Warszawscy śledczy zatrzymali Łukasza B., dyrektora finansowego platformy inwestycyjnej Omega Best, zarządzanej przez zarejestrowaną w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spółkę Nautilius Investment — ustalił „PB”. Trzydziestopięciolatek usłyszał w Prokuraturze Okręgowej Warszawa—Praga zarzut oszustwa blisko 520 osób, które łącznie zainwestowały poprzez platformę blisko 2,6 mln EUR i ponad 60 tys. zł. Grozi mu kara pozbawienia wolności do 10 lat. Prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego dla Pragi Północ z wnioskiem o areszt dla podejrzanego. Sąd przychylił się do wniosku i zasądził trzymiesięczny areszt. Podejrzany może go opuścić za poręczeniem w wysokości 500 tys. zł.

Śledczy mają również dowody przeciwko kolejnym osobom ściśle powiązanym z Omegą, które ukrywają się poza granicami Polski. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi m.in. o Bartosza N. — twórcę i ambasadora Omegi, który od miesięcy przebywa na Ukrainie.
Czym kusiła Omega?
Platforma wystartowała w listopadzie 2018 r. kusząc alternatywnymi inwestycjami z wysoką stopą zwrotu: 30-70 proc. od zainwestowanego kapitału. Użytkownikom, którzy mogli zarejestrować się wyłącznie poprzez link polecający, oferowała zakup tzw. active boksów za bitbondy — autorską krytpowalutę na sztywno powiązaną z euro. Najtańszy pakiet kosztował 50 EUR, a najdroższy — 200 tys. EUR. W zamian użytkownik — w ściśle określonym czasie, bo pakiet miał termin ważności — miał czerpać zyski m.in. z wydobycia kryptowalut, werbowania nowych użytkowników i… oglądania reklam.
— W rzeczywistości Omega nie oferowała żadnego realnego produktu, a przyjęte wpłaty nie były przeznaczone na deklarowany cel — informuje prokurator Marcin Saduś, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Śledczy od pół roku badają sprawę Omegi (sygnatura sprawy: PO II Ds. 64.2020), usiłując ustalić m.in., gdzie się podziały pieniądze jej klientów. Jak wiadomo, Omega kierowała do klientów obietnice otrzymania nagród — markowych smartfonów i laptopów, egzotycznych wakacji, luksusowych zegarków i samochodów czy apartamentów. Zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych mogłyby rzeczywiście sugerować, że jej twórcy opływali w luksusy, podczas gdy ich klienci tracili pieniądze na platformie. Jeśli tak sielanka nie trwała jednak długo. Platforma przestała działać w grudniu 2019 r. Według ustaleń śledczych, klienci nie mogli zalogować się do kont, nie odzyskali też wpłaconych tam pieniędzy ani obiecanego zysku. Jak do tego doszło? Wróćmy do początku.
Podejście pierwsze…
W pierwszej połowie 2019 r. roku anonimowy donos na Omegę trafił do nadzorcy finansowego, prokuratury oraz instytucji stojącej na straży praw konsumentów. W piśmie, do którego dotarł „PB”, szczegółowo opisano podejrzany model biznesowy Omegi, a także powiązania osobowe i kapitałowe. Co zrobiły organy państwowe? Pierwsza odcięła się od sprawy Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), tłumacząc, że nie ma podstaw do działania. Następnie w listopadzie zeszłego roku postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa wobec „braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego” wydała prokuratura.
Tłumaczyła wówczas „PB”, że o na decyzji zaważyły trudności z namierzeniem autora donosu, posługującego się fikcyjnymi personaliami, który mógłby udokumentować przestępczą działalność Omegi. Niezłomny w działaniu okazał się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który już na samym początku wytoczył przeciwko firmie ciężkie działa, o czym szeroko pisaliśmy na łamach dziennika w sierpniu zeszłego roku. Wówczas nasza redakcja dotarła do dokumentów, z którychwynikało, że zanim prezes UOKiK sam wszczął postępowanie przeciwko Omedze, poinformował Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) o możliwości popełnienia przestępstwa przez jej twórców.
Na pytanie „PB”, dlaczego zdecydował się na ten krok, otrzymaliśmy odpowiedź, że „osoby, które stoją za tym systemem i spółką, mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa i obywateli”. Ponadto prezes UOKiK w komunikatach wielokrotnie ostrzegał konsumentów, że Omega może być piramidą finansową. Taki komunikat pojawił się także w grudniu, niedługo po tym, jak prokuratura odpuściła śledztwo. Zapytaliśmy obie instytucje, czy nie widzą problemu w tym, że podejmują diametralnie inne działania. Okazało się, że ze sobą nie współpracowały. Warto podkreślić, że w tym samym czasie, gdy zapadły ważne decyzje dotyczące Omegi na szczeblu administracyjnym, w mediach społecznościowych już grupowali się pokrzywdzeni. Na ogólnodostępnych forach szeroko dyskutowali na temat kroków podjętych w sprawie Omegi i jej twórców.
…i drugie
W marcu 2020 r. media obiegła informacja, że UOKiK wzmacnia współpracę z Prokuratorią Generalną, zwierzchnikiem prokuratorów. Mniej więcej w tym czasie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga reaktywowała śledztwo dotyczące Omegi. W ostatnich 6 miesiącach funkcjonariusze dotarli do pokrzywdzonych, przeszukali pomieszczenia związane firmą i z pomocą biegłych w zakresu informatyki śledczej zabezpieczyli materiał dowodowy — m.in. portfele kryptowalut. Śledztwo jest w toku. Niewykluczone, że do czasu wniesienia aktu oskarżenia do sądu, liczba pokrzywdzonych oraz łączna kwota szkody wzrosną.