Organizatorzy środowego przetargu obligacji skarbowych mogą odetchnąć z ulgą. Resort finansów sprzedał wczoraj wszystkie oferowane papiery za 2,9 mld zł, choć mało brakowało, by i ta aukcja zakończyła się fiaskiem. Chętnych na polskie obligacje nie brakowało, popyt wyniósł 5,58 mld zł. Warto jednak zaznaczyć, że stało się tak m.in. dzięki Leszkowi Balcerowiczowi, prezesowi NBP, którego wypowiedzi uspokoiły nastroje na rynkach finansowych.
Kurs złotego od rana odrabiał straty. Ceny obligacji nieznacznie rosły, podobnie jak szanse Ministerstwa Finansów na sprzedaż całej puli obligacji. Obligacje 2-letnie przed południem miały rentowność 5,18 proc. Dopiero przed samym przetargiem ich dochodowość wzrosła do 5,25 proc. Resort nie miał wyjścia. Musiał tanio sprzedać obligacje, bo fiasko aukcji wisiało w powietrzu. I sprzedał — średnia rentowność na przetargu wyniosła aż 5,246 proc.
Reakcja rynku na udany przetarg była natychmiastowa. Rentowności obligacji 2-letnich spadły do 5,16 proc. Mimo to resort finansów nie zdecydował się na organizację dodatkowego przetargu. Możliwe, że nie chce konkurować z dzisiejszą aukcją 10-tyg. bonów skarbowych o wartości 3,5 mld zł. Takich papierów jeszcze nie oferowano. Tylko raz, we wrześniu 2000 r., resort sprzedawał krótsze, 2-tygodniowe papiery o wartości 4,8 mld zł. Średnia rentowność bonów 10-tyg. na przetargu powinna przekroczyć 5 proc.