Przedsionek raju

Karolina Guzińska
opublikowano: 2006-03-24 00:00

Gdy ziemia drży, Hawajczycy znoszą dary bogini Pele — kwiaty, owoce, a nawet… butelki dżinu. Dzielą się hojnie z ognistym bóstwem tym, co lubią.

Hawaje przez lata symbolizowały niespełnione marzenia o podróżach — w końcu powiedzenie: „pojedziesz do Honolulu małpy straszyć!” odeszło jednak do lamusa.

— Rodzi się moda na zwiedzanie tego archipelagu, a nawet na branie tam ślubu w hawajskim stylu. Scenografia imprezy nawiązuje do polinezyjskich tradycji, a państwo młodzi występują w lokalnych strojach. Złośliwi mówią, że ten kostium zmieni w piękność największe nawet brzydactwo, więc może warto… — uważa Marek Śliwka, właściciel biura podróży Logos Travel.

Łakomy kąsek

Zjeżdża tu 7 mln turystów rocznie — w tym amerykańscy nowożeńcy na miesiąc miodowy oraz milion Japończyków, z których każdy wydaje ponoć 600 USD dziennie. Na wyspie odwiedzanej najczęściej, Oahu, próżno więc szukać egzotyki. Honolulu — stolica stanu — czy kurort Waikiki z 3-kilometrową plażą Waikiki Beach i promenadą Kalakau’a Avenue, gdzie co wieczór odbywają się pokazy tańca hula, to skrzyżowanie Cepelii z wesołym miasteczkiem.

— Niemal 90 proc. gości poprzestaje na Oahu. A to taki lokalny Manhattan… Zaskakuje tylko zderzeniem kultur — amerykańskiego konsumpcjonizmu i luzu, kojarzonego z wyspami Pacyfiku. Kto chce zanurzyć się w spokojnej atmosferze, znaleźć się bliżej polinezyjskich korzeni, podróżuje po mniej znanych zakątkach archipelagu. Bezpiecznie, bo na Hawajach nie ma jadowitych węży, moskitów i innych groźnych stworzeń — twierdzi Krzysztof Muskalski, lekarz okulista z Częstochowy, który dwukrotnie odwiedził Hawaje.

Dociekliwy turysta odkryje tu krajobrazy nietknięte cywilizacją: uśpione i czynne wulkany, strumienie zastygłej lawy, górskie wodospady, plaże pokryte kolorowym piaskiem, zielone doliny, strome wąwozy, malownicze wybrzeża klifowe…

— Rozległe lasy tropikalne pokrywają równiny i zbocza gór wulkanicznych. Rosną tu imponujące paprocie drzewiaste, drzewa koa i ohia. Plantacje storczyków, ananasów i orzeszków makadamia ciągną się po horyzont. Wśród tysięcy mieszkańców wód przybrzeżnych wyróżnia się kolorowa rybka koralowa o oryginalnej nazwie humuhumunukunukuapua’a. To ryba stanowa Hawajów. Na zboczach wulkanów mieszka zaś nene — gęś hawajska, kolejny symbol stanu, podobnie jak kwiat — żółty hibiskus, jedna z rosnących tu 5 tys. odmian tego gatunku — wymienia Krzysztof Muskalski.

Pierwszym Europejczykiem, którego stopa dotknęła Hawajów, był James Cook. Jego wyprawa dotarła tu w 1778 r. Słynny kapitan nazwał archipelag Wyspami Sandwich, od nazwiska ówczesnego lorda Admiralicji. A że jeden z noszących to samo nazwisko arystokratów wynalazł kanapkę — sandwicza — ten żyzny archipelag, na który ostrzyli sobie zęby biali ludzie, przyrównywano do smakowitego kąska. Osiadli tu Amerykanie, właściciele kompanii cukrowniczych, doprowadzili w końcu do detronizacji królowej Liliuokalani — w 1898 r. Stany Zjednoczone zaanektowały Hawaje. Dziś polinezyjska krew płynie w żyłach zaledwie co piątego mieszkańca archipelagu, choć to prawdopodobnie Tahitańczycy — zwani wikingami Pacyfiku — przypłynęli tu pierwsi (V-VIII wiek), zaszczepiając na wyspach klimat „aloha”...

— Aloha! Słowem tym witany jest na Hawajach każdy przybysz. Oddaje ono ducha Polinezji. Oznacza i powitanie, i pożegnanie, i współczucie, i wyznanie miłości… A nawet gniew. Ktoś może być „aloha” — otwarty, serdeczny, służący innym. I rzeczywiście, klimat ten towarzyszył mi w wędrówkach po Archipelagu Hawajskim — wspomina Krzysztof Muskalski.

Łzy marynarzy

Każda z wysp nosi inne miano — Oahu to Wyspa Zebrań. W dawnych czasach spotykali się na niej władcy poszczególnych części archipelagu. Nie przez przypadek mieści się tu dziś Centrum Kultury Polinezji, nietypowy skansen prezentujący tradycje i kulturę wysp Trójkąta Polinezyjskiego.

— Zobaczy się tu wioski niemal żywcem przeniesione z Fidżi, Tahiti, Tonga, Markizów, Samoa, Nowej Zelandii czy Hawajów. Turyści oglądają występy i pokazy codziennych zajęć, pływają łódką, jedzą tradycyjną kolację: pieczonego w ziemi prosiaka — wylicza Marek Śliwka.

Oahu słynie z plaż — Waikiki, nad którą góruje wulkan Diamentowa Głowa (od bezwartościowych kryształów kwarcytu, które biali marynarze wzięli za diamenty), czy kultowej dla surferów Sunset Beach, gdzie śmiałkowie popisują się na 10-metrowych nawet falach. Są i zabytki — Iolani, jedyny w USA królewski pałac, ratusz i rezydencja gubernatora, domy XIX-wiecznych misjonarzy i, przede wszystkim, Pearl Harbor z pomnikiem Arizona Memorial i Muzeum Wojskowym.

— To miejsce, gdzie dla Stanów Zjednoczonych rozpoczęła się II wojna światowa. 7 grudnia 1941 r. Tego dnia 1177 marynarzy USS Arizona, w nagrodę za wygrany konkurs orkiestr wojskowych, mogło pospać godzinę dłużej. Dlatego krążownik — zatopiony przez 800-kilogramową japońską bombę — stał się dla nich grobem… W ataku na Pearl Harbor zginęło 2395 Amerykanów i 64 Japończyków. Na tablicy pamiątkowej umieszczono nazwiska poległych marynarzy. Wśród nich polskie — Jastrzemski, Menzenski, Ochoski, Orzech... Naliczyłem ich około 20. Z wraku wciąż wydobywają się krople paliwa —ponoć to łzy marynarzy. Ktoś wyliczył, że będą się pojawiały przez 100 lat. Ktoś inny twierdzi, że to niemożliwe z punktu widzenia praw fizyki… — opowiada Krzysztof Muskalski.

Dom Słońca

Maui — Wyspa Dolin. Nazwę zawdzięcza dwóm wulkanom: Pu.u Kukui oraz Haleakala (3055 m), z największym na świecie wygasłym kraterem (60 km kw.). Według legendy, półbóg Maui uwięził w jego wnętrzu kapryśne Słońce, zmuszając je, by dało ludziom więcej światła. Stąd nazwa wulkanu: Dom Słońca. Między obiema górami utworzyła się rozległa dolina, wypełniając centralną część wyspy.

— Stojąc na szczycie Haleakala, ponad chmurami, podziwia się z zapartym tchem wschód słońca. To wielka atrakcja — niemal tak duża, jak zjazd z tej góry na rowerze — wspomina Krzysztof Muskalski.

Nad oceanem, między porastającą zbocza wulkanu bujną roślinnością, wije się droga do miejscowości Hana. Ze swymi 600 zakrętami i 54 małymi mostkami reklamowana jest jako „najbardziej kręta droga świata”.

— Przejechałem ją samochodem. Nie było tak źle, choć musiałem uważać. Jadąc, zastanawiałem się, czy to ona zainspirowała George’a Harrisona z The Beatles do napisania przeboju „Long and Winding Road” (długa i kręta droga). Artysta miał dom w Hana — wyjaśnia Krzysztof Muskalski.

Centrum turystyczne wyspy to przycupnięta u stóp wulkanu Pu.u Kukui niewielka osada Lahaina — dawna stolica królewska, a potem port wielorybników. Stare kolonialne uliczki, zabytkowe więzienie — wszystko to przepojone jest atmosferą przygody i dawnych, awanturniczych czasów.

— Maui — górzysta, zielona, ukwiecona — ma niesamowite walory krajobrazowe. Wspaniała rzeźba terenu skłania do odwiedzania punktów widokowych, do trekkingu po tropikalnym lesie i wypoczynku na białych, czarnych i czerwonych plażach. Można też zwiedzić Groty Waianapapana i siedem świętych stawów… A że panuje tu wieczna wiosna — temperatury sięgają 18-24 stopni — dla mnie ta wyspa jest przedsionkiem raju! — zapewnia Marek Śliwka.

W objęciach żywiołu

Duża Wyspa lub Wyspa Wulkanów — Hawaii. Jej obszar (10 458 km kw.) dwukrotnie przewyższa powierzchnię 135 pozostałych wysp, wysepek i atoli. Bo „Big Island” stale rośnie — z wnętrza ziemi wylewa się do oceanu rozgrzana magma i zastygając, tworzy nowy ląd. To najmłodsza wyspa archipelagu — liczy sobie „zaledwie” milion lat. Największą jej atrakcją jest park narodowy „Hawaii Vulcanoes National Park” z aktywnymi wulkanami Mauna Loa i Kilauea. Zaskakuje czarnymi wulkanicznymi plażami, zastygłymi tunelami lawowymi, erupcjami siarki…

— Niesamowite przeżycie! Pola lawowe zaczerniają horyzont. Ze szczelin zaskorupiałej lawy przebija czerwony żar, a nad miejscami, gdzie rozgrzana magma wpada do oceanu, unoszą się obłoki pary. Przyjmują kształt regularnego słupa bądź — niczym welon panny młodej — ścielą się po zboczach wulkanu, czyniąc go bardziej tajemniczym, wręcz zdradzieckim… Bo przy ograniczonej przez mgłę widoczności łatwo wejść w obszar niebezpieczny. Bywa, że krucha skorupa zgorzeli załamie się pod ciężarem śmiałka. A pod spodem — tylko żar i śmierć — opisuje Marek Śliwka.

Hawajczycy szczycą się, że mają u siebie największą górę świata — wysokość wulkanu Mauna Kea, mierzona od dna oceanu, wynosi bowiem ponad 10 tys. m. Jednak nie jest to najsłynniejszy wulkan tej wyspy. Ustępuje wulkanowi Kilauea, w którego odnodze mieszka polinezyjska bogini Pele, władczyni ognia silnie zakorzeniona w świadomości Hawajczyków.

— By uspokoić rozgniewane bóstwo, ludzie znoszą dary na skraj jego królestwa — nad krawędź krateru Halemaumau. Składają je na blokach lawy służących za ołtarze. Kwiaty, owoce, ryby i — to znak naszych czasów — butelki dżinu. A Pele jest im łaskawa, bo hawajskie wulkany — w przeciwieństwie do azjatyckich czy amerykańskich — wyrzucają lawę w sposób łagodny, dający się przewidzieć i... malowniczy. Jakby chciały pozować turystom… Jaskrawoczerwona lawa majestatycznie spływa po zboczach lub tworzy wewnątrz krateru jezioro. To powoduje kuriozalne zjawisko — gdy dochodzi do erupcji, wszyscy, zamiast uciekać, zbiegają się. Przemysł turystyczny się rozkręca, a ceny gwałtownie rosną — opowiada Krzysztof Muskalski.

Zachowane w pamięci

Wielka Wyspa kryje w swych trzewiach najstarszą hawajską osadę. Dziś maleńką wioskę, a niegdyś azyl dla mieszkańców archipelagu. Gdy ktoś coś przeskrobał, dopłynięcie do niej — przez zatokę pełną rekinów — stanowiło jedyny sposób uniknięcia kary…

— Często się to zdarzało, bo władcy rządzili na podstawie ścisłego podziału kastowego i rozbudowanego zestawu zakazów kapu — czyli tabu. Aby podporządkować sobie poddanych, wodzowie hawajscy wymyślali coraz to nowe kapu. Jeśli cień człowieka nieszlacheckiego pochodzenia musnął osobę władcy, nieszczęśnik karany był śmiercią. Żonatemu mężczyźnie nie wolno było widywać córek, które ukończyły 10 rok życia. Jeśli poddany odważył się wejść niewzywany do domostwa wodza, jeśli stał — zamiast paść plackiem na ziemię — podczas królewskiej kąpieli, jeśli idąc w lei (wieńcu kwiatów na szyi) nadepnął na cień domu wodza — karą była śmierć… Kobietom nie wolno było jeść wieprzowiny, bananów, orzechów kokosowych i pewnych gatunków ryb ani też spożywać posiłków razem z mężem. Za najmniejsze nieposłuszeństwo płaciły najwyższą cenę… — tłumaczy Krzysztof Muskalski.

Królowie potrafili być też hojni — świadczą o tym rozległe rancza w środkowej części wyspy Hawaii. A zwłaszcza największe z nich, liczące 100 tys. ha, na których pasie się jakieś 60 tys. sztuk bydła. Nadano je rodzinie Parkerów — osadników, którzy sprowadzili bydło na wyspy.

— Biali przywieźli na Hawaje nie tylko krowy. Także pismo. Bo śpiewny, wpadający w ucho język tubylców był językiem mówionym. Hawajczycy szczycili się wspaniałą pamięcią, przelanie czegoś na papier było dla nich równoznaczne z wyrzuceniem tego z pamięci. Dopiero misjonarze skłonili ich do pisania, tworząc 12-literowy alfabet. Polakom łatwo wymawiać melodyjne, hawajskie słowa, lecz inne nacje, w tym Amerykanie, muszą się nieźle napocić — dodaje Krzysztof Muskalski.

Dziewiczy urok

Każda wyspa jest inna — wystarczy porównać czarną, wulkaniczną glebę Hawaii z czerwoną, zerodowaną ziemią pokrywającą najstarszą w archipelagu — i dość rzadko odwiedzaną — wyspę Kauai. Kolor jej nawierzchni pięknie kontrastuje z bujną roślinnością. Nic dziwnego, że ta najzieleńsza i najbardziej dziewicza z zasiedlonych wysp hawajskich nosi przydomek Wyspy Ogrodów. Jej malownicze plenery posłużyły za tło wielu filmom: Jurassic Park, Blue Hawaii, Indiana Jones, a liczne gwiazdy — jak Elizabeth Taylor czy Zsa Zsa Gabor — brały na Kauai ślub (ceremonie prowadzone są w słynnej Grocie Paprociowej).

— Góra Wai’ale’ale (przelewająca się woda) to najwilgotniejsze miejsce na ziemi, z sumą rocznych opadów 1220 cm na 1 mkw. Mnogość wodospadów — najbardziej znane to Wailua i Opaekaa — pięknie ukształtowała zbocza gór, zasilając niezliczone gatunki tropikalnych roślin. Unikalny krajobraz Kauai tworzy także bajecznie kolorowy, 20-kilometrowy kanion Waimea — ochrzczony przez Marka Twaina „Wielkim Kanionem Pacyfiku” — oraz klifowe nabrzeże Na Pali, zaliczane do najpiękniejszych zakątków świata. Klif wznosi się na wysokość 1,3 tys. m i jest dostępny tylko z powietrza lub od strony morza — dodaje Krzysztof Muskalski.

Wyspa zachowuje dziewiczy urok, bo huragan Iniki — regularnie nawiedzający Kauai średnio co 10 lat — skutecznie przepłasza inwestorów…