Czytasz dzięki

Propagandowo Kreml jest potęgą

opublikowano: 30-12-2019, 22:00

Komentarze na styku roku odchodzącego i nowego zawsze stają na rozdrożu między — jak to niegdyś wykpiwał Jan Pietrzak — owocnymi podsumowaniami i zasłużonymi retrospekcjami a wróżeniem przyszłości z fusów. Niniejszy tekst również siedzi okrakiem na kalendarzu, głównie w kontekście nabrzmiewającego problemu międzynarodowego wizerunku Polski.

O północy kończy się nasze dwuletnie rotacyjne członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa (RB). Z ustalonego przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ) klucza geograficznego Polska zajmowała przypisane Europie Wschodniej miejsce szósty raz — czterokrotnie w epoce PRL oraz dwukrotnie w niepodległej RP. Kolejna okazja trafi się dopiero za 22-24 lata, jako że państw w regionie przybyło, a miejsce pozostało jedno. Największym osiągnięciem kończącej się kadencji w RB bezdyskusyjnie był sam wynik tajnego głosowania członków ONZ — jako jedyny kandydat objęliśmy regionalny mandat wynikiem 190:2, co było wyrównaniem rekordu ONZ! Na taką markę państwa bezkonfliktowego III RP pracowała trzy dekady. Notabene dla prezydenta Andrzeja Dudy nawet świetny rezultat to propagandowo jeszcze za mało, nie wiadomo po co upowszechnia tezę o wyborze do RB… bez głosu sprzeciwu, pomijając dwa państwa nam niechętne.

Scenka z uroczystości 1 września 2009 r. na Westerplatte obecnie jest już politycznie niewyobrażalna.
Zobacz więcej

Scenka z uroczystości 1 września 2009 r. na Westerplatte obecnie jest już politycznie niewyobrażalna. Fot. ADAM CHEŁSTOWSKI-FORUM

RB została skonstruowana przez ONZ w 1945 r. w kształcie na koniec wojny, ale po 75 latach już archaicznym. Naprawdę liczy się wyłącznie piątka członków stałych, dysponujących prawem weta: Stany Zjednoczone Ameryki, Rosja (kontynuatorka ZSRR), Chiny, Wielka Brytania i Francja. Dziesiątka niestałych, podlegająca każdego 1 stycznia połówkowej wymianie, to jedynie plankton, którego wpływy ograniczają się do zabierania głosu. Co najwyżej do zaproponowania rezolucji RB na tyle ogólnikowej, aby w najmniejszym stopniu nie tknęła interesów grubych ryb. Takie brutalne realia decyzyjne dotyczyły zarówno Polski w dwulatce 2018-19, jak też dotyczą np. Niemiec (dostały 184 głosy)w ich kadencji 2019-20.

Światowe realia przypominam w kontekście najnowszego starcia wizerunkowego władz Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej. Rozkręcił je prezydent Władimir Putin, budujący własną wersję przyczyn wybuchu drugiej wojny światowej. Zarzucając współudział II RP, odgrywa się na III RP za całokształt, od wzmacniania stacjonującego u nas kontyngentu amerykańskiego przez próby blokowania ukończenia Nord Stream 2 do wykluczenia startu sportowców Rosji w igrzyskach olimpijskich pod państwową flagą. Przede wszystkim zaś władca Kremla przygotowuje grunt pod zaplanowane ze światowym rozmachem obchody 75. rocznicy zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-45. Przypominam tę nazwę, ponieważ w Rosji druga wojna światowa jako kategoria historyczna, a już na pewno w ramach czasowych 1939-45, nie istnieje. Mimo takiego wypaczenia wielcy współczesnego świata zasiądą na trybunie na placu Czerwonym, w tym realnie rysuje się bytność Donalda Trumpa, który zmęczony lotami do Europy wymigał się od jeszcze jednego 1 września 2019 r. do Warszawy. Moskiewski zjazd odbędzie się w sobotę 9 maja 2020 r., czyli akurat w dniu naszej ciszy wyborczej przed przewidywaną 10 maja pierwszą turą wyborów prezydenckich. Taka koincydencja terminów będzie idealnym pretekstem do wytłumaczenia na krajowy użytek nieobecności w Moskwie ubiegającego się o reelekcję Andrzeja Dudy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane