PRYWATNE SZKOŁY WYŻSZE CZEKA REGRES

Surmacz Wojciech, Górecki Radosław
opublikowano: 2000-05-12 00:00

PRYWATNE SZKOŁY WYŻSZE CZEKA REGRES

Na pełne wykształcenie trzeba wydać prawie 200 tys. zł

Największe zapotrzebowanie jest na prywatne szkoły podstawowe, zawodówki wypełniły lukę po państwowych placówkach, licea przeżywają nagonkę mediów i organów kontrolnych, a szkoły wyższe już niedługo będą walczyć o przetrwanie. Tak w skrócie wygląda prywatne szkolnictwo w Polsce.

W październiku 1991 roku weszła w życie ustawa o systemie oświaty. To właśnie ten akt prawny umożliwił działalność polskim szkołom niepaństwowym. Swoistą eksplozję prywatny rynek edukacyjny przeżywał w latach 1994-96. Dzisiaj sytuacja na nim ponoć się stabilizuje. Obecnie nie ma już tak dużej dynamiki wzrostu w tym sektorze. Najwięcej szkół prywatnych w dalszym ciągu powstaje jednak w dużych aglomeracjach miejskich. Dużo gorzej jest w małych miastach.

Podstawowe problemy

Wysokość czesnego w niepaństwowych szkołach podstawowych i gimnazjach zależy od ich lokalizacji. W dużych miastach — Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, jest najdrożej. Tam prywatna nauka kosztuje 700-1000 zł miesięcznie. W mniejszych miastach czesne w prywatnej placówce wynosi 500-600 zł.

Z relacji Danuty Chutowskiej, wizytatora ds. szkół publicznych w Departamencie Kształcenia i Wychowania Ogólnego Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) wynika, że szkoły niepaństwowe stanowią w Polsce tylko nieco ponad 1 proc. ogólnej liczby podstawówek. Nie świadczy to jednak o tym, że jest tak mały popyt na edukację prywatną na tym szczeblu.

— W dużych miastach naprawdę bardzo trudno znaleźć miejsce dla dziecka. To, że liczba tego typu szkół jest niewielka, wynika z kilku czynników. Szkoły podstawowe bardzo często borykają się z problemami lokalowymi — twierdza Danuta Chutowska.

Jej zdaniem, jest to rynek o bardzo dużym, nie wykorzystanym jeszcze w naszym kraju, potencjale. To właśnie w tym sektorze edukacji prywatnej można się jeszcze spodziewać dość dużego ożywienia.

Licealna słabość

Na średnim poziomie edukacji niepaństwowej sytuacja jest już bardziej skomplikowana niż na szczeblu podstawowym. Nie ma problemów, jeżeli chodzi o licea ogólnokształcące. Tutaj wszystko jest jasne. Prywatne ogólniaki stanowią blisko 5 proc. ogólnej liczby polskich liceów.

— Te placówki działają na jasnych zasadach. Są naturalnym przedłużeniem edukacji podstawowej. Zastanawiające jest jedynie to, że wysokość czesnego w szkołach średnich ogólnokształcących utrzymuje się praktycznie na takim samym poziomie jak w szkołach podstawowych. Nie ma na nie wpływu wyższy stopień kwalifikacji kadry i trudności nauczania — uważa Danuta Chutowska.

— W liceach niepaństwowych nauczyciele mają na pewno wyższe pensje, ale prowadzenie tego typu szkoły prywatnej to nie jest intratny interes. Na ogół nikt nie dokłada do tej działalności, ale jej prowadzenie można potraktować jako satysfakcję z realizacji pewnych ideałów edukacyjnych — mówi Joanna Michałowska, wiceprezes Stowarzyszenia Szkół Prywatnych w Warszawie.

Jak dodaje, wciąż można zaobserwować medialną nagonkę na prywatne licea. Nawet w popularnych serialach telewizyjnych padają zwroty: „jeśli się uczyć, to na pewno nie w szkole prywatnej”.

Zawodowe triki

Inaczej sytuacja wygląda w prywatnym sektorze zawodowych szkoł średnich i policealnych. Koszt kształcenia w tych placówkach to 300-1200 zł miesięcznie.

— Policealne i średnie szkoły zawodowe stawiają na ilość, i stosują bardzo różne sztuczki i metody na zarabianie pieniędzy. Działają na bazie dawnych publicznych szkół zawodowych, które zostały zlikwidowane. Powiedzmy, że w jednej szkole uczy się około 850 dorosłych osób, które spotykają się w trybie zaocznym np. co 1-2 tygodnie. Koszt ich kształcenia jest minimalny, ale zgodnie z obowiązującym prawem, takiej placówce przysługuje dofinansowanie z budżetu — relacjonuje Danuta Chutowska.

Szkoły tego typu to w dużej mierze placówki kształcące w trybie zaocznym i wieczorowym. Reklamują się zwykle twierdząc, że uczą zawodów bardzo atrakcyjnych, takich jak marketing, reklama itp. Danuta Chutowska uważa, że ludzie, którzy je kończą mają większe szanse zdobycia pracy od tych którzy uczęszczali do szkół średnich państwowych.

Biznes czy misja

W przypadku szkolnictwa wyższego czesne w instytucjach niepaństwowych waha się w granicach 2,4-11 tys. zł za rok. Uczelnie niepaństwowe znalazły już bardzo wyraźne miejsce na krajowym rynku edukacyjnym. Z ogólnej liczby 1,4 mln studentów w Polsce, w uczelniach prywatnych studiuje około 400 tys. osób.

— Nie zapominajmy jednak o tym, że około 500 tys. studentów uczelni państwowych też płaci za naukę. Dzisiaj mamy w kraju około 100 wyższych uczelni państwowych i 173 szkoły niepaństwowe — informuje Tadeusz Popłonkowski, dyrektor Departamentu Szkolnictwa Wyższego Ministerstwa Edukacji Narodowej.

O tym, jak duże jest zainteresowanie tego typu działalnością może świadczyć to, że w MEN rozpatrywanych jest obecnie około 100 wniosków szkół ubiegających się o status wyższej uczelni.

— Prowadzenie prywatnej wyższej uczelni się opłaca. Najlepszym tego dowodem jest to, że w Polsce działa skutecznie ponad 100 takich szkół. Zgodnie z prawem polskim są to instytucje non profit. W prawidłowo działającej placówce tego typu cały dochód powinien być reinwestowany. W mojej szkole osiągamy zysk rzędu 500-600 tys. USD (2,2-2,6 tys. zł) rocznie. Jest on wypracowany tylko w wyniku działalności szkoły, bez uwzględnienia dotacji. Roczne czesne w naszej uczelni to 1665 USD (7,3 tys. zł). Jeśli spojrzymy na dotacje do szkół państwowych, to okaże się, że ilość pieniędzy przeznaczona na jednego studenta jest większa w uczelni państwowej niż u mnie. Po prostu jesteśmy sprawniejsi w zarządzaniu pieniędzmi — mówi Krzysztof Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu z Nowego Sącza.

Dodaje, że szkoły prywatne nie są zakładane przez inwestorów, którzy myślą o czerpaniu z takiej działalności korzyści finansowych. Jego zdaniem, są to przede wszystkim grupy profesorskie, w 80 proc. przypadków ludzie związani ze szkolnictwem, którzy realizują swoją życiową misję.

— Nie ukrywam jednak, że na tym zarabiam. Wynagrodzenie pobieram w formie kontraktu menedżerskiego zawartego z uczelnią. Jego miesięczna wysokość to 3 tys. USD (13,2 tys. zł) — dodaje Krzysztof Pawłowski.

Wynająć sobie szkołę

Wiele osób chcących rozpocząć edukację w prywatnej uczelni zadaje sobie pytanie, w jaki sposób można sprawdzić, czy szkoła prywatna, do której ma zamiar uczęszczać, jest dobrze zarządzana. Nie wszyscy chcą na ten temat rozmawiać, jednak pragnący zachować anonimowość przedstawiciel jednej z takich placówek podkreślił, że jedną z ważniejszych spraw jest sprawdzenie, czy majątek szkoły rzeczywiście należy do niej, czy też jego właścicielem jest założyciel uczelni. Majątek szkoły, czyli np. grunty i budynki, powinien być jej własnością w 100 proc. Jeśli tak nie jest, może się okazać, że jej właściciele wynajmują budynek własnej szkole, wyprowadzając z niej w ten sposób pieniądze. Student ma prawo zażądać takich informacji. Jeśli szkoła nie chce ich udostępnić, to sygnał, że majątek szkoły może w rzeczywistości należeć do kogoś innego.

Skąd pieniądze

Prywatne wyższe uczelnie obracają wcale niemałymi kwotami. Ich ujawnienie ułatwia ponoć uzyskanie pomocy dla szkoły z zagranicy.

— Co roku jesteśmy audytowani w PricewaterhouseCoopers, wszystkie nasze finanse są przejrzyste. To otwiera nam drogę np. do pozyskania sponsorów zagranicznych. Jednak zaznaczam, że nie można opierać działalności uczelni tylko na dotacjach, gdyż może to być niebezpieczne — informuje Krzysztof Pawłowski.

Roczny budżet Wyższej Szkoły Biznesu z Nowego Sącza kształtuje się na poziomie 20 mln zł. Z tego, według przedstawicieli szkoły, 18 mln zł pochodzi z czesnego.

— Obecnie nie potrzebujemy pomocy finansowej z zewnątrz, jednak w początkowej fazie naszej działalności cieszyliśmy się z pomocy sponsorów rzędu 10-20 tys. USD. Od początku funkcjonowania uczelni wpływy uzyskane z różnych grantów i dotacji to 2,5 mln USD. Nie zawsze była to jednak gotówka. Na przykład z USA przysłano nam profesorów uniwersyteckich na pełne cykle wykładów, a to pozwoliło nam na niezatrudnianie dodatkowej kadry — dodaje Krzysztof Pawłowski.

Nadciąga regres

Okazuje się, że dla wielu prywatnych uczelni wyższych najbliższe lata zadecydują o ich być albo nie być.

— Jaka będzie przyszłość? Po 2005 roku nastąpi spadek liczby 19-latków, czyli spadnie również liczba klientów wyższych uczelni prywatnych. Wtedy być może będzie można powiedzieć o pewnym regresie na tym rynku — przewiduje Tadeusz Popłonkowski.

Natomiast Krzysztof Pawłowski twierdzi, że w przyszłości w Polsce będzie funkcjonować od 30 do 50 szkół wyższych prywatnych. Jego zdaniem, reszta nie znajdzie odpowiedniej liczby studentów.

— Rynek szkolnictwa prywatnego będzie kształtować się przez kilka pokoleń. Obecnie jeszcze zdarzają się szkoły, które nastawione są głównie na zdobywanie pieniędzy. Moim zadaniem, uczciwsze byłoby sprzedawanie dyplomów ukończenia szkoły w kiosku. Oczywiście w końcu nastąpi weryfikacja i na rynku pozostaną najlepsi — dodaje Piotr Bielawski, właściciel firmy AP RP Public Relations i wykładowca kilku uczelni prywatnych i państwowych.

Wojciech Surmacz, Radosław Górecki

NAGONKA: Joanna Michałowska, wiceprezes Stowarzyszenia Szkół Prywatnych w Warszawie uważa, że niestety wciąż daje się w naszym kraju zauważyć medialną nagonkę na prywatne licea, co nie ułatwia prowadzenia takich placówek. fot. Borys Skrzyński

TU JEST RYNEK: Danuta Chutowska, wizytator ds. szkół publicznych w Departamencie Kształcenia i Wychowania Ogólnego Ministerstwa Edukacji Narodowej twierdzi, że największe jest zapotrzebowanie na prywatne szkoły podstawowe w dużych aglomeracjach miejskich. fot. MP