Projektanci nie narzekają na brak zamówień

Zawadzka Renata
10-02-1999, 00:00

Projektanci nie narzekają na brak zamówień

Zamożni Polacy coraz częściej kupują unikatowe stroje z kolekcji krajowych projektantów. Toteż zainteresowanie pokazem haute couture przerosło oczekiwania organizatorów. W największej sali hotelu Victoria nie dla wszystkich starczyło miejsc.

Ubiegłoroczni sponsorzy, marki: Martini — w głównej roli, Mercedes-Benz i Vogue pozostały wierne organizatorowi — Akademii Tańca, Ruchu i Mody ARTIM. Widocznie sponsoring modniarskiego show nadal się opłaca.

Polacy nie gęsi

— Mamy wielu bardzo dobrych projektantów, jednak bywa, że producenci sprzedają ich kolekcje pod obcymi nazwami handlowymi. To będzie musiało ulec zmianie, gdy przyjdzie nam konkurować z ludźmi z Zachodu, którzy mają doświadczenie w kreowaniu własnej marki — mówi Mariusz Szarek, projektujący męską odzież dla Pawo-Pabianice.

Polska oferta nie odbiega ani atrakcyjnością projektów, ani jakością materiałów czy wykonania od wzorów zachodnich. Jak twierdzi Jerzy Antkowiak, Paryż niczym nie może nas zaskoczyć. Podobnie jest z ofertą pret-a-porter. W Polsce można kupić rzeczy aktualne, świeże. Poza tym, jak zgodnie twierdzą projektanci, nastąpił przesyt zachodnimi ciuchami, rośnie natomiast zapotrzebowanie na rzeczy unikatowe.

— Coraz częściej też zdarza się, że panie z kręgów biznesu zaraz po pokazie zamawiają np. wizytowe kreacje. Zresztą my projektujemy też z myślą o zamożnym kliencie — zapewnia Jerzy Antkowiak.

Kontrakt życia

Hitem gali były dwie oryginalne kolekcje: ręcznie tkane okrycia Zygmunta Łukasiewicza i malowane jedwabie jego żony Doroty Taranek. Obydwoje pracują na indywidualne zamówienia.

— Klientów nie brakuje. W większości są to kolekcjonerzy sztuki, lekarze, aktorzy. Są skłonni czekać na zamówiony model dwa miesiące, choć cena autorska nie jest niska — około 2000 zł — mówi Zygmunt Łukasiewicz.

Swą unikatową kolekcję okryć „Sztuka i moda” realizuje od 1990 r. Po pierwszej prezentacji dostał od amerykańskiego kontrahenta propozycję przygotowania kilku tysięcy modeli w cenie 500 USD za sztukę i pięćdziesięciu tysięcy oryginalnych czapeczek. Odmówił. Był zajęty przygotowaniem autorskiego pokazu w Sopocie.

— Przedsiębiorcza Amerykanka była zdumiona. Oferowała nam przecież kontrakt życia. Dziś już byśmy się nie wahali, ale wówczas nie myśleliśmy o rynku, tylko o sztuce — zapewnia Dorota Taranek.

BŁYSKOTKI PRECZ: Trzeba odmienić wizerunek polskiej businesswoman. Musi być wytworna, skromna i elegancka. Jak mawiała Coco Chanel — prawdziwa biżuteria powinna pozostać w sejfie — dowodzi Jerzy Antkowiak (na fotografii w otoczeniu modeli prezentujących jego kolekcję).

PONAD MODĄ: Te stroje tworzą oryginalny wizerunek człowieka. Nie podlegają ciśnieniu mody, a na wełnę z Kowar mamy gwarancję antymolową na 50 lat — mówi Dorota Taranek (na fotografii z Zygmuntem Łukasiewiczem — w strojach z jego kolekcji).

ZALEŻNOŚCI: Projektowanie dla konkretnej firmy daje poczucie bezpieczeństwa, ale narzuca pewne rygory, których nie muszą przestrzegać projektanci niezależni — mówi Mariusz Szarek (na fotografii z Anną Chendyńską, właścicielką studia stylistycznego Kama).

AWANGARDA: Projekty Moniki Donner, choć nieco kontrowersyjne, wzbudziły burzę oklasków. W swoim stylu najbliższe były temu, co się zwykło nazywać haute couture.

NOWE PERSPEKTYWY: Projektuję na eksport. Ubieram przyjaciół, aktorki, śpiewaczki. Byłoby fajnie robić coś dla ludzi z pieniędzmi. To daje szansę na ekskluzywną kolekcję z bardzo dobrych tkanin — zachęca potencjalnych klientów Xymena Zaniewska (na fotografii z wnuczką Zofią).

Renata Zawadzka

fot. Borys Skrzyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zawadzka Renata

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Projektanci nie narzekają na brak zamówień