Przemysł mięsny się zmienia

Przetwórstwo mięsa było tradycyjnie największą gałęzią sektora spożywczego. To już historia. Firm będzie mniej, ale będą większe, bo rozszerzą działalność

Charakterystyczne dla biznesu mięsnego w Polsce jest duże rozdrobnienie. Można się w nim doliczyć około 7500 przedsiębiorstw. Firm przybyło gwałtownie na przełomie lat 80. i 90., czyli po wprowadzeniu swobód gospodarczych, otwarciu granic i prywatyzacji. Przełomowa dla polskiego rynku była też akcesja kraju do Unii Europejskiej i w konsekwencji zmiana przepisów regulujących funkcjonowanie sektora, a dokładniej zaostrzenie ich części sanitarnej. To wywarło wpływ na eksport polskich produktów mięsnych, ponieważ rodzimi producenci, chcąc wciąż handlować w Unii i poza jej granicami, np. w Rosji i na Ukrainie, musieli się dostosować do nowych norm.

Większy rynek

To rozproszenie podmiotów biznesowych, a także sezonowe wahania cen surowców wymusiły na reprezentantach przemysłu mięsnego podjęcie działań konsolidacyjnych. Większym grupom nie tylko łatwiej o finansowanie, utrzymanie udziału w rynku i ewentualną ekspansję zagraniczną. Efekt skali pozwoli największym firmom na własną produkcję mięsa nieprzetworzonego, czyli hodowlę bydła i trzody. To wykluczy główny element ryzyka, czyli skaczące czasami o kilkadziesiąt procent w kilka miesięcy ceny surowca, a także wprowadzi oszczędności i rozwiąże kolejny problem związany z okresowymi fluktuacjami podaży. Większość, czyli 6 na 10 hodowców w Polsce, trzyma małe stada do 50 sztuk. To utrudnia np. szybkie, a co za tym idzie — skuteczne metody walki z pomorami i innymi chorobami, a także oszacowanie rzeczywistej liczby pogłowia, które będzie do dyspozycji przemysłu mięsnego.

Wejście do Unii Europejskiej bardzo powiększyło możliwości zbytu i polskie przedsię biorstwa mięsne szybko zaczęływysyłać swoje produkty na unijne rynki wewnętrzne. Państwa unijne to odbiorcy aż 81 proc. wartości polskiego eksportu towarów rolno-spożywczych, z których co piąty jest pochodzenia mięsnego. „Kluczowymi odbiorcami towarów rolno-spożywczych z Polski pozostają kraje Unii Europejskiej. W okresie trzech kwartałów 2016 r. przychody z wywozu do UE uległy obniżeniu do 14,3 mld EUR, o 1,6 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego” — napisano w raporcie „Polski handel zagraniczny towarami rolno-spożywczymi w trzech kwartałach 2016 r.”, wydanym przez Agencję Rynku Rolnego (ARR).

W poprzednim roku zwiększył się też eksport towarów rolno-spożywczych do krajów dawnego ZSRR. W pierwszych trzech kwartałach wyniósł 862 mln EUR i był o 6 proc. większy niż rok wcześniej. W tym czasie z Polski do Rosji wyeksportowano produkty rolno-spożywcze za 274 mln EUR (spadek o 3 proc.), na Białoruś — 258 mln EUR (wzrost o 41 proc.), a na Ukrainę — 227 mln EUR (wzrost o 5 proc.). Pod względem udziału w polskim eksporcie Rosja spadła na 17 miejsce, podczas gdy przed wprowadzeniem embarga, czyli w 2013 r., zajmowała trzecie miejsce. Wzrósł również eksport do Mołdawii (o 11 proc.), Tadżykistanu (o 7 proc.) i nieznacznie (o 0,5 proc.) do Turkmenistanu — informuje Agencja Rynku Rolnego.

Zmiana gustów

Wartość eksportu polskich płodów rolnych i produktów spożywczych, czyli również mięsa w różnych formach, w niewiele ponad dekadę, czyli w latach 2003-15, skoczyła aż sześciokrotnie. Utrzymuje się dodatni kilkuprocentowy bilans handlu zagranicznego tymi towarami, obecnie widełki to około 4 proc. na korzyść eksportu, co daje 15,3 mld EUR różnicy na plus.

Domeną importu są towary raczej egzotyczne: herbata, kawa, cytrusy, banany, oliwki, oliwa, wino i temu podobne, które nie rosną w naszej strefie klimatycznej albo natura nie dostarcza półproduktów do ich wyrobu. Przetwory mięsne nie zajmują przesadnie eksponowanego miejsca wśród towarów importowanych, za to stanowią dużą część eksportu wszystkich artykułów pochodzenia rolnego, z przetworzonymi na czele. Struktura podażowa surowca mięsnego jest dla krajowych producentów dużym utrudnieniem, jednak ma też pozytywny efekt. Przez ostatnie kilkanaście lat w wyborachPolaków zaszło wiele zmian.

Najpopularniejsze są wieprzowina (średnie roczne spożycie to około 39 kg) i drób (około 27 kg). W odwrocie są inne gatunki mięsa, w tym wołowina, której spożycie spada lawinowo, a przeciętny Polak zjada jej raptem 1,5 kg. Inne, jeszcze niedawno stosunkowo popularne, np. baranina i konina, praktycznie nie znajdują odbiorców na krajowym rynku. Co za tym idzie, duża część surowca jest przerabiana na wędliny, które są naszym hitem eksportowym. Rozkręcane przez większe firmy własne hodowle skrócą łańcuch dostaw, umożliwią oszczędności i co najważniejsze — uniezależnią producentów od rynkowej koniunktury, ale nacisk zostanie położony na te rodzaje mięs, których konsumpcja rośnie, np. wieprzowinę i drób.

To oznacza, że struktura eksportowa zostanie w najbliższych latach utrzymana, a polskie przetwory mięsne będą zdobywały coraz bardziej egzotyczne rynki. Specjaliści z Biura Analiz i Prognoz ARR policzyli, gdzie trafiają nasze wyroby (poza unijnymi i postsowieckimi). Największymi odbiorcami produktów z Polski są USA (wzrost wartości o 5 proc., do 274 mln EUR), Arabia Saudyjska i Izrael (w obu przypadkach wzrost o 40 proc., odpowiednio: do 258 mln EUR i 133 mln EUR) i Hongkong (o 48 proc., do 128 mln EUR) — podaje ARR. W przypadku niektórych kierunków procentują przepisy o uboju rytualnym, które zostały zliberalizowane po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2014 r. i umożliwiają polskim producentom eksport nawet nieprzetworzonego mięsa koszernego i halal.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Gozdowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Przemysł mięsny się zmienia