Firmy nie radzą sobie z zabezpieczeniem przed ryzykiem walutowym. Może dlatego większość z nich jest za szybkim wejściem do strefy euro.
Aż 70 proc. z blisko 200 firm, które uważają się za narażone na ryzyko walutowe, przebadanych przez specjalistów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie (WSIiZ), odczuło negatywne skutki zmian kursu złotego w ostatnim roku. A przecież większość z nich starała się ograniczyć ryzyko walutowe — wynika z badań WSIiZ przeprowadzonych wśród największych polskich przedsiębiorstw z branży niefinansowych.
Brak koncentracji
— Mogły podjąć próbę ograniczenia ryzyka dopiero po wystąpieniu negatywnych skutków. Dlatego do końca nie wiadomo, czy firmy nieskutecznie się zabezpieczały, czy też robiły to zbyt późno — zastanawia się Marian Wargacki, dyrektor Instytutu Gospodarki WSIiZ.
Firmy mają zresztą problem nie tylko z wczesnym dostrzeganiem potencjalnych strat, ale także z identyfikacją obszarów zagrożenia. Zaledwie co szósta zwraca uwagę na niekorzystne efekty ruchów kursu dla wartości kredytów walutowych.
Na własny rachunek
Z badań wynika również, że przedsiębiorcy próbują ograniczyć ryzyko wewnętrznymi działaniami, stosunkowo rzadko korzystając z usług banków (co czwarty) czy wyspecjalizowanych firm (co szósty).
Najczęściej stosują zabezpieczenie za pomocą kontraktów forward i hedgingu naturalnego (równoważenie przepływów walutowych poprzez dostosowywanie wielkości eksportu i importu).
— Przedsiębiorstwom wciąż brakuje specjalistycznej wiedzy. Duże trudności sprawia im również brak jednoznacznych przepisów w sprawie księgowania i wyceny instrumentów pochodnych, a także przejrzystych zasad podatkowych — dodaje Marian Wargacki.
Według większości ankietowanych przedstawicieli firm, Polska jak najszybciej powinna wstąpić do strefy euro. Najczęściej wskazywanym kursem, przy jakim powinno to nastąpić, jest 4,00-4,24 zł.