Gdy główni ekonomiści banków, giełdowi analitycy i ministrowie z drżeniem serca śledzą co miesiąc zmiany wskaźników ekonomicznych, by na ich podstawie prognozować, czy kryzys rzeczywiście ma się ku końcowi, gdy z obawami śledzą doniesienia o stanie gospodarki Stanów Zjednoczonych, Niemiec i pozostałych najprężniejszych ekonomicznie krajów, gdy przebąkują nieśmiało, że najgorsze już mamy za sobą, przedstawiciele Gazel Biznesu — czyli najbardziej dynamicznych polskich firm — przyznają, że pierwsze dwa miesiące 2010 r. są dla nich dużo trudniejsze niż początek roku ubiegłego, na który przypadło przecież dno światowego kryzysu.
Co się stało? Czy to druga fala dekoniunktury? Czy najgorsze dopiero przed nami? Niekoniecznie. Przedsiębiorcy przekonują, że dziś bardziej od załamania światowej gospodarki ich firmom szkodzi zima. Mróz wstrzymuje inwestycje budowlane, również te infrastrukturalne, współfinansowane przez Unię Europejską, które w dużej mierze ratują kondycję firm budowlanych, cierpiących wskutek załamania rynku nieruchomości. Zasypane śniegiem drogi utrudniają transport i opóźniają dostawy dla firm handlowych i produkcyjnych. Zwiększone zapotrzebowanie na energię niekorzystnie wpływa na strukturę kosztów.
Kryzys to myśmy przetrwali już niejeden. Kłopoty w relacjach z instytucjami finansowymi, pazerność fiskusa i coraz to nowe pomysły na ulepszanie gospodarki okazały się skuteczną szczepionką uodparniającą dla wielu z nas, ale od długich i śnieżnych zim odwykliśmy — mówią przedsiębiorcy. Coś na pocieszenie? Zima trwa najwyżej trzy miesiące. Ale ostrożnie z tą radością, bo fiskus jest wieczny i pomysłowy. Kto wie, czy przed nadejściem wiosny nie wprowadzi podatku od szronu na szybach.
Czytaj też na str. 11