Przechorowana praca

Dorota Czerwińska
20-03-2009, 00:00

Boimy się, że kilka dni na zwolnieniu spowoduje spiętrzenie obowiązków i zmniejszy pensję. Ale są i tacy, którzy z L4 przesadzają.

Im niższe stanowisko, tym częstsza absencja chorobowa

Boimy się, że kilka dni na zwolnieniu spowoduje spiętrzenie obowiązków i zmniejszy pensję. Ale są i tacy, którzy z L4 przesadzają.

Z danych ZUS wynika, że w 2008 r. Polacy pobili rekord dni absencji chorobowej. Łącznie na zwolnieniach lekarskich byliśmy 194,5 mln dni, o ponad 7 mln więcej niż rok wcześniej. Także z badań PricewaterhouseCoopers (PwC) wynika, że należymy do najbardziej chorowitych narodów w Europie Środkowo-Wschodniej. Wskaźnik absencji chorobowej (liczba dni na zwolnieniu podzielona przez liczbę dni roboczych) przekracza u nas 5 proc. To dwa razy więcej niż w Rumunii. A średnia dla regionu to 2-3 proc. Koszty absencji też są u nas najwyższe.

— O ile średnia dla całej Europy Środkowo-Wschodniej wynosi około 2 tys. zł, w Rumunii — 1,5 tys. zł, to w Polsce — aż 6533 zł. Nie dość bowiem, że często chodzimy na zwolnienia, to na dodatek mamy najwyższe wynagrodzenie w regionie — wyjaśnia Paweł Dziechciarz z PwC.

Wskaźnik absencji określa się często jako czynnik zaangażowania pracowników. Jest on także wysoki w krajach zachodnich, gdzie — zdaniem Pawła Dziechciarza — pracownicy są mniej zaangażowani, mają mniejszy związek z firmą. Inaczej jest w naszym regionie. Ale oprócz Polski. My specjalizujemy się zwłaszcza w wielomiesięcznych zwolnieniach.

— Sezon grypowy dziwnie przypada u nas na miesiące letnie, kiedy są prace polowe w Polsce i prace sezonowe za granicą. Ludzie często uciekają na zwolnienie również wtedy, gdy obawiają się utraty pracy — zauważa specjalista z PwC.

Im wyżej w firmowej hierarchii, tym wskaźnik absencji chorobowej niższy. Dla dyrektorów wynosi 2 proc., kierowników — 3 proc., specjalistów — 4 proc., a dla pracowników najniższego szczebla — aż 5 proc. Ale z kolei osoby bardzo zaangażowane w pracę często przesadzają w drugą stronę — i przychodzą chore do firmy.

Za L4 z góry dziękują

Zdaniem Katarzyny Bukol-Krawczyk, lekarza medycyny rodzinnej z CM Enel-Med, jest grupa pracowników, w tym sporo menedżerów, którzy do lekarza przychodzą dość rzadko. A jeśli dopada ich przeziębienie, to po fachową pomoc zgłaszają się po blisko tygodniu chorowania, gdy mimo stosowania dostępnych bez recepty leków infekcja nie ustępuje.

— Często jest to uporczywy kaszel, silny ból gardła, bóle zatok. Nawet w tych sytuacjach spotykam się z pytaniem: "Czy muszę zostać w domu? Czy zarażam?". Pacjenci zawsze oczekują jak najszybszej poprawy i jak najkrótszego zwolnienia — mówi Katarzyna Bukol-Krawczyk.

A Małgorzata Okręglicka, lekarz medycyny pracy z CM LIM, wyróżnia trzy postawy wśród pracowników, którzy nie chcą brać zwolnień lekarskich.

— Jedni twierdzą, że i tak będą musieli wykonać czekającą na nich pracę po powrocie z L4 i to pod presją czasu, a wynagrodzenie będzie pomniejszone o chorobowe. Inni mówią, że przyjdą po zwolnienie za dzień lub dwa, jak tylko uporządkują sprawy w firmie. Przychodzą po pewnym czasie, ale bardziej chorzy. Jeszcze inni twierdzą, że zamiast zwolnienia wezmą dwa, trzy dni urlopu. Czy to robią? Nie wiemy. Wiemy natomiast, że bardzo zależy im na pracy — opowiada dr Okręglicka.

Chorym, którzy zgłaszają się pod koniec tygodnia, lekarze często proponują pozostanie w domu w piątek i w weekend lub w weekend i w poniedziałek.

— Zdarza się, że pracownicy nie chcą jednodniowych zwolnień. Twierdzą, że pracodawcy mogą ich podejrzewać o problemy alkoholowe — zdradza Małgorzata Okręglicka.

Nie zarażaj

Zdaniem lekarzy jest też wielu pacjentów, którzy mówią, że do przychodni wysłał ich szef, bo się bał rozszerzenia infekcji wśród pracowników.

— To jak najbardziej chwalebne postępowanie. Każda chora kichająca i kaszląca osoba, zwłaszcza przebywająca osiem godzin w klimatyzowanym i niewietrzonym pomieszczeniu, zaraża kolejne dwie lub trzy — informuje Katarzyna Bukol-Krawczyk.

Przychodzenie do pracy z infekcją górnych dróg oddechowych zwiększa ryzyko wystąpienia powikłań i wydłuża czas chorowania.

— Chory organizm jest osłabiony i trzeba mu stworzyć warunki do walki z chorobą.

W krajach zachodnich zaleca się, aby pracownik z wirusową infekcją górnych dróg oddechowych pozostał w domu od jednego do trzech dni, co pozwala na odpowiedni wypoczynek, picie dużej ilości płynów i przestrzeganie lekkiej diety. Jeżeli objawy się nasilą, to wówczas pacjent zgłasza się do lekarza, który decyduje o dalszym postępowaniu i zwolnieniu choro-bowym — mówi dr Małgorzata Okręglicka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Przechorowana praca