Zakończenie inwestycji w Hucie Częstochowa zbiegło się pierwszymi symptomami spowolnienia gospodarczego
Jedna z najnowocześniejszych hut na świecie działa na 30 proc. możliwości i czeka na poprawę sytuacji na rynku.
Światowy kryzys gospodarczy spowodował dramatyczny spadek zamówień na sztandarowy produkt zakładu — blachy grube. ISD Huta Częstochowa w ubiegłym roku wypuściła ich na rynek 804 tys. ton. W dobrych czasach kupowały je przede wszystkim stocznie i przemysł maszynowy, spowolnienie gospodarcze wszystko odmieniło.
Gdy cztery lata temu inwestor — Ukraiński Związek Przemysłowy Donbasu (Industrialnyj Sojuz Donbasa, czyli ISD) kupił hutę, przewidywał, że zwiększy produkcję do 1,2 mln ton blachy grubej rocznie. Dlatego w modernizację i unowocześnienie zakładu zainwestował blisko 400 mln zł. W najlepszym okresie zakład wytwarzał około 65 proc. blach grubych produkowanych w Polsce. Obecnie produkcja ISD Huty Częstochowa spadła o 70 proc. Zarząd ocenia, że taka sytuacja może potrwać nawet do końca roku.
Przymusowe postoje
— Pierwsze symptomy kryzysu pojawiły się już pod koniec września ubiegłego roku. Nastąpiło załamanie całego systemu finansowego, bo odbiorcy zaczęli się wycofywać z wcześniejszych zamówień. Akurat wtedy, gdy inwestycje pozwoliły zwiększyć efektywność ciągu produkcyjnego walcowni blach grubych — mówi Jacek Łęski, rzecznik prasowy ISD Polska.
W styczniu sytuację dodatkowo pogorszyła gigantyczna podwyżka cen energii elektrycznej.
Zarząd ISD Huty Częstochowa wysłał pracowników na zaległe urlopy. W ten sposób udało się uniknąć postojowego, które dla pracowników oznacza niższe wynagrodzenia. Potem kilkakrotnie trzeba było wstrzymać produkcję. Stanęła stalownia. Stanęła walcownia. Jak przyznaje Jacek Łęski w Częstochowie zanotowano trzy przerwy trwające po 2-3 tygodnie.
Pakiet antykryzysowy
Postoje to nie jedyny sposób zmniejszania kosztów. Zrezygnowano też z zewnętrznych usług, np. remontowych. Redukcja załogi nie wchodzi w grę ze względu na zapisy pakietu socjalnego. Ponad 4 tys. pracowników ISD Huty Częstochowa ma dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia. W końcu czerwca, po kilku tygodniach negocjacji, wszystkie związki i pracodawca podpisali porozumienie, które ma pomóc hucie przetrwać kryzys. Wprowadziło ono kilka istotnych zmian.
Pracownicy przez rok nie będą otrzymywać dodatku do wynagrodzenia wynikającego z tzw. karty hutnika. To oznacza zaoszczędzenie miesięcznie 1,2 mln zł. Jednak za rok trzeba będzie jednorazowo wypłacić około 15 mln zł. Wszyscy jednak liczą, że do tego czasu sytuacja na rynku się poprawi. Związkowcy uważają, że jest to w gruncie rzeczy nieoprocentowany kredyt dla pracodawcy.
Kolejna zmiana dotyczy zasad zapłaty za przerwy w pracy — będzie wynosić około 80 proc. wynagrodzenia brutto. Postoje mają być ograniczone do minimum.
Trzecia zmiana dotyczyła programu zachęt do przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Z tej propozycji pracownicy mogli skorzystać do końca września. Zainteresowanym pracodawca dopłaci do ZUS-owskiej emerytury 40 proc. różnicy między pensją a emeryturą.
— Efekty były jednak mniejsze niż się spodziewaliśmy. Zainteresowanie udziałem w programie wyraziło 10 osób z kilkudziesięciu, które mogły z niego skorzystać — podkreśla Jacek Łęski.
Sprzedaż nic nie zmieni
Blachy wytwarzane w Częstochowie trafiają do stoczni, firm produkujących ciężkie maszyny oraz konstrukcje stalowe. W tym asortymencie, w przeciwieństwie np. do blach samochodowych, nie widać żadnej poprawy. Nadal popyt jest niewielki.
Stąd jedna z pięciu najbardziej nowoczesnych hut na świecie, która produkuje blachy grube pracuje zaledwie na 30 proc.
Kilka miesięcy temu pojawiły się informacje, że Donbas, by się ratować, będzie sprzedawał aktywa. Analitycy z agencji Fitch Rating prognozowali, że spłata tegorocznych zobowiązań kredytowych przy obecnej koniunkturze na rynku stali zmusi ukraiński koncern do sprzedaży jednego z zakładów. Nie wykluczali, że będzie to huta w Polsce lub na Węgrzech.
Jacek Łęski przyznaje, że problem istnieje cały czas.
— Udało się go rozwiązać czasowo. Banki zgodziły się na restrukturyzacyjny plan spłat kredytów. Mamy porozumienie z wszystkimi głównymi kredytodawcami, których na bieżąco informujemy o sytuacji w hucie. Konsorcjum, które kredytowało inwestycje dobrze wie, co się w branży dzieje — dodaje Łęski.
Na pytanie czy istnieje groźba, że ISD sprzeda Hutę Częstochowa, odpowiada on, że sprzedaż zakładu niczego nie załatwi. Problemem jest załamanie rynku, a nie to, kto jest właścicielem huty. Dlatego jedynym sensownym działaniem jest minimalizowanie kosztów, stymulowanie rynku i utrzymywanie wysokiej jakości produkcji. Liczymy, że kiedy już rynek ruszy, to dzięki inwestycjom będziemy znacznie bardziej konkurencyjni niż inne huty i łatwiej odnajdziemy na nim swoje miejsce — akcentuje Jacek Łęski.