Powiało wolnym rynkiem. Dzień po uzyskaniu zatwierdzenia nowej, niższej taryfy gazowej, PGNiG, czyli państwowy moloch w trakcie przeobrażeń, ogłosił program rabatowy dla największych odbiorców przemysłowych. Ucieszyło to akcjonariuszy PGNiG, o czym świadczy piątkowy skok jego giełdowego kursu. Ucieszyło też największych klientów, czyli m.in. grupę Azoty i PKN Orlen. Bo lepiej płacić mniej niż więcej. Co ciekawe, zadowoleni są również konkurenci PGNiG, choć wypowiadają się wyłącznie nieoficjalnie. Pozytywne komentarze słychać też w Urzędzie Regulacji Energetyki. Ale po kolei.

Ukryte „take or pay”
Kurs PGNiG skoczył, bo program rabatowy — pierwszy taki w historii spółki — oznacza, że gigant zamierza bronić udziału w liberalizującym się rynku gazu. W 2014 r. stracił 2 pkt. proc. udziału i kontroluje dziś ok. 92 proc. rynku odbiorców końcowych.
— Rabaty można uznać za cenę, którą PGNiG chętnie zapłaci za utrzymanie lojalności klientów. Bo jest ryzyko, że jeśli już raz zainteresują się zmianą dostawcy, to będą to robić często — mówi Andrzej Kubacki, analityk ING Securities.
Korzyścią dla dużych odbiorców będą zaś dodatkowe zniżki, ponad ogłoszoną w czwartek nową taryfę gazową (największym klientom obniżono maksymalną cenę gazu od 4 do 7 proc.). Idea rabatu zakłada dostosowanie cen do cen gazu na giełdzie. Reakcje są zarówno sceptyczne, jak i optymistyczne.
— To pozytywny sygnał. My jednak prowadzimy własną strategię zakupową, nastawioną na najtańsze produkty na giełdzie gazu, choć rozważamy każdy scenariusz — komentuje Mikołaj Budzanowski, były minister skarbu, a dziś członek zarządu grupy przemysłowej Boryszew.
— Można oczekiwać, że rabaty od PGNiG będą wysokie. Wystarczy zauważyć, że ceny gazu na Towarowej Giełdzie Energii są dziś aż o 14 proc. niższe od nowej taryfy — zauważa Andrzej Kubacki. Przed przesadnym optymizmem ostrzegają jednak, co naturalne, konkurenci PGNiG.
— Nie znamy szczegółów. Wiadomo jedynie, że to formuła cenowa oparta na cenach gazu na giełdzie, ograniczona od góry taryfą. Nie wiemy, jaką marżę zostawi sobie PGNiG. Pamiętajmy też, że to PGNiG zapewnia płynność giełdzie gazu. Ma więc wpływ na cenę — zauważa anonimowo menedżer z firmy konkurującej z PGNiG.
Inny konkurent zwraca uwagę, że taka formuła cenowa może przyciągnąć duże firmy, które samodzielnie na giełdzie gazu jeszcze nie kupują, ale to rozważają. Należy jednak pamiętać o wymogu „odbioru przez klienta co najmniej 80 proc. wcześniej zamówionych ilości paliwa”.
— To w zasadzie sztywna formuła bierz lub płać (take or pay) — zauważa menedżer.
Nadzieja na brak taryf
Mimo słów krytyki konkurenci PGNiG mają powody do zadowolenia. M.in. z powodu zapowiedzi, że rabaty potrwają do końca roku lub do „zwolnienia PGNiG przez URE z obowiązku przedkładania taryf do zatwierdzenia”.
— To daje nadzieję — cieszy się anonimowy konkurent PGNiG. — Nie zdziwiłbym się, gdyby URE, widząc trendy cenowe, jeszcze w tym roku zrezygnowało z taryfowania dostaw dla największych odbiorców — dodaje Andrzej Kubacki. PGNiG poważnie się do tego szykuje.
„Możliwość uwolnienia cen dla przemysłu była sygnalizowana przez URE już ponad 1,5 roku temu. Do tej pory nie nastąpiła, ale jeśli ceny dla przemysłu zostaną uwolnione, to będziemy gotowi” — przekonuje biuro prasowe PGNiG. Gaz na świecie tanieje (również w kontrakcie PGNiG z Gazpromem), bo jest zależny od cen ropy, a te spadają. Dlatego od maja taryfa gazowa jest niższa, a rynek ma nadzieję na kolejne obniżki. Maciej Bando, prezes URE, zapowiadał, że do końca roku obniżka może sięgnąć „kilkunastu procent”.