Prywatyzacja tworzenia przepisów podatkowych

Prof. dr hab. Witold Modzelewski,
opublikowano: 14-01-2009, 00:00

Zapomnijmy o wykonaniu planowanych na 2009 rok dochodów budżetowych. I wcale nie dlatego, że mamy od lat kłopoty z umiejętnością formułowania tzw. prognoz makroekonomicznych, na podstawie których Sejm uchwala zupełnie poważnie budżet państwa w części dotyczącej dochodów budżetowych na dany rok. Przyczyna niewykonania tego planu jest prozaiczna: ktoś skłonił ustawodawcę, aby popsuł przepisy, stwarzając luki, w których znikną grube miliardy. Warto ujawnić publicznie jeden przykład, ku przestrodze na przyszłość. Idzie o wierzytelności na rzecz tzw. sektora publicznego, w tym szpitali, gmin oraz sektora finansowego.

Ustawodawca stworzył "patent" jak dobrze zarobić na podatkach i to w sposób wielokrotny. Mechanizm obowiązujący od 1 grudnia 2008 r., na mocy nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług, jest następujący: podmiot, który dostarcza towary lub świadczy na rzecz tego sektora usługi, które są opodatkowane podatkiem od towarów i usług, wie, że ze względu na charakter działalności tych podmiotów VAT nie podlega u nich odliczeniu. Jeżeli odbiorca nie zapłaci faktury (w całości lub części) w 180 dni od upływu terminu płatności, co np. w przypadku jednostek służby zdrowia nie jest wcale niczym oryginalnym, dostawca po kilku prostych formalnościach skoryguje swój VAT, czyli jego wierzytelność, która powstaje brutto na tym samym poziomie, już nie jest opodatkowana. Tym samym dostawca zarabia (na razie na papierze) prawie jedną piątą należności. Następnie może tę wierzytelność sprzedać (np. do firmy handlującej długami), która po potrąceniu swojej prowizji, wypłaci już prawdziwe pieniądze na rachunek zbywcy. Jeżeli nabywca w końcu spłaci ten dług, już na rzecz nabywcy tej wierzytelności, to nie spowoduje to powtórnego opodatkowania VAT-em tych wierzytelności, gdyż obiektywnie występuje on tylko wtedy, gdy dłużnik zapłaci po korekcie wierzytelności pierwotnemu wierzycielowi: o zapłacie, która nastąpi na ręce osoby trzeciej, wierzyciel nigdy się nie dowie. Ile będzie wynosił realny zarobek na tych operacjach? W sensie bilansowym będzie to kwota skorygowanego należnego VAT-u, a strata na zbyciu tej wierzytelności, będąca różnicą między jej wartością a ceną sprzedaży będzie dodatkowo kosztem uzyskania przychodu, czyli o tę kwotę jeszcze pomniejszymy podstawę opodatkowania podatku dochodowego. Późniejsza zapłata tej wierzytelności nie spowoduje przywrócenia opodatkowania. Tak więc budżet traci trzy razy.

Warto wiedzieć, że operacje te można zrobić na wszystkich wierzytelnościach również za lata poprzednie (obecnie za rok 2007 i 2008). Tak więc dobre współdziałanie sprzedawcy, kupującego i firmy handlującej wierzytelnościami pozwala "optymalizować opodatkowanie" i nie płacić podatków. Warto przypomnieć, że część tzw. opiniotwórczych mediów do znudzenia powtarzało, że na tę nowelizację oczekiwali "przedsiębiorcy". Teraz już wiemy którzy.

To niejedyny kwiatek na tej łące nowelizacji przepisów podatkowych 2009 r., ale zapewne bardziej kosztowny dla budżetu. Mam w związku z tym prośbę do polityków: chyba warto dobrze przyjrzeć się tym wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tych przepisów i definitywnie podziękować im za udział w procesie legislacyjnym. Nie wierzę, że powstały one w wyniku niekompetencji tych, którzy podrzucili posłom ten pomysł. Politycy, a przede wszystkim rząd, powinni chyba lepiej dobierać sobie "ekspertów" oraz "społecznych doradców", którzy kręcą się po korytarzach ministerstw i parlamentu: gdy nie zaoponowali w momencie uchwalania tych przepisów, to albo nie mają o podatkach zielonego pojęcia, albo… Rząd nie był formalnie wnioskodawcą tych przepisów, lecz musi szybko posprzątać po partaczach lub lobbystach.

Niestety jest to problem ogólniejszy. Władza publiczna od dłuższego czasu straciła faktyczną kontrolę nad tym, co się dzieje w przepisach podatkowych. Już ponad dwa lata temu dotarła do opinii publicznej informacja, że w resorcie finansów spotykają się jakieś "koleżeńskie" zespoły i piszą ustawy, które następnie z całą powagą przedkładane są przez rząd parlamentowi, który nawet nie wie, co uchwala. Informacja ta przeszła zupełnie bez echa, choć w każdym normalnym kraju byłoby to skandalem. U nas, jak widać, prywatyzacja obejmie również tworzenie przepisów prawa.

Chyba warto dobrze przyjrzeć się tym wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tych przepisów i definitywnie podziękować im za udział w procesie legislacyjnym.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski,

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Prof. dr hab. Witold Modzelewski,

Polecane