To miłe maleństwa, które śmiało można stawiać na równi z małymi pieskami, dziećmi i innymi przytulnymi zwierzątkami. Chociaż wiele firm i wielu menedżerów traktuje je z dystansem („gdyby Lagerfeld planował sierść na swoich ubraniach, to by stworzył odpowiednią kolekcję zimową”), to wszyscy rozluźniają się gdy podczas rozmowy pada słowo „innowacja”. Hej, przecież robimy innowacje. Słuchamy uważnie naszych klientów i dostarczamy im to czego chcą. Podchodzimy kreatywnie do obniżania kosztów, może niekoniecznie jest to kaizen w klasycznej postaci, ale coś idącego lekkim wężykiem w tym kierunku. Wykazujemy zysk i trzymamy rękę na pulsie, jeśli chodzi o kurs akcji. Mamy strategię, plany długookresowe i monitorujemy konkurencję.
Świetnie, spotkamy się za 5 lat. Na waszym pogrzebie.
Innowacje to temat śmiertelnie poważny.
Źle zarządzane firmy upadają, ponieważ nie radzą sobie z zarządzaniem w ten sposób, by osiągnąć zyski.
Dobrze zarządzane firmy też upadają – ponieważ znienacka przychodzi atak ze strony dotychczasowego rynkowego outsidera, a podli klienci bez krztyny lojalności zmieniają dostawców z dnia na dzień.
„Znienacka”, „outsider”, „lojalność” – szumne słowa, zupełnie opacznie rozumiane.
Może inaczej – rozumiane poprawnie, ale w warunkach typowej konkurencji „robię to co ty, tylko lepiej”. Gdy firmę współzawodniczą o transakcje z klientami w oparciu o tę samą cechę produktu (pojemność dysków twardych, pojemność łyżki koparki, jakość uzyskiwanej blachy stalowej – z przykładów zawartych w książce), wtedy konkurencja jest przewidywalna, a biznes prowadzi się nieźle mimo sporadycznych wyskoków konkurencji. Ale bywa, że na rynku pojawia się firma o znacznie gorszym poziomie podstawowej cechy lecz o wysokim poziomie innej cechy np. fizyczne wymiary w dyskach twardych, sposób uzyskiwania energii pracy w koparkach, skrócenie procesu technologicznego w stalowniach. Nie zagraża liderom, siedzi sobie z boczku z kilkoma oszołomami i coś tam dłubie. Po pewnym czasie wchodzi śmiało na rynek, rzuca wyzwanie liderom… i zwycięża.
Ten niespodziewany zwycięzca stworzył bowiem innowację przerywającą tok rozwoju branży (w skrócie mówiąc – innowację przełomową). To nie jest zwykła innowacja. To innowacja, która zmienia zasady gry. Czasem zmienia siły konkurencyjne. Prawie zawsze zmienia strukturę kosztów. Prawie zawsze też daje klientom to co mieli dotąd, ale z dodatkowym bonusem, z dodatkową korzyścią której nie oferują dotychczasowi liderzy. To inny sposób myślenia o kontaktach z klientami, zarządzaniu projektami, tworzeniu zespołów, analizie strategicznej firmy i branży.
Innowacją przerywającą tok rozwoju były coraz mniejsze dyski twarde, koparki hydrauliczne, ministalownie (świetne, szczegółowe opisy znajdziesz w książce). Być może są nimi samochody elektryczne – autor poświęcił temu zagadnieniu osobny obszar, przy okazji pokazując cały proces analizy innowacji przełomowej.
Dzięki tej książce zastanowisz się czy w twojej branży istnieją przełomowe innowacje i kto się właśnie nimi zajmuje. Może nawet podejmiesz któreś z działań obronnych sugerowanych przez autora.
A wtedy za 5 lat spotkamy się nie na pogrzebie, ale na przyjęciu z okazji wielkiego sukcesu.
Książka „Przełomowe innowacje” Claytona M. Christensena (Wydawnictwa Profesjonalne PWN, 2010) jest dostępna w księgarniach oraz na stronie www.ksiegarnia.pwn.pl.
