Przedsiębiorcom śnią się wakaty

Skargi biznesu potwierdzają statystyki. Liczba wolnych miejsc pracy jest już najwyższa od wybuchu kryzysu

Rynek pracy nad Wisłą przeżywa najlepszy okres od ćwierć wieku. Stopa bezrobocia rejestrowanego w listopadzie wyniosła zaledwie 8,2 proc. — to najniższy poziom notowany w tym miesiącu od 1991 r. Według unijnej metodologii liczenia jest jeszcze lepiej. We wrześniu liczba osób bez pracy po raz pierwszy spadła poniżej miliona — nie udało się tego osiągnąć nawet w najlepszych pod względem koniunktury gospodarczej miesiącach 2007 i 2008 r. Mimo hamującej gospodarki optymizm na rynku pracy na razie nie słabnie, dla pracodawców zaczyna się jednak prawdziwy ból głowy. Ze statystyk GUS wynika, że na koniec trzeciego kwartału liczba wolnych miejsc pracy przekroczyła już 95 tys. To poziom o blisko jedną trzecią wyższy niż rok temu i nienotowany od końca 2008 r.

Rośnie deficyt

Firmy zajmujące się doradztwem i pośrednictwem na rynku pracy od wielu miesięcy informują o skargach przedsiębiorców na problemy ze znalezieniem siły roboczej. Ostatnio wyniki badań przedstawiła ManpowerGroup. Okazuje się, że już 45 proc. firm narzeka na niedobór pracowników. To najwyższy odsetek od sześciu lat.

Według ankietowanych menedżerów odpowiedzialnych za rekrutację, od kilku lat największy deficyt jest wśród wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Do tej grupy należą m.in. mechanicy, elektrycy, spawacze, monterzy, operatorzy wózków widłowych, murarze, drukarze, stolarze czy tokarze. Na drugiej pozycji są kierowcy, a zaraz za nimi inżynierowie.

Według ekspertów ManpowerGroup, problem dotyczy też osób bez konkretnych kwalifikacji, czego dowodem są trudności ze znalezieniem chętnych do najprostszych prac fizycznych. Z danych GUS wynika, że tradycyjnie najmocniej problemy rekrutacyjne odczuwa sektor prywatny — tam czeka prawie 85 tys. wakatów, z czego aż blisko 44 proc. w firmach średnich i dużych.

Kowalski ma na rynku pracy coraz silniejszą pozycję, co widać także w wynagrodzeniach. W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy pensje w sektorze przedsiębiorstw urosły przeciętnie o ok. 4 proc. r/r przy wzroście zatrudnienia o niecałe 3 proc. Bank centralny regularnie sprawdza, co słychać w firmach nad Wisłą — obecnie blisko 57 proc. ankietowanych deklaruje, że odczuwa presję płacową, a 13 proc. przyznaje, że wzrosła w porównaniu z poprzednim kwartałem. Ekonomiści banku Citi Handlowy twierdzą wręcz, że rynek pracy staje się barierą rozwoju dla coraz większej liczby firm i chociaż dotychczas nie przekładało się to na istotny wzrost wynagrodzeń, jeśli pojawi się inflacja, problem zacznie nabierać znaczenia.

Oferty czekają

Najwięcej wolnych miejsc było w przetwórstwie przemysłowym (27 proc.), handlu i naprawie pojazdów samochodowych (19,2 proc.) oraz budowlance (7,8 proc.). W trzecim kwartale szefowie firm byli gotowi dać pracę głównie robotnikom przemysłowym i rzemieślnikom (ponad jedna czwarta ofert), specjalistom (18 proc.), a także operatorom oraz monterom maszyn i urządzeń (14,9 proc.). W ujęciu regionalnym niekwestionowanym liderem pod względem liczby wakatów było województwo mazowieckie.

Na Mazowszu nieobsadzone było co piąte wolne miejsce zatrudnienia. Na Śląsku i w Wielkopolsce niewykorzystanych było ponad 10 proc. ofert pracy. To regiony, w których stopa bezrobocia jest sporo poniżej średniej dla całego kraju. Tam, gdzie bezrobocie wciąż jest problemem, nie bardzo jest w czym przebierać.

Na Podlasiu, w Świętokrzyskiem oraz na Warmii i Mazurach wolne miejsca pracy stanowią od 1,3 do 2,4 proc. puli dla całej Polski. GUS obliczył też, że tylko w tym roku powstało blisko pół miliona miejsc pracy, a likwidacji uległo 224 tys. Na koniec trzeciego kwartału wciąż nieobsadzone było ponad 24 tys. z nich. Zapotrzebowanie na pracowników jest silne już od dawna. W ciągu ostatnich czterech lat tylko w jednym kwartale więcej miejsc zatrudnienia zlikwidowano, niż stworzono. Zdarzyło się to pod koniec 2012 r., a począwszy od 2014 r., przedsiębiorcy nieprzerwanie dają więcej okazji do zarobku, niż likwidują. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Ratunek zza granicy

KRZYSZTOF INGLOT

pełnomocnik zarządu Work Service’u

Wciąż powstaje bardzo dużo miejsc pracy, ale coraz większym problemem staje się ich obsadzenie. To ogromne wyzwanie dla rozwijającej się gospodarki, dla której brak kadr może być jednym z hamulców. Z największymi trudnościami rekrutacyjnymi borykają się sektory przemysłowy i motoryzacyjny, które nie są w stanie pozyskać wykwalifikowanych pracowników technicznych. W warunkach rekordowo niskiego bezrobocia te zjawiska nie powinny dziwić, ale zaczynamy mieć do czynienia z lokalizacjami o tzw. naturalnym bezrobociu [wynikającym z braku chęci podjęcia pracy albo związanym z jej zmianą — red.]. Poznań, Wrocław, Katowice, Bielsko-Biała, Tychy, Sopot czy Warszawa notują obecnie rejestrowane bezrobocie na poziomie 2-3,5 proc. Znalezienie odpowiednich kandydatów w takich miejscach jest bardzo trudne. Migracje wewnętrzne w Polsce wciąż nie ruszyły, więc firmy posiłkują się pracownikami zza granicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Przedsiębiorcom śnią się wakaty