiele firm, ale nie wszystkie proponują usługi wysokiej jakości.
— Dlatego klienci nie mają do nich zaufania i chcą najpierw sprawdzić, na co je stać — uważa Dorota Kałowska.
Nie znają marketingu
Nie do końca zgadza się z tym Małgorzata Leniarska. Twierdzi, że konkursy organizują klienci, którzy nie mają sprecyzowanej wizji swojej działalności.
— Klienci, którzy znają się na marketingu i mają jasno określone założenia, zlecają wykonanie pracy jednej firmie. Wielu jednak szuka po omacku i nie wie dokładnie, jakie przyjąć założenia. Organizują konkurs po to, by pooglądać kilka obrazków i wybrać ten, który najbardziej przypadnie im do gustu. A to nie o to chodzi — wyjaśnia Małgorzata Leniarska.
Wadą przetargów jest to, że przedstawione w nich projekty często oceniane są pod względem estetycznym, a nie strategicznym. Często wybiera się pracę, która nie jest zgodna z założeniami firmy, tylko dlatego, że spodobała się prezesowi. Tymczasem projekty ma zweryfikować rynek i konsumenci, do których firma chce dotrzeć, a nie jej zarząd.
— W tożsamości wizualnej i opakowaniach efekty wprowadzenia złych pomysłów są widoczne dopiero po jakimś czasie. Z roku na rok wraz z rozwojem tego rynku firmy są coraz lepiej marketingowo wyedukowane. Mam nadzieję, że niedługo nie będą musiały oglądać 15 projektów, by wiedzieć, jaką strategię przyjąć — tłumaczy Małgorzata Leniarska.