Prywatna medycyna na łasce rywali

  • Alina Treptow
opublikowano: 25-02-2013, 00:00

Firmy alarmują, że zostały pominięte w reformie NFZ. O ich losie zdecydują publiczne szpitale

W branży medycznej temperatura sięga zenitu. Powód? Do konsultacji trafiły założenia do projektu ustawy o instytucjach systemu ubezpieczenia zdrowotnego, nazywanej megareformą Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Przedsiębiorcy działający w branży medycznej alarmują, że zostali pominięci w założeniach do projektu. Dla ich przedstawicieli nie przewidziano miejsca w radach, które będą decydować o podziale publicznych funduszy — w odróżnieniu od samorządowców, którzy są jednocześnie właścicielami szpitali.

— Bez dwóch zdań jest to konflikt interesów i dyskryminacja przedsiębiorców — uważa Adam Rozwadowski, prezes giełdowego Enel-Medu.

Nie dadzą rady

„Pulsowi Biznesu” udało się dotrzeć do założeń do projektu. W każdym regionie — ma ich być 16 — powstaną dwie rady: rada nadzorcza wojewódzkiego funduszu zdrowia oraz rada ds. oceny potrzeb zdrowotnych. Pierwsza będzie wybierała i kontrolowała prezesa wojewódzkiego funduszu zdrowia. Zasiądą w niej przedstawiciele wojewody, marszałka województwa, starostów oraz Ministerstwa Zdrowia, które — jak przewidują eksperci — wraz z przedstawicielami wojewody będzie miało decydujący głos. Dla przedstawicieli przedsiębiorców miejsca zabrakło. Nie ma ich również w wojewódzkich radach ds. oceny potrzeb zdrowotnych, które powstaną przy wojewodach. Tam oprócz wojewody, który będzie odgrywał kluczową rolę, znajdą się regionalni eksperci z Państwowego Zakładu Higieny oraz urzędu statystycznego, prezes wojewódzkiego funduszu zdrowia oraz przedstawiciele samorządów. Wspólnie opracują mapę potrzeb zdrowotnych, która odpowie na pytanie, gdzie i jakich świadczeń medycznych brakuje, a gdzie jest ich np. nadpodaż. Zgodnie z mapą potrzeb prezes oddziału będzie później rozdzielał publiczne pieniądze. Zdaniem Roberta Mołdacha, eksperta ds. gospodarki zdrowotnej w Pracodawcach RP, obecność w radach daje samorządowcom bardzo dużą władzę.

— Trudno nie zauważyć nierównowagi między publicznymi placówkami medycznymi, których właściciele zasiądą w radach, a prywatnymi, którzy nie będą mieli w nich przedstawicieli. Wiadomo, że samorządowcy będą lobbować za rozwiązaniami korzystnymi dla ich szpitali — uważa Robert Mołdach.

Pracodawcy RP wysłali też pismo do resortu zdrowia, w którym zwracają uwagę, że takie założenia dyskryminują przedsiębiorców. Zdaniem Adama Rozwadowskiego, prezesa Enel-Medu, reprezentanci prywatnego biznesu medycznego powinni się znaleźć w obu radach. Co ciekawe, samorządowcy też są tego zdania. Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich (ZPP) uważa, że im bardziej rady będą zróżnicowane, tym lepiej.

— Oprócz przedstawicieli resortu na liście powinni znaleźć się samorządowcy, przedsiębiorcy czy reprezentanci środowiska pacjentów. Pozwoli to spojrzeć na leczenie z różnych perspektyw — mówi Marek Wójcik. Jego wątpliwości budzi natomiast pomysł, by tak daleko idące uprawnienia dostali wojewodowie.

— To nieuzasadniony krok wstecz. Ustawodawca już raz ograniczał władzę wojewodów — przypomina przedstawiciel ZPP.

Zdaniem eksperta, proponowane rozwiązania mogą zniechęcić inwestorów do kolejnych projektów. — To zła wiadomość zarówno dla przedsiębiorców, jak i samorządowców — podkreśla Marek Wójcik.

Jest szansa na zmiany

Eksperci nie tracą jednak nadziei. Prace nad ustawą są dopiero na etapie projektowania założeń, co oznacza, że piłka wciąż jest w grze. Robert Mołdach zwraca uwagę, że resort zdrowia po raz pierwszy konsultuje projekt jeszcze przed jego publikacją. — To zasługuje na pozytywną ocenę i pozwala mieć nadzieję, że nasze uwagi zostaną uwzględnione — mówi Robert Mołdach. W przyszłym tygodniu odbędzie się kolejne spotkanie przedsiębiorców i resortu zdrowia poświęcone reformie NFZ. W ciągu najbliższych dwóch tygodni zostanie opublikowany poprawiony w ramach konsultacji projekt założeń do ustawy.

Cenny głos

Dzisiaj dyrektorzy oddziałów NFZ są wskazywani przez prezesa funduszu, którego wybiera premier. Jego wybór nadal będzie wymagał zgody premiera, ale do głosu dopuszczono również samorządowców. Zgodnie z założeniami do projektu ustawy będą też mieli wpływ na politykę zdrowotną regionu, która dzisiaj jest ustalana centralnie. Głosu przedsiębiorców nie uwzględniono, choć ich udział w rynku rośnie z roku na rok. Według szacunków Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych, w podstawowej opiece zdrowotnej niepubliczne placówki mają 93-95 proc. rynku wartego 7,6 mld zł. W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, wartej 5 mld zł, ich udział sięga 90 proc. W szpitalnictwie, według szacunków Pracodawców RP, mają około 7 proc. tortu wartego 30 mld zł.

OKIEM EKSPERTA

I to skandal

ANDRZEJ SOKOŁOWSKI

prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych

Pominięcie przedsiębiorców w założeniach do ustawy jest nie do zaakceptowania. Dzisiaj co dziesiąty pacjent leczy się w szpitalu niepublicznym. W ambulatoryjnej opiece medycznej w prywatnych rękach jest ponad 90 proc. placówek, a podstawowa opieka zdrowotna jest niepubliczna niemal w 100 proc. Jeśli postulat przedsiębiorców w sprawie miejsca w radach zostanie uwzględniony, projekt można będzie uznać za niezły. Podobny działa za Odrą, gdzie się sprawdza.

OKIEM EKSPERTA

Złoty środek

MARIUSZ IGNATOWICZ

ekspert PwC

Placówek medycznych, które starają się o kontrakty z NFZ, przybywa, a pieniędzy w publicznej kasie — nie. Dlatego rynek wymaga regulacji. Trzeba też zrobić porządek z tzw. złą konkurencją. Powstawanie prywatnych klinik, które leczą tylko w ramach dobrze wycenianych procedur, gdy jednocześnie upadają duże publiczne szpitale, to nie jest dobry kierunek. Znalezienie złotego a środka z pewnością nie będzie łatwe, jednak systemowa reforma jest konieczna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane