Garlik chce sprawić, żeby jej klienci kontrolowali informacje o sobie w sieci. Brytyjczykom pomaga polska firma Software Mind.
„Puls Biznesu”: Czym się zajmuje firma Garlik?
Tom Ilube, prezes Garlik: Firmę założyłem w 2005 roku, a poważne prace rozpoczęliśmy w 2006 roku. Ułatwiamy kontrolowanie danych osobowych w cyfrowym świecie, m.in. na stronach internetowych, w blogach, na forach tematycznych czy w portalach społecznościowych. Jest również około 20-30 stron, na których można kupić numery telefonów, kart kredytowych, kont bankowych, polis ubezpieczeniowych, a także adresy i inne dane. Chcemy, żeby nasi klienci wiedzieli, gdzie znajdują się informacje o nich, kto je posiada i co z nimi robi. Do wyszukiwania danych korzystamy z technologii semantycznych.
Jak się to sprawdza?
Trzeba się dowiedzieć, jak te dane w ogóle znalazły się w sieci. Być może wypełniliśmy jakąś ankietę i nie zastrzegliśmy, że nie chcemy, żeby firma opublikowała odpowiedzi. Część informacji na nasz temat można znaleźć na stronach internetowych czy w blogach. W takich przypadkach bardzo często wystarczy telefon i prośba o wycofanie danych. Czasami winny jest rząd. W Wielkiej Brytanii wypełniane przez obywatela dokumenty często są skanowane i umieszczane w sieci. Chodzi np. o pozwolenie na rozbudowę domu. Dzięki temu oszuści mogą się dowiedzieć m.in. jak się nazywam, gdzie mieszkam i jak wygląda mój podpis.
Co nam grozi, jeśli ktoś do tych danych dotrze?
Ofiarą kradzieży tożsamości pada w Wielkiej Brytanii 130 tys. osób rocznie. Gospodarka Zjednoczonego Królestwa traci z tego powodu 1,3 mld funtów rocznie. Problem narasta. Kradzież tożsamości to typowe przestępstwo XXI wieku. Bardzo łatwo je popełnić. Oszust nie musi już walić ofiary młotkiem w głowę. Wystarczy, że siedzi w swoim pokoju przed komputerem, wyszukuje informacje, a później sprzedaje je na jednej z tych stron, o których wspomniałem.
To rzeczywiście tak proste?
Jakiś czas temu zrobiliśmy wywiady ze skazanymi komputerowymi oszustami. Większość bardzo chętnie opowiadała o swojej działalności. Kiedyś, żeby zdobyć potrzebne im informacje, przestępcy musieli włamać się do domu ofiary i ukraść kilka dokumentów. Później odkryli, że łatwiej wykorzystać do tego komputer. Jeden oszust powiedział nam, że jest zachwycony internetem. Dawniej potrzebował 2-3 tygodni, żeby ukraść komuś tożsamość, teraz to samo może zrobić w ciągu 2-3 godzin.
Jak przestępcy wykorzystują nasze dane?
Ludzie myślą, że przestępcy kradną ich dane, żeby dostać się do konta i ukraść znajdujące się na nim pieniądze. Przepytywani przez nas oszuści twierdzili, że tak, to jest kuszące, ale o wiele bardziej interesuje ich branie kredytów w czyimś imieniu. Dzięki kradzieży tożsamości mogą zdobyć np. 2-3 karty kredytowe z limitem 5 tys. euro każda. Jeśli zrobią to 20 ludziom, to nie muszą już nic robić przez następny rok.
Jak można temu zapobiegać?
Na bazie technologii semantycznej stworzyliśmy platformę, która przeszukuje internet w poszukiwaniu danych osobowych. Klient przychodzi do nas, a my znajdujemy wszystkie informacje na jego temat, jakie są w sieci, ze szczególnym uwzględnieniem stron, o których wiemy, że korzystają z nich oszuści. Jeśli widzimy jakieś niebezpieczeństwo, informujemy o nim użytkownika. Z naszych usług korzystają klienci indywidualni, a także banki i inne instytucje finansowe, które proponują je z kolei swoim klientom.
