Przewoźnicy muszą podnieść stawki

Marcin Bołtryk
21-07-2005, 00:00

Rosnące ceny paliw mają duży wpływ na kondycję polskiego transportu. Udział wydatków na paliwo w ogólnych kosztach to około 40 proc.

Przez ostatni rok paliwo podrożało już o prawie 33 proc. Niestety, zmiany cen paliw mają się nijak do stawek transportowych. Bardzo duże rozdrobnienie polskiego rynku transportu międzynarodowego oraz nadpodaż usług powodują walkę cenową i — w konsekwencji — zaniżanie stawek transportowych.

— Ta sytuacja odbija się niekorzystnie na wynikach finansowych firm transportowych i może doprowadzić do upadku nie tylko małych, ale nawet dużych graczy. Należy dodać, że to nie klienci są inicjatorami obniżek stawek, ale same firmy, które w ten sposób podcinają gałąź, na której się znajdują — podkreśla Andrzej Szymański, dyrektor handlowy spółki Dartom.

Niepotrzebna wojna

W tej chwili nie mamy do czynienia z zagrożeniem cenowym ze strony zagranicznych firm transportowych. Wręcz przeciwnie, to polskie firmy są najbardziej atrakcyjne cenowo i z ich usług, jako podwykonawców, chętnie korzystają zagraniczne firmy spedycyjne.

— Firmy z Europy Zachodniej mają przede wszystkim wyższe koszty operacyjne, a podwyżki cen paliw dotykają tak samo wszystkich w całej Europie i większej części świata. To, co wyróżnia Polskę wśród innych państw europejskich, to relatywnie wysoki koszt paliwa w stosunku do dochodów. A paliwo obłożone jest różnymi podatkami, z których największy udział ma akcyza. Zmniejszenie podatku akcyzowego powinno przyczynić się do obniżenia ceny paliwa. Nie pomaga tu monopolistyczna pozycja Orlenu, który świętuje rekordowe zyski koncernu — twierdzi Andrzej Szymański.

O ile w dystrybucji krajowej system dodatków paliwowych działa dość dobrze — rynek takie zjawisko w zasadzie zaaprobował — o tyle w transporcie międzynarodowym sytuacja wygląda znacznie gorzej. Wyjątkowo ostra konkurencja, fatalna sytuacja finansowa wielu, szczególnie mniejszych, firm powoduje, że są one skłonne brać zlecenia za każde niemal pieniądze, nie myśląc o realnych kosztach. Oczywiście na dłuższą metę, takie działanie to samobójstwo.

— Powinniśmy uczyć się od linii lotniczych. Od wielu już lat wszelkie większe ruchy cen paliw na rynkach światowych są natychmiast przenoszone na wzrost cen biletów lotniczych czy przewozów cargo w postaci dodatków paliwowych. I choć spedytorzy lotniczy oraz klienci często narzekają na ten system, to wszyscy już się z nim oswoili i uznali za naturalny składnik cen — zaznacza Ireneusz Grajewski, dyrektor operacyjny Frans Maas Polska.

Nieoczekiwana zamiana

Skok cen paliwa ma miejsce przy mniej korzystnym niż kilka miesięcy temu kursie walutowym, co powoduje znaczący wzrost kosztów transportu. Sytuacja ta rodzi poważne trudności dla całego sektora — zarówno przewoźników, jak i operatorów czy też integratorów logistycznych.

Wzrost cen, jaki w tej chwili obserwujemy, przekracza skalę oszczędności wynikających z potencjalnej optymalizacji działalności czy też innych oszczędności, jakie którakolwiek firma TSL mogłaby poczynić. Krótko mówiąc, firmy TSL zmuszone będą przełożyć efekt wzrostu cen paliwa na stawki dla klientów — inaczej groziłaby im utrata rentowności.

Można się zastanawiać, co się stanie, jeśli paliwo będzie drożało dalej. Alternatywą dla transportu drogowego mogłaby być kolej. Towarowy transport szynowy jest jednak o wiele mniej elastyczny od kołowego.

— Z reguły firmy nie mają bocznic kolejowych i aby przesyłka dotarła do finalnego odbiorcy, i tak musi skorzystać z transportu samochodowego. Dochodzą do tego jeszcze przeładunki towaru oraz dłuższy termin realizacji usługi — podkreśla Andrzej Szymański.

Pomimo postępującego zaostrzania przepisów o transporcie drogowym i dodatkowych obciążeń nakładanych na firmy transportowe, wydaje się, że nie ma skutecznej alternatywy dla transportu drogowego.

Również Ireneusz Grajewski jest zdania, że rosnące ceny paliw nie przyczynią się istotnie do spadku konkurencyjności transportu drogowego względem — na przykład — kolejowego.

— Nie zmienia to jednak faktu, że w perspektywie 10-20 lat szerszy zespół czynników, w tym niemiecka opłata MAUT i rosnące opłaty drogowe, zaostrzające się normy ekologiczne oraz właśnie ceny paliw, mogą zmniejszyć udział transportu drogowego w przewozach europejskich — uważa Ireneusz Grajewski.

Okiem praktyka

Oczekiwania

Praktyczne działania, jakie rząd mógłby podjąć, są dość ograniczone. Krótkoterminowe mogłyby polegać na redukcji obciążeń fiskalnych wliczanych do cen samego paliwa (akcyza) bądź też obciążeń opłatami administracyjnymi i podatkami firm sektora TSL. Innym — długofalowym — działaniem jest stymulowanie rozwoju infrastruktury drogowej (autostrad) umożliwiające optymalizację kosztów firm TSL. Chodzi o redukcję zużycia paliw oraz zwiększenie średniej prędkości.

Tomasz Buraś, wiceprezes ds. operacyjnych DHL Express

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Przewoźnicy muszą podnieść stawki