Prokuratura twierdzi, że szef Centrozapu działał na szkodę wierzycieli i źle gospodarował majątkiem spółki. Prezes się nie przyznaje.
Katowicki Centrozap, spółka publiczna, ale nienotowana od ponad dwóch lat, znowu znalazła się pod obstrzałem prokuratury.
— Postawiliśmy zarzut niegospodarności prezesowi Centrozapu. Chodzi o zakup akcji Odlewni Śrem oraz działanie na szkodę wierzycieli — mówi Tomasz Tadla, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Różne racje
Centrozap to była centrala handlu zagranicznego działająca głównie w branży hutniczej. Inwestowała w różne przedsięwzięcia, m.in. nabyła Odlewnię Żeliwa Śrem w 2000 r. Według prokuratora Tadli, spółka przepłaciła za akcje około 4,6 mln zł, tym samym jej prezes działał na szkodę Centrozapu. Za pakiet wart 14,7 mln zł zapłacił około 19,4 mln zł.
— Nie przyznaję się do winy. Biegły, który przekazał taką opinię prokuraturze, miał do wyboru cztery wyceny. Przyznam, że taki zarzut można postawić praktycznie każdemu menedżerowi w kraju — mówi Ireneusz Król, prezes Centrozapu.
Według prokuratury, prezes Centrozapu, wiedząc o upadłości spółki, zaspokoił tylko jednego wierzyciela, działając na szkodę pozostałych. I z tą argumentacją też nie zgadza się Ireneusz Król. Za postawione zarzuty grozi w sumie dziesięć lat więzienia.
Kolejne potyczki
Niezależnie od śledztwa prokuratury, toczy się proces w Sądzie Rejonowym w Katowicach. To efekt doniesienia wierzycieli, którzy uważają, że zarząd Centrozapu nie złożył w kodeksowym terminie wniosku o ogłoszenie upadłości spółki. Kolejna rozprawa w tej sprawie ma odbyć się 7 grudnia. Jeśli zapadnie niekorzystny wyrok dla zarządu Centrozapu, to może być on pozbawiony m.in. prawa zajmowania stanowisk w spółkach. Zakończył się już natomiast proces wobec byłych pracowników Centrozapu, podejrzanych o oszustwo. Zostali oni uniewinnieni. Chodziło o handel oprogramowaniem Kadia dla Windows, który Centrozap prowadził na zlecenie firm krajowych z przedsiębiorstwami zagranicznymi w 1996 r. To właśnie w związku z tymi sprawami zarzucono śląskiej spółce wyłudzenie podatku VAT w 2000 r. Potem firma musiała zapłacić bardzo wysokie podatki i popadła w tarapaty finansowe. W związku z tym, że m.in. pracownicy zostali uniewinnieni, obecny zarząd spółki zamierza domagać się od urzędu skarbowego odszkodowania ponad 130 mln zł.